Szukaj na tym blogu

czwartek, 13 grudnia 2012

Byle do weekendu

W ogólnokrajowych wiadomościach znowu głośno o Wałbrzychu. Głośno w negatywnym sensie, rzecz jasna. Tym razem reporterów do naszego miasta przyciągnęła kontrowersyjna ustawa rady miasta o skróceniu godzin otwarcia lokali wyposażonych w alkohol. W mieście słyszy się, że rada miasta jak zwykle nie dała rady, czy też zabrakło kogoś, kto był tej dobrej rady udzielił. Jakby tego było mało, komunikacja miejska każe na siebie czekać na mrozie zdecydowanie dłużej niż jest przewidziane w rozkładzie jazdy (oczywiście, o ile ten nie jest jeszcze zerwany).

Przyzwyczajamy się powoli do tego, że Wałbrzych trafia do mediów jedynie w negatywnych kontekstach: korupcji wyborczej (polskie Palermo), biedaszybów, czy braku miejskiego szaletu (zastąpiony przez radnego Nowaka przenośnym nocnikiem).

A teraz coś pozytywnego. Koszykówka !!! Znana jako element zastępczy dla wysokoprocentowych trunków, sprawiających krótkotrwałą amnezję na wszelkiego rodzaju afery. W weekend na parkiet wyjdą kadeci, młodzicy i trzecioligowcy. Jeszcze do niedawna i koszykówka sprawiała, że było nam nie do śmiechu. Po sześciu ciosach na otwarcie, biało-niebiescy wyraźnie się otrząsnęli, wygrywając trzy ostatnie pojedynki. Górnicy podnieśli się z knockdownu, ale do pełnej satysfakcji - co pokazało pierwsze 15 minut meczu z Gorzowem - jeszcze daleko. Kibice są nienasyceni i czekają na czwartą wygraną w sezonie.

Załóżmy biało-niebieski szal, ponownie tłumnie odwiedźmy halę (co w III lidze - po awansie Legii - się raczej nie zdarza !) i zapomnijmy o tych smutnych obrazach prosto z TVN-u, gdzie Wałbrzych gra rolę zagłębia monopolowego, które - przez nową ustawę - ma podobno chylić się ku upadkowi.

Niedziela. Godz 17. OSiR. Górnik - Zastal.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Co by było gdyby...

(3-6) Górnik Wałbrzych - (3-6) GKK Gorzów Wlkp. 85:70

zdj. walbrzyszek.com
Odetchnęliśmy. Biało-Niebiescy wygrali trzeci mecz z rzędu, ale dopiero pierwszy przed własną publicznością. Gdyby ktoś przed sezonem powiedział, że na premierowe zwycięstwo u siebie będziemy czekać aż do końca pierwszej rundy rozgrywek, zostałby uznany za niespełna rozumu. A jednak. 

Parę kwestii do poruszenia:

Półtora kwarty do wycięcia. Gdyby ten mecz był programem telewizyjnym nagrywanym nie "na żywo", całą pierwszą kwartę oraz połowę drugiej należałoby wyciąć. Nasi grali koszmarnie - pudła spod kosza, wolno przesuwająca się obrona strefowa, statyczna gra w ataku (Dawid z Klubu Kibica wspomniał nawet o "chodzonym" sposobie gry. Cóż, klimat studniówkowy się zbliża, więc i o polonezie biało-niebiescy przypomnieli kibicom). Trzy niecelne rzuty spod samego kosza w ciągu 5 sekund przelały czarę goryczy. Dopiero wejście Kacpra Wieczorka odmieniło grę.

Doping. W meczu z Gorzowem doping był chyba gorszy niż gra naszego zespołu (a ta wcale nie była fantastyczna). Coś niedobrego się z nami dzieje - starzejemy się, brakuje nam werwy, sił witalnych, a okrzyki padają wyjątkowo nierówno. Do tego naszych dwóch młynowych próżno szukało symbiozy w trakcie spotkania. Poszukując niejako drugiego kibicowskiego życia, doping oddaliśmy w struny głosowe (?) 10-letniego Daniela, który poradził sobie świetnie.

Ławka. Nie wiem czy zauważyliście, ale reakcje trenera Chlebdy przy ławce były naprawdę bardzo dobre. Gdy gracze gości raz za razem trafiali z dystansu, nasi obronę "każdy swego" zamieniali na strefę. Ktoś powie, że to ruch odwrotny do logicznego w przypadku rzutów z dystansu, ale zawsze liczy się próba czegoś innego w obronie. W drugiej połowie dobrze grający rezerwowy Wieczorek wskoczył do wyjściowej piątki, a więc coach nie trzymał się sztywno przedmeczowych założeń. I dobrze. Duży plus dla trenera za postawienie na Ciurusia.

Gazetka. W gazetce rozdawanej przed meczem mały błąd - Spartakus legitymował się w dzień druku bilansem 7-2, a nie 6-3 jak podano. Przepraszamy.

A teraz powrót do old schoolu, czyli do opisu poczynań poszczególnych graczy. Nie robiłem tego od czasu spadku z I ligi, ale dziś nabrała mnie na to ochota.

Pierwsza piątka:

S. Buczyniak -  frustrował się przy linii do trenera narzekając, że "wszyscy śpią" w ataku. Było w tym wiele racji. Sławek zaliczał świetne wejścia pod kosz, ale też i takie, gdzie nie dociągnął rzutu. Celne "trójki" wystąpiły razem z wieloma pudłami. Z drugiej strony nasz rozgrywający miał kilka dobrych przechwytów i asyst. 19 pkt na jego koncie, czego aż tak nie było widać.

M. Myślak - proste straty przeplatał dobrymi podaniami. Szczególnie świetnie podawał do Wieczorka pomiędzy kilkoma obrońcami. Raz bardzo dobrze przeczytał obronę i po dwutakcie trafił spod kosza. Znowu jednak brakowało trochę jego punktów. 6 pkt.

A. Stochmiałek - kapitan grał swoje. Nie zawiódł. Zbierał, trafiał. 18 pkt.

M. Fedoruk - zawodnik rodem z Żar miewał przebłyski dobrych zagrań (fajna akcja 2 plus 1). Niestety zdarzało się też, że nie trafiał spod kosza. "Fedor" wolno przemieszczał się po boisku, za co dostał ogromną burę od trenera przy ławce. 6 pkt.

H. Murzacz - nie trafił bodajże pierwszych czterech rzutów spod samego kosza, z czego trzy były w dość prostej sytuacji. Gdy opuścił parkiet, gra całego zespołu się poprawiła. Później nieco lepszy, chociaż dużą część drugiej połowy przesiedział na ławce. 8 pkt.

Rezerwowi:

K. Wieczorek - najlepszy w naszym zespole. Niby nie pokazał nic spektakularnego, ale przynajmniej trafiał perfekcyjnie spod kosza, co nie było tego dnia takie oczywiste w Górniku. Do swojej gry w ataku dorzucił kilka naprawdę świetnych zbiórek na zarówno atakowanej jak i bronionej tablicy. To jego wejście w drugiej kwarcie zakończyło fatalny okres gry biało-niebieskich. 20 pkt.

S. Narnicki - bardzo pożyteczny w obronie - wymusił dwa faule ofensywne. W ataku kapitalnie dogrywał za plecami do Fedoruka, ale ten spudłował spod kosza. Szkoda jedynie trzech nietrafionych "trójek". 2 pkt.

M. Borzemski - gracz/wiceprezes/trener juniorów głośno pobudzał momentami przysypiającą ławkę rezerwowych. Nie grał długo, więc nic spektakularnego nie zdążył zademonstrować. Jak większości biało-niebieskich w tym meczu, i jemu zdarzyło się pudło spod kosza.

D. Kondratowicz - w rotacji pojawił się bardzo szybko - przed zarówno Narnickim jak i Wieczorkiem. Jego zmiana jednak nic nie wniosła. Oddał jeden rzut, który nie doleciał nawet do obręczy, ocierając się jedynie o siatkę. Zaraz po tym zagraniu usiadł na ławce by się z niej już nie podnieść. 0 pkt.

S. Jaskólski - najmłodszy obok Ciurusia w składzie (obaj rocznik 1995). Swoim występem na kolana nie powalił, ale nie grał długo. 0 pkt.

Marcin Ciuruś - jeden z "braci ksero". Spiker mówił, że to jego debiut w III lidze, ale już w zeszłym sezonie ten 17-latek pojawiał się na krótkie chwile na boisku. Jego 2,5 minuty w końcówce powinny przekonać trenera, że warto na niego stawiać. Najpierw trafił z półdystansu z wyskoku, a zaraz później wykończył kontratak po przechwycie. W obronie co prawda popełnił błąd, po którym rywal zaliczył akcję 2 plus 1, ale sądząc po jego pozycji obronnej, liczył na pomoc kolegi pod koszem. Krótki, lecz elektryzujący występ tego rozgrywającego. 4 pkt.

Na koniec pozostaje się zastanowić, co by było gdyby gorzowianie przyjechali w liczniejszym składzie. W siódemkę mecze wygrywa się trudno, tym bardziej jak gra się bez swojego lidera. Teraz możemy jedynie gdybać jakim wynikiem zakończyłby się mecz, gdyby w GKK zagrał Paweł Doberschuetz - jeden z najlepszych strzelców ligi (śr. 16, 9 pkt).

 P.S. Na portalu walbrzyszek.com zgapili tytuł wpisu, który znalazł się na www.gornik.walbrzych.pl. Ale nie złościmy się, bo - rzeczywiście - "trzecia wygrana z rzędu stała się faktem" !!!

czwartek, 6 grudnia 2012

A co ty robiłeś gdy miałeś 15 lat ?

Tym razem muzycznie. Prawdą jest, że na hip-hopie znam się tyle co na geofizyce, z której zadania usiłuje robić mój studiujący geologię współlokator. Z poniższym utworem rozstać się jednak nie mogę. 

Utwór "Początek" wykonuje Paweu - wałbrzyszanin, były już koszykarz Górnika Nowe Miasto i - krótko - naszego Górnika. "Początek" to nieco filozoficzna, nieco refleksyjna, nieco buńczuczna (jak na dobry hip-hop przystało) pieśń. Najciekawsze w tej podziemnej produkcji jest jednak to, że jej autor ma... tylko 15 lat. Zanim rozpoczniecie krytykę, tak przecież normalną dla nas - Polaków, zanim wasz jad zacznie kąsić i mnie (za wrzucenie), i Pawua (za stworzenie), zanim zawiść zamroczy pole widzenia, zadajcie sobie jedno pytanie: "Co ja robiłem gdy miałem 15 lat ?" Ja to pytanie sobie zadałem. I wywnioskowałem, że Pawuowi mam czego zazdrościć.

Posłuchajcie:





poniedziałek, 3 grudnia 2012

Daleka droga. Daniel jest gotowy.

(0-7) Gimbasket Wrocław - (2-6) Górnik Wałbrzych 58:104


Mecz bez historii. Bez spektakularnych zagrań, przełomowych momentów. Ba, zabrakło nawet - co typowe dla meczów Gimbasketu - spikera i muzyki. Zegar 24 sekund zatrzymywał się nie na zerze, ale na 1 sekundzie, a punkty zapisywała dziewczynka około 12-letnia. Za biało-niebieskimi kolejny mecz na peryferiach polskiej koszykówki.

Po drugiej wygranej w sezonie kibice Górnika zaczęli wpadać w przebiegłe sidła hurraoptymizmu. Nikt już nie pamięta, że jeszcze dwa tygodnie temu próbowano słownie spalić na stosie trenera Chlebdę, którego obwołano ojcem kibicowskiej histerii. Dziś pochodnię fani zamieniają na kalkulator, doszukując się matematycznych szans na zajęcie trzeciego miejsca w tabeli, dającego dziką kartę. Kibiców trzeba zrozumieć - nie mają najmniejszej ochoty dalej tkwić w bagnistej, pełnej marazmu III lidze. Lidze, którą wszyscy nienawidzimy, która jest niegodna Górnika Wałbrzych. Wielu fanów widzi już oczyma wyobraźni komplet zwycięstw w ostatnich dziesięciu kolejkach sezonu. Chyba trzeba zwolnić, wziąść zimny prysznic i napić się herbaty z melisą - przed Górnikiem jeszcze daleka droga.

Wydarzeniem meczu nie byli sami zawodnicy, nie byli nawet biało-niebiescy kibice, którzy w sile 10-11 dopingowali swój zespół. W drugiej połowie nasi na dobre odjechali drużynie Roberta Kościuka, a szybko przeskakujące na tablicy świetlnej cyferki po stronie gości straciły kibicowską uwagę (dowód? Po meczu Matti nie znał nawet wyniku). Gwiazdą dnia był 10-letni Daniel, prowadzący wzorowo doping w czwartej kwarcie. Istnieje spore podejrzenie, że w żyłach Daniela, związanego z Górnikiem niemal od kołyski, płynie naprawdę biało-niebieska krew. Prowadzący doping na meczach domowych Płetwa może czuć się zagrożony - nawet pomimo znajomości całego tekstu piosenki "Ona tańczy dla mnie".

Na mecz wybrałem się ze znajomym z akademika. 28-letni Wei Wei to fan koszykówki z Chin, który ma zdjęcia chociażby z naszym Marcinem Gortatem i znanym chińskim koszykarzem Yi Jianlianem. Pochodzi z Xian Tao - mieście wielkości Wrocławia (które w perspektywie ogromnego zaludnienia w Państwie Środka jest jego zdaniem "małym miasteczkiem"...). Mecz mu się podobał, z resztą mi też. Świetnie było spotkać znajomych kibiców, wspólnie pożartować, powspominać wyprawę do Wschowy. Fajnie też było przeżyć to:

 

Następny mecz w Wałbrzychu, z sąsiadem w tabeli - GKK Gorzów Wlkp. (9.12, godz. 17).

czwartek, 29 listopada 2012

Być jak dynastia Qin

 NIEDZIELA, 2.12.2012: Gimbasket Wrocław (0-6) - Górnik Wałbrzych (1-6)


W chwilach wolnych od pisania pracy magisterskiej zaczytuję się w książce opisującej historię Chin. Od momentu gdy liczba moich chińskich znajomych wyraźnie się zwiększyła, zainteresowałem się kulturą Państwa Środka. Stąd ten tytuł.

Jeszcze w 230 r p.n.e państwo Qin (czytaj: sin) było jednym z wielu państw na terenie dzisiejszych Chin. Wtedy właśnie postanowiono w państwie Qin podbić ziemie państwa Han - wschodniego sąsiada. Tak zaczęła się cała seria "przejęć" Qinczyków (?). W 221 r. p.n.e. reprezentanci państwa Qin dotarli do wschodniego wybrzeża (rejon Pekinu), pokonując zamieszkujące nad Żółtą Rzeką państwo Qi i tym samym jednocząc kraj w formie cesarstwa. Szkopuł w tym, że podbój Qi przez Qin był bardzo krwawy: całą pobitą armię Qi oraz jeńców chowano żywcem,a groby kopali dla nich koledzy.

W niedzielę w meczu na dnie III ligi to my jesteśmy faworytem (choć bilans wcale na to aż tak nie wskazuje). Z Gimbasketem jeszcze nie przegraliśmy na tym poziomie rozgrywek. W zeszłym sezonie nasi wygrali pewnie dwa razy: w meczu u siebie wydarzeniem była wizyta prezydenta Szełemeja, a we Wrocławiu gospodarze kończyli mecz w czwórkę (problemy z faulami) na pięciu biało-niebieskich, z czym jeden z naszych był z polecenia trenera Chlebdy niemobilny, stojąc jak słup przy linii środkowej boiska (niezły cyrk).

W sezonie 2012/13 jesteśmy bardzo gościnni u siebie oraz wyjątkowo łagodni na wyjazdach. Bądźmy agresywni jak dynastia Qin, bez litości zdmuchnijmy przeciwnika z powierzchni ziemi. Stać nas na to.Stać na to Sławka Buczyniaka, który rzucił 64 punkty w dwóch ostatnich meczach. Czego dokona teraz?


poniedziałek, 26 listopada 2012

Zapomnijmy o Borewiczu

WSTK II Wschowa (2-5) - Górnik Wałbrzych (1-6) 64:93

Nadeszły trudne czasy dla mistrzów. Malutki klub z niewielkiej Wschowy wystawia rezerwy w III lidze, bo szczebel wyżej gra pierwszy zespół. Górnik Wałbrzych - dwukrotny mistrz Polski- jedzie na spotkanie z rezerwami WSTK bynajmniej nie w roli faworyta. Górnicy wygrywają, a kibice szaleją z radości jakby ten mecz decydował o awansie do II ligi. Takie czasy.


Niezwykle przyjemnie patrzyło się na lica biało-niebieskich po syrenie kończącej mecz. Na twarzach zarówno graczy jak i trenerów widać było radość i ulgę. Nasi wyglądali jakby ktoś ściągnął z ich pleców ogromne i zarazem niezwykle ciężkie kowadło zbudowane z krytyki, wyśmiewań, powątpiewań, konsternacji, gniewu i czystej nienawiści.Górnikom to zwycięstwo było baaaardzo potrzebne. Gdy przybijaliśmy "piątki" z naszą ekipą, trener Chlebda powtarzał do nas: "Ruszyło!", a Paweł Maryniak dodał: "Zaczynamy passę zwycięstw." W wałbrzyszan wlał się optymizm, którego nie widziano od początku sezonu.

Pełni optymizmu za to byliśmy my - kibice, wybierając się do Wschowy na mecz. Nie jesteśmy jednak nieskazitelni, bo po sześciu porażkach i nam puszczały nerwy. Czy to z trybun, czy z pozycji biurka przy komputerze zawodnicy nie raz byli bombardowani niecenzuralnymi określeniami. I my, jako fani biało-niebieskiego kramu, musieliśmy zrewidować swoje uczucia. I my nie radziliśmy sobie z parkietową bezsilnością Górnika. We Wschowej na szczęście tej bezsilności było jakby mniej - w końcu z dystansu przełamał się Mateusz Myślak (2x3, 10 pkt), po kontuzji udanie do składu powrócił nowy-stary biało-niebieski Maciej Łabiak (13 pkt), który usłyszał nawet w swoim kierunku głośne "Łabi. Łabi !!!" Obaj z resztą podziękowali nam za wsparcie po spotkaniu tak jak pozostali.

Jednak kto wie, jakby wyglądał ten mecz, gdyby nie eksplozja skuteczności Sławka Buczyniaka. Bez jego aż 40 pkt nie byłoby mowy o końcowym sukcesie. Sławek jak natchniony trafiał z dystansu, był niczym maszyna. W meczu z WSTK Buczyniak zaprezentował to wyobrażenie o sobie, które siedziało w głowie kibiców od momentu, gdy stało się jasne o powrocie tego rozgrywającego do Wałbrzycha. Sławek zapewniał nas, że wszystko idzie w dobrą stronę, że od meczu z Zastalem (porażka 78:86) widać sporą zmianę w grze Górnika. Jakby tego było mało Buczyniak jasno "określił się" na przyszłość stwierdzając, że "nigdzie się nie wybiera" i że w Wałbrzychu zakotwiczy dłużej niż na jeden sezon. Co tu dużo mówić, na Sławka liczymy najbardziej.

Pesymiści wieszczyli siódmą z rzędu porażkę, przywołując legendarny serial PRL "07 Zgłoś Się". Miało być prześmiewczo, ale wielu kibiców takie żarty w ogóle nie bawiły. Co prawda jedno zwycięstwo na pewno nie pozwoli odzyskać pełnego zaufania kibiców, ale "borewiczowska kpina" na pewno idzie w zapomnienie.

czwartek, 22 listopada 2012

Widzę ciemność

Zastal Zielona Góra (3-3) - Górnik Wałbrzych (0-6) 86:78

Czarna seria trwa w najlepsze. Porażka goni porażkę w tempie błyskawicznym, a jad, gniew i ogólnie złość przelewa się w komentarzach na oficjalnej stronie klubu. Właściwie cóż więcej pisać - przegrywamy z kolejnym bardzo młodym zespołem, rezerwami występującego w ekstraklasie Stelmetu. W Zielonej Górze koszykówka kwitnie, u nas niestety gnije coraz bardziej, a swąd coraz mocniej daje po nozdrzach. Tak na marginesie - nasi grają w lśniących, nowiusieńkich strojach, a ekipy młodzieżowe Stelmetu w bardzo już wysłużonych granatowo-pomarańczowych trykotach, których zaczyna z resztą brakować (widziałem ostatnio taki mecz gdzie juniorzy Zastalu mieli spodenki nie do pary oraz część koszulek - Stelemt wyraźnie nie dba o swoje rezerwy).

Przypomina mi się scena z kultowej "Seksmisji":


Widzę ciemność. Brak światełka w tunelu.