Szukaj na tym blogu

piątek, 27 września 2013

Kibicowska rewitalizacja

Dominik

W III lidze jest nas niewielu. Ot, grupa ok. 30 osób. Dopingujemy na meczach domowych i wyjazdowych, prowadzimy pro bono klubową stronę internetową oraz profil klubu na Facebooku, tworzymy programy meczowe, wywieszamy flagi i transparenty, czasem pomagamy w klubie uporać się z remontami czy dekoracjami. Dwa ostatnie lata reprezentowaliśmy Górnika w mistrzostwach Polski kibiców na Podkarpaciu. Realizując swoją pasję, staramy się budować klimat wokół koszykówki w Wałbrzychu. Ogólnie mówiąc - działamy! Jesteśmy trochę taką małą organizacją. Widoczną, aczkolwiek bez tożsamości. W wakacje 2013 postanowiliśmy to zmienić. Śladem wielu innych grup kibicowskich nadaliśmy sobie nazwę i stworzyliśmy własne logo.


LOGO: Trwało to długo. Kilka miesięcy. Wybieraliśmy z pięciu propozycji. Konserwatywne grafiki walczyły z tymi bardziej liberalnymi, bardziej szalonymi. Po demokratycznych wyborach we własnym gronie możemy już zaprezentować nasz historyczny logotyp. Historyczny, po pierwszy w dziejach najzagorzalszych kibiców koszykarskiego Górnika.





Zdecydowaną większością głosów zwyciężyła propozycja konserwatywna. Mamy wieniec, mamy górnicze młoty. Nawiązań do klubowego logotypu nie brakuje.

Osobiście głosowałem na inną propozycję. Bardziej liberalną, kolorystycznie błękitną, bez młotów i wieńca. Szanuję jednak wybór większości, podpisując się pod wybraną wersją.

NAZWA: Jeszcze dobrych lika lat temu Klub Kibica Górnika nazywał się "Biało-Niebiescy". Teraz już oficjalnie porzucono te określenie. Wokół młotów możecie przeczytać naszą nową nazwę: "Wałbrzyski Kocioł"". Konkuencyjnych propozycji właściwie nie było, zabrakło nam nieco kreatywności.

Nawiązanie wydaje się oczywiste. "Wałbrzyskim Kotłem" określano halę OSiR przy ul. Wysockiego. Halę, w której bywało baaaardzo gorąco. Nie chodzi tu o brak klimatyzacji, ale o ogłuszający doping kibiców, który "ugotował" wielu rywali biało-niebieskich. To kibice, jako szósty gracz, wielokrotnie wyciągali Górników z tarapatów. Kocioł w nazwie wyraźnie nawiązuje też do niewielkich gabarytów OSiR-u. O "Wałbrzyskim Kotle" słyszała chyba cała koszykarska Polska. 

Przykład?

Marzec 2011. Górnik - Znicz Pruszków. Niechlubny mecz z taczką. Trwa rozgrzewka. Asystent młodego trenera gości, Michała Spychały, spogląda na puściutkie balkony hali OSiR-u. Opowiada: 

- Strasznie ciężko się tu kiedyś grało. Hala zawsze pękała w szwach, świetny doping, kibice uderzali w blaszane reklamy, o tam. - asystent wskazuje palcem pierwszy rząd balkonów

Trener Spychała pokiwał głową, że zrozumiał. Ale czy uwierzył? Nie wyglądał na przekonanego. Trudno mu się dziwić. Do kotła trafił w najgorszym jego momencie - w momencie jego śmierci. Prawie pusta hala, garstka kibiców, bankrutujący pierwszoligowy Górnik. A w przerwie jeszcza ta taczka...

Od nowego sezonu nasi koszykarze przenoszą się do statku kosmicznego przy ul. Ratuszowej, a nasz ukochany, poczciwy kocioł staje się bazą zespołów młodzieżowych. Nazwa "Wałbrzyski Kocioł", kojarzona przecież z OSiR-em, została zagrożona wymarciem. Nie mogliśmy na to pozwolić. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz