Szukaj na tym blogu

wtorek, 15 maja 2012

Złote kilofy - akcja + wydarzenie

 Dalszy ciąg wirtualnych "Złotych Kilofów":

NAJBARDZIEJ PAMIĘTNA AKCJA:  Górnicy grają z Gimbasketem 4 na 4 (Gimbasket - Górnik 54:90, 5.11.2011) - seniorzy

NAJBARDZIEJ PAMIĘTNA AKCJA 2011 - lob Kietlińskiego do Muszyńskiego - 19.02. 2011, Górnik - Sportino 71:98 (seniorzy)

Tegoroczna top akcja nieco nietypowa. Nie pamiętam spektakularnych zagrań w wykonaniu biało-niebieskich. Po części winić za to możemy system rozgrywek, który nie dał aż tak wielu okazji koszykarzom do zaprezentowania swoich umiejętności. 

Najbardziej pamiętna akcja sezonu 2011/12 jest także tą najbardziej absurdalną. Chodzi o wydarzenie niezwykle rzadko w koszykarskim świecie spotykane, mające miejsce równie często co kolejne tysiąclecia. Gra 4 na 4, niczym na podwórku bądź w amatorskich rozgrywkach kumpli po pracy, zdarza się na ligowych boiskach bardzo rzadko. Do gry 4 na 4 doszło w hali Akademii Medycznej we Wrocławiu, gdzie Górnik pokonał Gimbasket. Ostatnie bodaj trzy minuty czwartej kwarty trener Chlebda zdecydował postawić na jedynie czterech graczy, gdy piąty w tym czasie boiskowym wydarzeniom przyglądał się z wysokości linii środkowej boiska.  Powód ? Gospodarzom pozostało jedynie czterech koszykarzy z ilością fauli mniejszą niż pięć. Kuriozalna sytuacja, koszykarskie science-fiction - a jednak zdarzyła się naprawdę, choć sam momentami . 

Spotkanie obserwowałem razem z Mattim i Tomkiem - tymi samymi ludźmi, z którymi pędziłem na marcowe derby, pokonując wrocławską obwodnicę w rekordowym czasie. Matti sprzeczał się ze mną, co się wydarzy, gdy zespołowi Roberta Kościuka zostanie do dyspozycji mniej niż pięciu graczy. Stawiał na brydżowskie 4 na 4, ja optowałem za grą 5 na 5 pomimo przewinień, co - do dziś tak mi się wydaje - kiedyś gdzieś widziałem. 

Najbardziej w tej sytuacji szkoda było Artura Muchy. Nasz młody koszykarz rzadko pojawiał się na parkiecie - tym razem na nim się znalazł, ale bynajmniej nie po to, by dotykać piłki. Mucha został prekursorem nowej boiskowej pozycji o nazwie "statysta". Zmieszany wypełniał polecenia coacha Chlebdy, obserwując grę ze środkowej linii boiska. 

WYDARZENIE:  Marcowy mecz derbowy (Górnik - KK 76:81, 7.03.2012) - seniorzy

Wyróżnienie: Przybycie prezydenta miasta na mecz z Gimbasketem -  (Górnik - Gimbasket 85:64, 18.02.2012)

WYDARZENIE 2011: Półfinały Mistrzostw Polski Młodzików w Wałbrzychu

O derbach napisałem już wiele. Wyróżnienie ?  Wizyta prezydenta Szełemeja na meczu. I nie chodzi tu o samą wizytę, ale o wielką pracę wykonaną przez klub by ta wizyta przebiegła zgodnie z oczekiwaniami. Było wszystko: odnowiona, robiąca wrażenie siedziba klubu, suto zastawiony stół, piąty mecz Górnik - Sportino wyświetlany na rzutniku, stado dziennikarzy i klubowych działaczy. Czas pokaże, czy usilne starania biało-niebieskich działaczy znajdą odzwierciedlenie w korzystnych dla Górnika działaniach prezydenta.

piątek, 11 maja 2012

Złote kilofy - mecze

Nadszedł czas na "Złote Kilofy" w kategorii meczów. Obok najlepszego meczu ponownie jak w zeszłej edycji nie ma sensu rozgraniczać najlepszego i najbardziej emocjonującego meczu, bo dla kibica mecz najbardziej trzymający w napięciu zawsze będzie tym najlepszym.

