Szukaj na tym blogu

sobota, 22 grudnia 2012

Mało innowacyjne metody motywacyjne

Rozgrywki młodzieżowe mają swoje zalety. Kibic nie unosi się na fali adrenaliny, nie ściska mocno kciuków (no chyba, że kibic to rodzic gracza). W rozgrywkach młodzieżowych nie trzeba siedzieć blisko ławki zawodników by wychwycić trenerskie rady/docinki/bury.

W spotkaniu grupy B kadetów nasz Górnik z rocznika 1998 pewnie ograł StarBol Bolesławiec 101:76, ale trzeba przyznać, że druga połowa (zwłaszcza trzecia kwarta) była w wykonaniu gości przyzwoita. 

Bolesławiec zaczął mecz fatalnie, mając nawet spore kłopoty z oddaniem rzutu. Wyglądało to koszmarnie. Ubrany w szeroką szarą bluzę z kapturem marki Under Armour, szeroki trener gości raz po raz wypuszczał ironiczne pociski w stronę swoich koszykarzy. Gdy graczowi StarBolu zdarzyło się niedokładnie podać, trener zagranie komentował krótko: "Dobre podanie". Gdy piłka nie doleciała do kosza, krzyczał z ławki: "Dobry rzut". To jednak nic. Apogeum miało miejsce w przerwie.

Młodzi chłopcy z Bolesławca usiedli na krzesełkach, a ich coach zademonstrował swoją mało innowacyjną technikę motywacyjną: podniósł się z miejsca, cisnął o siedzisko tablicą trenerską i ryknął: "Jesteście słabi !" Zero konkretów. To właściwie wszystko, co miał do przekazania. Odwracał od chłopaków wzrok, gardził ich uwagą. Ci, wyraźnie przybici, spuścili głowy. Pomyślałem sobie: "Kurcze. No to już nic dziś chłopaki z siebie pewnie nie wykrzeszą." 

Bardzo się myliłem, co pokazuje jedynie jak niewiele wiem o tej grze.

W drugiej połowy StarBol zaczął wreszcie grać w koszykówkę. Banalną koszykówkę, ale - jak się okazało - skuteczną na biało-niebieskich. Marcin Wakuła raz po raz "wkręcał" się pod kosz, kończąc akcję punktami bądź wymuszając przewinienie. Do tego zespół z Bolesławca świetnie walczył na atakowanej tablicy, wykorzystując śpiączkę górników. Dopiero piąty faul Wakuły przy 10-12-punktowej stracie gości dał nam odetchnąć. Wyższy bieg wrzucił nasz rozgrywający Mateusz Kłyż, bezbłędny w ataku był Kuba Wróblewski, a spod kosza nękał rywali Kuba Grabka. Było po meczu.

Technika motywacyjna "na ambicję" odmieniła StarBol. Nie przestanie mnie to zadziwiać. Z zespołu nie bardzo wiedzącego o co w koszykówce chodzi, goście zmienili się w myślącą na boisku drużynę, która bezlitośnie wykorzystywała błędy biało-niebieskich.Tablica trenerowi nie była potrzebna (nie licząc momentu, gdy z trzaskiem wylądowała na siedzisku).

Najprostsze metody są najlepsze by pobudzić zespół. Niestety, wynik końcowy pokazał, że tablica mogła się jednak do czegoś przydać.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz