Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rocznik 1998. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rocznik 1998. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 grudnia 2013

Górnik po pięćdziesiątce


Ostatnio rzadko piszę o biało-niebieskiej młodzieży. Wiem, że wolicie czytać o popisach Górników w III lidze. Tym razem będzie jednak o latoroślach, bo w sobotę, 21.12, w hali OSiR zdarzyło się coś niezwykłego. Podkoszowy wałbrzyszan, pochodzący z Głuszycy Kuba Grabka, zdobył 50 punktów i w pojedynkę poprowadził swój zespół do wygranej z Zastalem Zielona Góra.

Ostatnia przedświąteczna sobota to czas raczej burzliwy i pełen trosk. W hali przy ul. Wysockiego sobota była za to leniwa. Spotkanie rozpoczęło się o 11:00, a na trybunach zasiadło zaledwie kilka osób. Obok pustych kolorowych siedzisk w oczy (uszy?) rzucał się brak muzyki, a promienie słońca, przebijające się przez wielkie okiennice, raziły biegających po wysłużonym parkiecie młodych koszykarzy. 

Kontekst rozgrywkowy? Mecz średniaka z Wałbrzycha z dołującym Zastalem z młodszego rocznika. Dołującym, choć na własnym parkiecie uległym Górnikowi jedynie różnicą trzech „oczek” (52:55).

Kontekst kadrowy? Kadeci Górnika prowadzą nierówną walkę z ogromnym deficytem kadrowym. W składzie znajduje się na dzień dzisiejszy zaledwie 9 graczy, żadnego rozgrywającego, a rotacja kończy się na sześciu zawodnikach!!! Ciężko w takich warunkach wygrywać mecze z kimkolwiek. A jednak nasi dają radę.

Przez wyraźne problemy z liczebnością składu Kuba Grabka gra regularnie niemal pełne 40 minut. Na swojej pozycji środkowego nie ma zmiennika, a w trakcie spotkania zdarza mu się rozgrywać czy grać jako skrzydłowy. W trwającym sezonie już trzykrotnie zdobywał 30 punktów, ale tej granicy jeszcze nie przekroczył.

Na pewno wielu z was myśli:„Po co wspominać o jakimś wysokim kadecie? Pewnie dostaje piłkę pod kosz i z takiej pozycji punktuje”. Nic bardziej mylnego. Akcje „na wieżowca” są grane w lidze młodzików. W kadetach poziom trudności wędruje do góry, co uniemożliwia tego typu siermiężną koszykówkę. Zresztą Grabka nie jest jakimś olbrzymem. Nie dajmy się zwariować.

W słoneczne, choć mroźne południe, Górnik pokonał Zastal 88:57. Niech ten rezultat was nie zmyli. Po trzech kwartach wynik oscylował w granicach remisu. Dobra postawa w obronie, wymuszanie strat oraz kontry wykończyły dobrze grający przez trzydzieści pierwszych minut Zastal. A jak zielonogórzan wykańczał Grabka? Na wiele sposobów:

Akcje 2+1 – Grabka trafiał spod kosza mimo asyst dwóch lub trzech obrońców wokół niego. Poza tym Kuba mijał swojego obrońcę i często punktował pomimo tego, że był faulowany.

Półdystans – nasz środkowy trafiał z kąta 0 stopni na 3 i 4 m od obręczy.

Dystans – w tym meczu nie przypominam sobie jego celnej „trójki”. Wiem jednak dobrze, że potrafi z dystansu trafić, bo robił to już w poprzednich spotkaniach.

Kontratak – Grabka grał najdłużej i miał prawo nie zdążyć wybiec do kontry. Eee tam. Kuba hasał po boisku jak gazela po afrykańskiej sawannie. Raz w kontrze zaliczył udanego lay-upa po dwutakcie, innym razem próbował wsadu. Skończyło się na dotknięciu obręczy palcami, ale najważniejsze, że po tej akcji na swoje konto mógł dodać kolejne dwa „oczka”.