NAJLEPSZY/ NAJBARDZIEJ EMOCJONUJĄCY MECZ: Górnik - KK Promet Wałbrzych 76:81 (seniorzy, 7.03.2012)

Wyróżnienie: Górnik - KKS Siechnice 84:82


Sezon 2011/12 nie przyniósł aż tylu fantastycznych spotkań co sezon wcześniejszy. Poprzednie rozgrywki to cała masa bardzo emocjonujących meczów, z których bardzo trudno było wybrać ten naj, naj, naj.  Obok wielkiej pogoni za wynikiem naszych juniorów w meczu ze Śląskiem, były przecież jeszcze:

- porażka seniorów Górnika w I lidze  AZS Politechniką (M. Nowakowski, M. Ponitka, J. Mokros) 99:108 po dogrywce. Ostatecznie Politechnika awansowała do ekstraklasy, a my stoczyliśmy się na dno, ale w tamtym meczu nie było tego widać. Nasi walczyli jak lwy i wygrali mecz... no prawie. Do wygranej zabrakło nieco ponad 1 sek... Niezbyt miłe wspomnienia dla kibica, ale emocji nie brakowało.

- porażka młodzików Górnika z Basketem Opalenica 72:74 w Półfinale MP. W ostatniej sekundzie za trzy rzucał nasz najlepszy obwodowy strzelec Marcin Szymanowski, ale spudłował. Piękny, emocjonujący mecz zakończony porażką, która jednak nie przekreśliła naszego awansu do finału, gdzie też było gorąco...

- porażka młodzików w meczu o brązowy medal Mistrzostw Polski Młodzików. Po długim sezonie nasi doszli bardzo daleko - dalej niż ktokolwiek przewidywał. I nawet wysoka porażka z Pyrą Poznań po fatalnej grze, pozbawiająca Górnika medalu, nie powinna umniejszać wielkiego sukcesu ekipy Wojciecha Krzykały. Pomimo wielkiej straty punktowej emocje były niesamowite, bo w końcu graliśmy o medal, a to nie zdarza się często. Na pocieszenie zostało wybranie Marcina Szymanowskiego (26 punktów w meczu o brąz) do najlepszej piątki turnieju finałowego.

Poprzednie dwa sezony były szalone, bo nasi seniorzy w każdym meczu tak naprawdę grali o życie. Brak potencjału nadrabiali walecznością, za co uwielbiałem ten zespół i przez którego stworzyłem tego bloga. Rozgrywki 2011/12 nie były tak pasjonujące, ale najlepszy mecz 2012 będzie długo pamiętany.

Widziałem 14 z 17 meczów biało-niebieskich w sezonie 2011/12 (jeden, ten nr 18, został wygrany walkowerem z Tytanem Jawor) co dało mi niezły pogląd w wyborze najlepszego widowiska. Wybór mógł być tylko jeden - DERBY !

Na marcowe spotkanie derbowe z KK Prometem Wałbrzych ostrzyliśmy sobie zęby przez niemal cały sezon. Tym bardziej, że pierwszy mecz z KK był nieudany pod każdym względem: bardzo wysoka porażka, brak atmosfery, brak podkoszowych w Górniku i ogólny rozgardiasz organizacyjny wywołany niepewnością gdzie ta biało-niebieska załoga zmierza. Pogrom w derbach na otwarcie sezonu okazał się być dobrą motywacją dla zawodników, trenerów i kibiców. Wszyscy, którzy w jakimś stopniu byli zaangażowani w działalność wałbrzyskiego Górnika wyciągnęli z tej klęski na wszystkich frontach wnioski.

Dużo lepsza organizacja imprezy i dużo lepsza gra złożyły się na wspomnienia, dla których to przecież przychodzimy do hali i wydzieramy się na cały głos.

Podobnie jak w przypadku meczu z Politechniką Warszawa rok wcześniej okazało się, że różnica w tabeli nijak się ma do pojedynczego meczu. Parkiet ponownie życzliwym okiem spojrzał na górniczy potencjał. Do wygranej, ponownie, zabrakło naprawdę niewiele: prowadzenie do przerwy, prowadzenie 60:55 po 3 kwartach i walka niemal do końcowej syreny o wygraną. W tym roku się nie udało, ale za rok - bogatsi w doświadczenia - powinniśmy się odegrać. (KK nie awansowało do II ligi - tym razem zabrakło jednego zwycięstwa).




środa, 9 maja 2012

Złote Kilofy - najlepszy gracz

 Wybór mógł być tylko jeden.



NAJLEPSZY GRACZ: Adrian Stochmiałek

Najlepszy Gracz 2011: Krzysztof Jakóbczyk



Sezon 2011/12 "Górnicy" zaczynali bez niego. Popularny "Kefo" pałał chęcią gry w lokalnym rywalu, z którym to mógłby powalczyć o awans. Nie bardzo widział się w biało-niebieskim trykocie, gdzie czekali na niego jedynie nieopierzeni młokosi. Stochmiałek wybrał KK by połączyć swoje siły ze starymi znajomymi: Mateuszem Myślakiem, Michałem Borzemskim czy też Maciejem Łabiakiem. Nasz wychowanek zapragnął romantycznego zjednoczenia z kumplami - tym razem betonowe boisko pod blokiem mieli wspólnie zamienić na ligowy parkiet. Trudno mieć to Adrianowi za złe.

Stało się jednak inaczej. Prezesowi Murzaczowi bardzo zależało by Stochmiałek w Górniku został. Tuż przed meczem z KK we wrześniu niewiele jeszcze było wiadomo, a prezes nerwowo czekał na decyzję naszego podkoszowego. Nasi ulegli KK 62:110, a jedyną siłą podkoszową był Oskar Pawlikowski (pamiętacie go jeszcze ?), który kilka dni później porzucił koszykarską karierę. Górnikowi pod koszem brakowało potencjału. Brakowało Adriana.

Po raz pierwszy chyba od czasów juniorskich, na "Arniemu" biało-niebieskim zależało. Wcześniej, jeszcze w I lidze w erze przedekstraklasowej i poekstraklasowej, Stochmiałek był statystą w meczowym protokole, rzadko dotykając piłki z wyjątkiem rozgrzewki. Wychowankiem Górnika "zapychano" meczową kadrę, a korzystano z jego usług jedynie w razie kontuzji. Taki obraz Stochmiałka rozkwitał w naszych kibicowskich głowach. Gdy "Kefo" wchodził na parkiet, wiedzieliśmy, że jest albo po meczu, albo... po meczu. Nie mieliśmy większego pojęcia na co go stać z wyjątkiem paru efektownych zagrań podczas streetballowych imprez, gdzie kibicom ukazywał się w bardzo obcisłym podkoszulku. 

Stochmiałek to żywy dowód na różnicę jaka polega pomiędzy I, II i III ligą. Statystyki Stochmiałka mówią dość jasno jak wiele dzieli poszczególne szczeble rozgrywek:

I liga: sezon 2010/11 - [Górnik] - 13 meczów, śr.12.5 min, 2.8 pkt
II liga: sezon 2008/09 - [Nysa Kłodzko] - 21 meczów, śr. 21.4 min, 7.9 pkt
III liga: sezon 2011/12 - [Górnik] - 14 meczów, śr. b.d min, 23.4 pkt 

W III lidze - po raz pierwszy w swojej zawodowej karierze - Kefo został tym, wokół którego opierała się gra zespołu (stąd duży skok punktowy). Pozostaje nam gdybać jak wyglądałyby statystyki naszego kapitana w wyższych ligach, gdyby jego rola na boiska nie ograniczała się do przepychania pod koszem i uprzykrzania życia rywalom w obronie. 

Arni był bez wątpienia najjaśniejszą postacią trzecioligowego Górnika. Na wielki plus trzeba mu zapisać równą formę - tylko raz zdobył mniej niż 10 punktów (9 "oczek" w wyjazdowej porażce ze Spartakusem 59:78, gdy potem szczerze przyznał w rozmowie z Hubertem Murzaczem, że miał po prostu słabszy dzień). Bez Stochmiałka - z całym szacunkiem dla rozwoju naszej młodzieży - nie byłoby mowy o 7 wygranych w sezonie. 

Trzeba pamiętać o tym, że kapitanowi Gónika nie było łatwo być w wielu momentach "samograjem". Najbardziej w pamięci utkwił mi jego ironiczny uśmiech i rozkładane ręce podczas druzgocącej porażki ze Spartakusem u siebie. Arni miał wyraźnie dość bezsilności kolegów, będąc w tamtym meczu jedyną jasną postacią Górnika. Takich reakcji jednak było niewiele, bo Arni był prawdziwym boiskowym kapitanem, wielokrotnie w pojedynkę "trzymając" wynik. Był jak kapitan tonącej łodzi - za wszelką cenę starał się ją utrzymać na powierzchni, utwierdzając kibiców w przekonaniu, że będzie ostatnim, który pozwoli biało-niebieskiej fregacie zatonąć.




sobota, 5 maja 2012

Głuche wołanie na rozdrożu


Wrzesień 2010. Pierwszoligowy Górnik Wałbrzych wygrywa w przedsezonowym sparingu ze zdolną młodzieżą WKK Wrocław. Spotkanie miało na celu przedstawić szerszej publiczności oraz przetestować w akcji letnie wzmocnienia biało-niebieskich. Jednak to nie nowi gracze przyciągnęli uwagę kibiców, a niespodziewanie dobry występ wychowanka wałbrzyskiego klubu, Damiana Pielocha - autora 19 punktów. Mija półtora roku, Górnik dryfuje po trzecioligowych wodach, a Pieloch właśnie skończył swój dziewiczy sezon poza domem - sezon spędzony w I lidze. Czy nasz 23-letni wychowanek wróci z wypożyczenia do MOSiR-u Krosno i stanie się filarem Górnika w walce o awans ?
Pieloch w barwach MOSIR-u

Jeszcze przed sezonem 2010/11 trener Chlebda zapowiadał, że wierzy w rozwój sporego talentu  drzemiącego w Pielochu. Damian miał dostać więcej szans na grę. O ile bywało z tym różnie, to nasz rzucający obrońca miewał dobre występy: 9 pkt (3/3 za 3) z Dąbrową Górniczą (99:90 dla Górnika po dogr.), 11 pkt w tym 3/6 za 3 ze Spójnią Stargard (wygrana 65:54), 19 pkt (3/10 za3) z GKS Tychy (porażka 52:79 w ostatnich meczu pozawałbrzyskich, nieopłacanych koszykarzy) czy wreszcie 16 pkt (4/9 za 3) w pamiętnym upokorzeniu z taczką w tle (Górnik - Znicz Pruszków 71:117). 

Biało-Niebieski okręt zatonął na dobre w długach, kończąc w fatalnym stylu  (wspomniana taczka) swój pierwszoligowy żywot. Po sezonie Damian trafił na wypożyczenie do pierwszoligowego MOSiR-u Krosno, który dopiero co wygramolił się z II ligi, do której ekipę z Podkarpacia spuścił rok wcześniej... nasz Górnik.

Pieloch opuścił rodzinne gniazdo i zaczął pracować na swój rachunek w silnej przecież I lidze. Niewielu go tam widziało. Jego utrzymanie na pierwszoligowej powierzchni zaskoczyło nawet Sebastiana Narnickiego, obecnie obrońcę Górnika. Panowie znają się od lat: jedna dzielnica, jedna drużyna młodzieżowa KSG. Popularny "Chudy" w wywiadzie z cyklu "Poznaj Górnika" o Pielochu mówił tak: 

- Z Damianem miałem bardzo dobry kontakt. Nie zapowiadał się na zbyt obiecującego a tu proszę. Gra na bardzo wysokim poziomie i życzę mu dalszego rozwoju i jak najlepszych wyników w karierze.

Pielochowi w Krośnie łatwo nie było. Cały sezon spędził w roli zmiennika dużo bardziej doświadczonego, czołowego strzelca MOSIR-u Piotra Pluty (brat Andrzeja). Wałbrzyszanin rozgrywki zakończył mając na koncie 31 meczów oraz śr. 3.7 pkt, z 49 proc. za 2 i 37 proc. za 3  w śr. 10 min. W porównaniu z ostatnim sezonem w Górniku widać postęp w skuteczności rzutów, zwłaszcza tych zza łuku (46 za 2 i 28 za 3). Pieloch błysnął w Pucharze Polski, gdzie pod nieobecność Pluty wyszedł w pierwszej piątce, zdobywając 31 punktów (6/10 za 3) przeciwko drugoligowemu STACO Niepołomice. 

Damianowi właśnie skończyło się wypożyczenie i - przynajmniej teoretycznie - wraca do Górnika. 

Nieprzypadkowo pisałem wyżej o trafionych "trójkach" Damiana. Skuteczność zza linii 6,75 to element w grze trzecioligowego Górnika nieistniejący. W wywiadzie dla naszego portalu www.gornikwalbrzych.pl wspominał o tym sam trener Chlebda. Obok problemów pod koszem, nie dysponujemy pewnym strzelcem z dystansu. Damian Pieloch - na poziomie III ligi - kimś takim, swoistym brakującym ogniwem, mógłby być. 

Sprowadzenie do biało-niebieskich innego gracza o podobnym do Damiana kalibrze, ale pochodzącym z poza regionu wałbrzyskiego, wydaje się mało prawdopodobne. Co zrobi więc prezes Murzacz ? Z tego co wiem, raczej nie jest maniakalnym despotą, który za wszelką cenę będzie  więził Damiana (i jego kartę zawodniczą) w trzecioligowych realiach. Sam Pieloch zapewne, wraz z zasmakowaniem cudownego świata I ligi, nie będzie pewnie zainteresowany występami w zaświatach polskiej koszykówki. Tym bardziej w sytuacji, gdy ma 23 lata i nie szuka sportowej emerytury w - nie ukrywajmy tego - prowincjonalnych rozgrywkach. 

Kibicom i działaczom pozostało stanąć na rozdrożu pielochowych dróg i wzywać wychowanka do powrotu. Zawołania mogą się okazać głuche, bo powrót rzucającego obrońcy do Górnika nie wydaje się prawdopodobny. Oby było inaczej.

czwartek, 3 maja 2012

Kamerun po polsku

Tym razem trochę ogólniej. Bardziej wałbrzysko niż górniczo.

Jakiś czas temu wyczytałem, że w Jaunde - stolicy Kamerunu - w ogóle nie kursuje komunikacja miejska. Wałbrzych z Kamerunem i Afryką trochę łączy. U nas komunikacja miejska jest, ale ledwo dyszy w środowisku pełnym oparów, wynikających z podstolikowych machlojek. 

Ciężko mi zliczyć ile autobusów linii nr "2" w tajemniczych okolicznościach wypadło z rozkładu jazdy. Autobusy rozpływają się w powietrzu (a raczej psują się) cyklicznie, a ostatnio - nawet częściej. Nie robi na mnie wrażenia jeden autobus znikający z rozkładu, ale trzy - już tak. Wałbrzych jest na równi pochyłej, a ostatnie treningowe problemy piłkarzy Górnika, wynikające z nieopłacenia przez klub płyty boiska potwierdzają tylko te słowa. 

Nasz ukochany Wałbrzych to nie tylko wewnętrzne, hermetyczne piekiełko. Studiując we Wrocławiu spotykam się tylko i wyłącznie z jedną opinią na temat miasta (jeżeli jeszcze się nie domyśleliście z jaką to podpowiadam - niezbyt pozytywną). Ludzie kiwają głową, współczują... Mój współlokator  z akademika (pochodzący z Ząbkowic Śląskich) przyznał po ostatniej wizycie w Wałbrzychu, że "to miasto się sypie", ale czarę goryczy przelał ktoś inny. A raczej przelała...

Akademik w którym mieszkam łączy nacje właściwie z całego świata. Poznałem ludzi z Chin, Turcji, Libii, Kazachstanu, Azerbejdżanu, USA, Ukrainy, Walii, Szwajcarii, Niemiec i Holandii. No i to właśnie słowa pochodzącej spod Rotterdamu Juliette najbardziej mnie zszokowały. Gdy powiedziałem jej skąd pochodzę, odpowiedź była szybka i zdecydowana: "I've heard it's a horrible place" ("Słyszałam, że to okropne miejsce"). Znają nas już w kraju tulipanów i wiatraków. Nic dodać, nic ująć.

Wracając do wewnętrznego piekiełka. Miejscowi wcale nie lepiej wypowiadają się o Wałbrzychu. Pani w średnim wieku z przystanku przyznała wprost: "Wystarczy wyjechać do Świebodzic, Świdnicy, Dzierżoniowa, Bielawy (!?) i już jest lepiej. Nie mówię, że dobrze, ale lepiej".

Ostatni numer "Panoramy Wałbrzyskiej" prezentuje wielki nagłówek pt. "Gdzie Cię Okradną". To nie było pytanie, ale stwierdzenie faktu ! Całość dotyczyła decyzji o likwidacji kilku posterunków policji w mieście. No to nieźle...

Aha. Na mojej dzielnicy wybito ostatnio dwie szyby sklepowe. I nikt jakoś się szczególnie nie zdziwił. Bardzo zaskakuje mnie za to postawa naszych "szanownych" nyskarzy z pewnej podwałbrzyskiej miejscowości, którzy mają się za nadludzi lub co najmniej za ulepionych z lepszej gliny. 



Po co o tym piszę ? Bo razem z kolegami z Klubu Kibica kochamy nasz klub i nasze miasto (choć wielu członków KK mieszka poza Wałbrzychem, to jest z nim nierozerwalnie związana). Dlatego też angażujemy się w życie biało-niebieskiego zespołu. W czerwcu jedziemy do Łańcuta na Ogólnopolski Turniej Kibiców by coś dobrego o Wałbrzychu wypuścić w eter.


poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Złote Kilofy - najlepszy zespół

Sezon 2011/12 trwa, ale już bez biało-niebieskich w akcji. Najwyższy więc czas na serię podsumowań z cyklu "Złote Kilofy". Identycznie jak w roku ubiegłym, wybieram górnicze naj, naj, naj w następujących kategoriach:
  • najlepszy zespół
  • najlepszy gracz 
  • najlepszy mecz
  • najbardziej emocjonujący mecz
  • najbardziej pamiętna akcja
  • najlepszy występ indywidualny
  • największe wydarzenie
Obok górniczego naj, naj, naj  nie może rzecz jasna zabraknąć górniczych ble, ble, ble, czyli :
  • najgorszy mecz
  • największe rozczarowanie
  • najgorsze wydarzenie
  • najgorszy moment
 No to lecimy.


NAJLEPSZY ZESPÓŁ:  Seniorzy

Najlepszy Zespół 2011: Młodzicy

W ubiegłym roku nie miałem większych problemów z wyborem najlepszej biało-niebieskiej ekipy. Młodzicy Górnika zajęli wtedy sensacyjnie 4. miejsce w kraju w swojej kategorii wiekowej, sprawiając kibicom piękny prezent w niezwykle smutnym sezonie (degrengolada, powolna śmierć w męczarniach pierwszoligowego KSG). Tym razem o wybór najlepszej ekipy było trudniej. Młodzicy przenieśli się do kategorii kadetów i - będąc w swoim sezonie przejściowym (gra z rok starszymi rocznikami) - nie wyszli z grupy regionalnej do rozgrywek krajowych. Nowi młodzicy za to po dobrym początku sezonu kompletnie się pogubili, również kończąc sezon w rozgrywkach regionalnych. Chaos w grze wydawałoby się zdolnej grupy młodzików nijak ma się do naszych juniorów, którzy zakończyli zmagania na fatalnym 9. miejscu w regionie (dawno nie było tak źle).  Dziury w składzie starał się łatać Hubert Murzacz (chociażby jego fantastyczne 46 punktów z meczu ze Śląskiem II), ale i on wielokrotnie rozkładał ręce w geście niemocy. 

Dość mierny w wykonaniu młodzieżowców sezon karze stawiać na naszych trzecioligowców. Po nieco pokracznym starcie i kilku wysokich porażkach przyszedł postęp (minimalna, bardzo minimalna porażka w Kątach Wrocławskich) i wygrane (z Zastalem II, Śląskiem II, liderem z Siechnic). Biało-Niebiescy zakończyli sezon na 7. lokacie (na 10) z bilansem 7-11. W przyszłym sezonie liczymy na więcej.

niedziela, 29 kwietnia 2012

Dwa Śląski

Korzystając z przerwy w biało-niebieskich rozgrywkach, odwiedziłem w weekend dwa mecze wrocławskiego Śląska: w piątek byłem na meczu kadetów w półfinałach MP U-16, a w sobotę oglądałem w akcji ekstraklasowego WKS (lub jak kto woli WKK, bo klub jest wymysłem Przemysława Koelnera - pomysłodawcy WKK Wrocław). Oba spotkania Śląsk wygrał, a oto moje przemyślenia.

Kadeci Śląska to jeden z faworytów do tytułu. Dysponujący bardzo wysokim składem wrocławianie mają dwóch kadrowiczów U-16 (środkowy Marcin Skorek oraz specjalista od gry na obwodzie Jakub Nizioł) oraz naszego wychowanka Dawida Kołkowskiego, który był najlepszym strzelcem WKS po sezonie zasadniczym (ponad 17 pkt na mecz).  Śląsk pokonał Ochotę Warszawa (jeden kadrowicz) 72:65, prowadząc cały mecz, a kłopoty mając dopiero w samej końcówce, gdy gracze ze stolicy na 1 min przed końcem zniwelowali straty do 5 pkt. Nasz wychowanek imponował spokojem w grze penetracyjnej, kończąc mecz z 14 punktami.

Półfinały MP we Wrocławiu nijak mają się do tych organizowanych rok temu w Wałbrzychu. NIJAK. Brak spikera, gadżetów dla kibiców, konkursów czy cheerleaderek. Po raz kolejny okazało się, że hasło Wrocław Kocha Koszykówki jest naciągane. Jedyną rzeczą, do której nie można się przyczepić to liczba kibiców i głośny doping, który w przestarzałej "Kosynierce" roznosił się genialnie. To, co może się w tej malutkiej hali drugoligowego Śląska podobać to tunel prowadzący na parkiet oraz trybuny. Przenikając ciasnym przejściem, w którym genialnie słychać doping kibiców, można nabawić się ciar na całym ciele. To, co działa na wielki minus tej mikrohali to ciasne siedziska z wbijającymi się w plecy poręczami. 

W sobotę odwiedziłem "Orbitę", gdzie grający w ekstraklasie Śląsk - po naprawdę świetnym meczu - pokonał Trefl Sopot 71:66, sensacyjnie wychodząc na prowadzenie w playoffs 2-1. Przed spotkaniem ciekawiło mnie, ile ludzi odwiedzi "Orbitę", gdy w tym samym czasie w "Kosynierce" drugoligowy Śląsk walczył o życie w playoffs w meczu z Pogonią Prudnik. Przyznam szczerze, że tłumów się nie spodziewałem. Przed halą dwóch starszych panów prowadziło na ten temat ciekawy dialog:
- Mało dzisiaj ludzi.
- Jeszcze przyjdą.
- Eee tam... po ch..j przychodziłem. 

Widzów jednak nie brakowało, a sama organizacja spotkania była perfekcyjna (razem z genialną muzyką, cheerleaderkami i kapitalnie tańczącą maskotką Taurona - sponsora ligi). Byłem już raz na ekstraklasowym Śląsku. WKS grał z Zastalem, kibiców było jeszcze więcej, ale mecz stał na dużo niższym poziomie. 

"Młyn" ekstraklasowego Śląska niczym się nie wyróżniał. Liczebnie wyglądał gorzej od naszego, a jeden bęben i dwie flagi nie robiły żadnego wrażenia na sporej "Orbicie". To, co wrażenie robiło to klubowe pamiątki. Sklepik WKS-u obfitował w t-shirty (w tym upamiętniające 10.000 pkt Adama Wójcika), gumowe opaski, frotki, kubki, szaliki. Świetne projekty oraz spore zainteresowanie kibiców. Obserwując ich sklepik rozmarzyłem się, zastanawiając się jednocześnie kiedy taki namacalny sklepik pojawi się w Wałbrzychu i będzie promował naszego Górnika. Z całym szacunkiem dla sklepiku na kibicowskim forum, ale to nie jest to samo. Kibicowski sklepik Górnika z miejsca stałby się obiektem mojej pasji, koloryzując mój cały świat na biało-niebiesko. No cóż, może kiedyś...