Ekwilibrystyka -  w jednej z akcji Grabka dynamicznie „wbił się” pod kosz i zanurkował w gąszczu trzech obrońców. Nie widząc kosza oddał rzut kelnerski, Trafił. Innym razem dostrzegł szparę w obronie Zastalu i przedarł się na dwutakcie pod kosz, skutecznie wykańczając rzut po przedziwnym ręcznym kołowrotku w powietrzu. No i ostatnia akcja meczu: Grabka rzuca od niechcenia z ok. 9 metrów do kosza. Punkty.

W koszykówce zdarzają się takie mecze. Mecze, w których wpada niemal każdy rzut. Mecze, w których ma się wrażenie, że nawet opaska na oczach nie jest w stanie przeszkodzić w oddaniu celnego rzutu. Tego typu historie mają miejsce bardzo rzadko i nie są dostępne dla wszystkich zawodników. W przeciągu całego sezonu Grabka rolę wybawiciela swojego zespołu odgrywał już nie raz. Nigdy jednak do tego stopnia. 

Czy Grabka zagrał swój mecz życia? Chyba tak, choć komicznie pisać o meczu życia w przypadku 15-latka. Oby podobne spotkania, i co najważniejsze z podobnym skutkiem dla jego zespołu, zdarzyły mi się jeszcze nie raz.

czwartek, 10 stycznia 2013

Galwanizujący weekend przed nami

Galwanizujący, czy po prostu elektryzujący weekend przed kibicami. U siebie zagrają seniorzy, juniorzy, kadeci i minikosz dziewcząt.


III LIGA: Górnik Wałbrzych (4-6)- Maximus Kąty Wrocławskie (5-4), sobota, 18:15


Czy biało-niebiescy wygrają po raz piąty z rzędu ? Czy są rzeczywiście w stanie, po sześciu kolejnych porażkach, wygrać po raz piąty? Sezon który miał być spokojny, obfitujący w wygrane stał się niezwykle szalony i burzliwy. Podróż naszych z piekła do nieba trwa. I oby nic się w tej kwestii nie zmieniło.

Wydarzenie meczu z Kątami to rzecz jasna debiut Bartłomieja Józefowicza w III lidze. Dla kibiców Górnika "Józek" jest jak łysy koń, ale - jak już wiemy po historii Adriana Stochmiałka - III liga potrafi wykrzesać z graczy umiejętności, o które ci wcześniej nie byli podejrzewani. Jak "Józek", znany z zamiłowania do rzutów dystansowych, sprawdzi się w grze bardziej w roli skrzydłowego niż obwodowego. Jak jego doświadczenie i to, że przecież nie przyjechał z wakacji, a z drugoligowej Nysy Kłodzko, wpłynie na grę biało-niebieskich? "Józek" powinien być w gazie, choć na razie trudno mi wyobrazić sobie jaką rolę będzie spełniał w III lidze. Z Górnikiem trenuje też Mariusz Karwik, ale jego powrót do gry to wielka niewiadoma.

JUNIORZY: Górnik Wałbrzych (4-3) - Zastal Zielona Góra (5-3),niedziela, 15:00, Teatralna.

Błyskawiczny powrót do zdrowia po złamaniu ręki podkoszowego Szymona Kurzepy jest niespodzianką. Oby jego postawa w meczu z Zastalem niespodzianką nie była (tą negatywną). O pozytywnej niespodziance nie ma mowy. Dlaczego? Bo Kurzepa (to wg. statystyk i wypowiedzi trenera Borzemskiego) bardzo pewny, solidny punkt zespołu. Nie będę ściemniał - nie widziałem choćby jednego meczu juniorów w tym sezonie, bo ich terminy wciąż były dla mnie bardzo niewygodne. Na mecz z Zastalem się wybieram, bo - jak wskazuje tabela - nasi są zdeterminowani wyciągnąć z kieszeni scyzoryki i za wszelką cenę wymajstrować wygraną. Bo wciąż jest o co grać. W razie czego naszym juniorom można wiele wybaczyć, bo spora część zespołu z rocznika 1995 to... kadeci z rocznika 1997.

KADECI 98: Górnik Wałbrzych (3-9) - Zastal II Zielona Góra (4-7), sobota 16:30, Teatralna.

W swoim trudnym, pierwszym sezonie w kadetach, po opuszczeniu matczynego łona jakim była liga młodzików, górnicy z rocznika 1998 mają problemy. Największym jest chyba to, że ich najlepszy zawodnik, rok starszy Mateusz Kłyż, po sezonie stanie się już juniorem i zespołowi Tadeusza Pogorzelskiego już nie pomoże. Tym razem do Wałbrzycha przyjeżdżają rówieśnicy (i w dodatku sąsiedzi w tabeli) z Zielonej Góry. Biało-Niebiescy wciąż nie są faworytem tego spotkania, ale to boisko zweryfikuje, kto jest lepszy.


MINIKOSZ DZIEWCZYN, sobota, 10:00, Teatralna

Hmm... niewiele mogę powiedzieć nie tylko o minikoszykówce, ale o koszykówce dziewcząt w ogóle. Dlatego też na mecze się wybiorę, bo minikoszykówka to mini turniej z trzema drużynami złożonymi z mini zawodniczek. Nie wiem co więcej mogę na ten temat dziś napisać.

Tyle.Sobie i wam życzę koszykarskich emocji !!!!



sobota, 22 grudnia 2012

Mało innowacyjne metody motywacyjne

Rozgrywki młodzieżowe mają swoje zalety. Kibic nie unosi się na fali adrenaliny, nie ściska mocno kciuków (no chyba, że kibic to rodzic gracza). W rozgrywkach młodzieżowych nie trzeba siedzieć blisko ławki zawodników by wychwycić trenerskie rady/docinki/bury.

W spotkaniu grupy B kadetów nasz Górnik z rocznika 1998 pewnie ograł StarBol Bolesławiec 101:76, ale trzeba przyznać, że druga połowa (zwłaszcza trzecia kwarta) była w wykonaniu gości przyzwoita. 

Bolesławiec zaczął mecz fatalnie, mając nawet spore kłopoty z oddaniem rzutu. Wyglądało to koszmarnie. Ubrany w szeroką szarą bluzę z kapturem marki Under Armour, szeroki trener gości raz po raz wypuszczał ironiczne pociski w stronę swoich koszykarzy. Gdy graczowi StarBolu zdarzyło się niedokładnie podać, trener zagranie komentował krótko: "Dobre podanie". Gdy piłka nie doleciała do kosza, krzyczał z ławki: "Dobry rzut". To jednak nic. Apogeum miało miejsce w przerwie.

Młodzi chłopcy z Bolesławca usiedli na krzesełkach, a ich coach zademonstrował swoją mało innowacyjną technikę motywacyjną: podniósł się z miejsca, cisnął o siedzisko tablicą trenerską i ryknął: "Jesteście słabi !" Zero konkretów. To właściwie wszystko, co miał do przekazania. Odwracał od chłopaków wzrok, gardził ich uwagą. Ci, wyraźnie przybici, spuścili głowy. Pomyślałem sobie: "Kurcze. No to już nic dziś chłopaki z siebie pewnie nie wykrzeszą." 

Bardzo się myliłem, co pokazuje jedynie jak niewiele wiem o tej grze.

W drugiej połowy StarBol zaczął wreszcie grać w koszykówkę. Banalną koszykówkę, ale - jak się okazało - skuteczną na biało-niebieskich. Marcin Wakuła raz po raz "wkręcał" się pod kosz, kończąc akcję punktami bądź wymuszając przewinienie. Do tego zespół z Bolesławca świetnie walczył na atakowanej tablicy, wykorzystując śpiączkę górników. Dopiero piąty faul Wakuły przy 10-12-punktowej stracie gości dał nam odetchnąć. Wyższy bieg wrzucił nasz rozgrywający Mateusz Kłyż, bezbłędny w ataku był Kuba Wróblewski, a spod kosza nękał rywali Kuba Grabka. Było po meczu.

Technika motywacyjna "na ambicję" odmieniła StarBol. Nie przestanie mnie to zadziwiać. Z zespołu nie bardzo wiedzącego o co w koszykówce chodzi, goście zmienili się w myślącą na boisku drużynę, która bezlitośnie wykorzystywała błędy biało-niebieskich.Tablica trenerowi nie była potrzebna (nie licząc momentu, gdy z trzaskiem wylądowała na siedzisku).

Najprostsze metody są najlepsze by pobudzić zespół. Niestety, wynik końcowy pokazał, że tablica mogła się jednak do czegoś przydać.



poniedziałek, 21 maja 2012

Dobre złego początki

Bardzo dobry początek sezonu młodzików napawał kibiców optymizmem, a działacze mówili nawet o półfinałach Mistrzostw Polski. Czar prysł w drugiej rundzie rozgrywek, gdzie Górnicy zaliczyli fatalne wpadki, czego wynikiem było dopiero szóste miejsce w województwie i brak awansu do ćwierćfinałów. Sezon 2012/13 rocznik 1998 spędzi już w kategorii kadetów, gdzie problemów powinno być jeszcze więcej.
 
MŁODZICY

Rocznik: 1998 i młodsi
Trener: Tadeusz Pogorzelski

13 zwycięstw, 6 porażek

Pierwsza runda: 3. miejsce w tabeli (na 13) - 11 zwycięstw, 3 porażki
O miejsca 1-8 w regionie: 6. miejsce - 2 zwycięstwa, 6 porażek
Ćwierćfinał: brak awansu

Lider: Bartłomiej Szmidt
Wyróżniali się: Dominik Ziemski, Dawid Kwiatkowski, Jakub Grabka

 
Zeszłoroczne 4. miejsce w MP młodzików biało-niebieskiego rocznika 1997 rozbudziło nasze nadzieje. Mylnie za pewnik przyjęliśmy teorię, że kolejne roczniki pójdą w ślady ekipy Wojciecha Krzykały.

Dawid Kwiatkowski, Górnik - Śląsk 86:84

Nie ukrywam, że obejrzałem bodajże cztery pojedynki naszych młodzików w ostatnim sezonie. Mało, choć więcej widzieli jedynie rodziny graczy. Powodów było kilka. Nie chodzi tu o wczesną godzinę rozgrywania meczów, ale raczej o braku niczym nielimitowanego przekonania, że ten zespół stać na coś więcej niż potyczki z ekipami z Bolesławca czy Żar. 

Pierwszą część sezonu młodzicy zakończyli zgodnie z oczekiwaniami, na 3. pozycji - zaraz za faworytami z Wrocławia: WKK i Śląskiem. Górnicy przegrali dwa razy wyraźnie z WKK, ale raz udało im się pokonać Śląsk po niezwykle dramatycznym meczu (wygrana 86:84 u siebie. Co ciekawe statystyki zawodników z tego meczu NIGDY nie dotarły do centrali DZKosz, a opis z meczu oparłem na własnych notatkach. O tym meczu więcej tutaj)

Biało-Niebiescy zrobili plan minimum, bez problemu przechodząc do rywalizacji o miejsca 1-8 w regionie z którego najlepsza trójka miała zagrać w ćwierćfinałach mistrzostw Polski. 

Mroczna historia młodzików zaczyna się w drugiej fazie rozgrywek. Wałbrzyszanom przyszło zmierzyć się ze StarBolem Bolesławiec, Zastalem Zielona Góra, Turowem Zgorzelec oraz  Chromikiem Żary. O ile biało-niebiescy uporali się z młodszymi (i często duuuużo niższymi) koszykarzami z Bolesławca, to pozostałe trzy drużyny nie dały Górnikowi większych szans. Sześć porażek - po dwie z każdym zespołem. Nasi ulegli Zastalowi 82:94 i 64:91, Turowowi 80:120 i 61:81 oraz - sensacyjnie - malutkiemu klubikowi z Żar 47:75 i 60:113.

W ćwierćfinale MP znalazł się Śląsk, Zastal i WKK, a w finale - WKK i Śląsk. Tak, tak - ten sam Śląśk, który nasi pokonali w pierwszej rundzie sezonu. To najlepszy dowód na to, że biało-niebieskim nie brakowało potencjału by znaleźć się choćby w 1/4 finału rozgrywek ogólnokrajowych. 

Zabrakło czegoś innego. Czego ?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie, obserwując zespół jedynie z perspektywy trybun. Według mnie zabrakło po prostu chemii, drużynowego "team spirit". Rocznik 1998 na boisku wydaje się skonfliktowany, niezgrany, chaotyczny. 

Naturalną skalą porównawczą dla tych chłopaków są ich rok starsi koledzy, których team spirit oraz kipiąca z parkietu, oślepiająca kibica gra zespołowa (no może z wyjątkiem jednego gracza, który jest wolnym elektronem, ale o tym w innym wpisie) zaprowadziła do walki o medale. Zespołowość tego rocznika z resztą objawia się nie tylko na parkiecie, ale i na trybunach, gdzie niemal w komplecie (w dodatku siedząc w jednym rzędzie) obserwują mecze starszych biało-niebieskich. Może to głupie i bez sensu sensu, ale graczy z rocznika 1998 nigdy w tak zwartej grupie na meczu nie widziałem.

Kogo warto wyróżnić w ekipie młodzików ? Obok Bartka Szmidta, najlepszego strzelca ligi młodzików ze śr. 35 pkt/mecz, wokół którego kręciła się gra niczym ziemia kręci się wokół słońca, warto wspomnieć o kilku innych ciekawych zawodnikach.

Dawid Kwiatkowki i Jakub Grabka to członkowie kadry wojewódzkiej, ale gracze zupełnie różni. Kwiatkowski to bardzo dobry jak na 14-latka strzelec z dystansu. W zakończonym sezonie zaliczył dwa mecze z czterema trafionymi rzutami zza linii 6,75 m. W całym sezonie, w którym notował śr. 13,8 pkt, 17 razy trafił za trzy, potrzebując na to 22 meczów. Wynik jak na młodzika bardzo dobry. Grabka z kolei to gracz wyjątkowo podkoszowy, który ma - obok Szmidta - najlepsze warunki fizyczne w drużynie. To właśnie budowa jest jego największym atutem, bo ze skutecznością (nawet spod samej obręcz) bywa u Kuby różnie. W całym sezonie Grabka notował śr. 9.9 pkt. Jego starszy brat Damian (są niemal jak dwie krople wody !) przewijał się w składzie trzecioligowym.

Trzecim graczem o którym warto wspomnieć jest Dominik Ziemski (śr. 18,1 pkt), który jest uosobieniem tego, co nazywamy "górniczym charakterem". Nie ma dla niego straconych piłek, potrafi je wyrywać z rąk rywali, z którymi szarpie się tak długo jak trwa mecz. Nie wszyscy przepadają za tego typu zawodnikami - nieco siermiężnymi, często wrednymi dla rywali, czasem opryskliwymi w kierunku sędziów. Dominik jednak, obok tej całej swojej niewiarygodnej zaciętości do tego sportu (widać, że mu zależy), trafia często z dystansu i na boisku nie boi się nikogo. W kadrze wojewódzkiej go nie ma. Może to wina silnego, czasem konfliktowego charakteru ? A może trenerom nie pasuje jego mało koszykarska budowa ? Jedno jest pewne - Ziemski zawsze znajdzie oparcie w rodzinie, która gorąco go dopinguje na każdym meczu.

Sezon 2012/13 dla rocznika 1998 zacznie się w kadetach, gdzie biało-niebieskim przyjdzie zagrać z rok starszymi od siebie koszykarzami. I tak - po raz pierwszy od lat - w jednej kategorii wiekowej Górnik Wałbrzych będzie miał dwie ekipy - roczniki 1998 i 1997. Zobaczymy do jakich dojdzie roszad w składzie, jak na tle starszych kolegów zagrają Ziemski i spółka (na pewno nie zabraknie im mobilizacji) oraz czy Bartek Szmidt na stałe przeniesie się do ekipy z rocznika 1997.