Jak pewnie zauważyliście blog doczekał się nowego baneru. Jest bardziej kolorowo, bardziej kibicowsko, wreszcie bardziej profesjonalnie. W końcu nie muszę się za stronę graficzną wstydzić :) Dzieło dla kibica Górnika (czyli dla mnie) wykonał kibic Górnika (czyli Tomson).
P.S - Jeżeli jeszcze tego nie wiecie - Tomson to prywatnie starszy brat naszego rozgrywającego, Pawła Maryniaka.
Jeszcze raz - wielkie dzięki za nowy baner !
Szukaj na tym blogu
niedziela, 20 listopada 2011
sobota, 19 listopada 2011
Tak blisko, a jednak tak daleko
Górnik Wałbrzych - Śląsk Wrocław 68:82
Dzień przed spotkaniem miałem zły sen. Śniło mi się mecz biało-niebieskich w bliżej niesprecyzowanym miejscu. Dlaczego to był koszmar ? Dlatego, że ponad dwudziestu zagorzałych kibiców nie wspierało swojego zespołu głośnymi okrzykami. Uff... na szczęście to był tylko zły sen. W świecie rzeczywistym kibiców na meczu nie zabrakło. Niestety, nie pomogło to w odniesieniu zwycięstwa. Przegrywamy ze Śląskiem.
Na wstępie można stwierdzić, że porażki można było się spodziewać. W końcu gramy młodym składem z jednym wyjątkiem (sorry Arni), który swoje frycowe musi zapłacić.Z drugiej strony, gdy ujrzałem skład Śląska przed prezentacją poczułem ulgę. Wrocławianie przyjechali w wyjątkowo niemocnym składzie, który - byłem przekonany - znajdował się w naszym zasięgu. W Śląsku zabrakło etatowych drugoligowców Tomasza Bodzińskiego, Norberta Kulona oraz Wojciecha Leszczyńskiego. Przyjechał tylko Kacper Kowalski (nie mylić z Marcinem Kowalskim), który z resztą niczym szczególnym się nie wyróżnił. Okazało się, że nawet taki Śląsk jest w stanie nas ograć. Co najgorsze, nie wygrali przypadkiem. Choć z trudnością przychodzą mi te słowa - Śląsk był po prostu lepszy. Kolejna gorzka pigułka do przełknięcia dla biało-niebieskich w tym gorzko-kwaśnym sezonie.
Liderem punktowym u nas po raz kolejny był Adrian Stochmiałek (28 pkt). Gdyby spoglądać wyłącznie w statystyki, Arni zagrał bardzo dobre zawody. Z perspektywy trybun tak świetnie to już nie wyglądało. Praktycznie każda piłka w ataku przechodziła przez naszego kapitana. Można to zrozumieć - Stochmiałek na trzecioligowych parkietach to wielki lider zespołu. Trudniej zrozumieć mi sytuacje w których podwajany, często potrajany Arni oddawał piłkę na obwód rzut. Rzut niecelny. Jeden za drugim. Pudło za pudłem. Spod samej obręczy. Co innego można powiedzieć o jego grze na tablicach, gdzie zbierał ważne piłki. Warto jednak pamiętać o tym, że kilkakrotnie dał się łatwo ograć śląskowej młodzieży, która mijając go kończyła akcje 2+1. Co by o nim nie mówić, trudno dziś sobie wyobrazić Górnika bez niego.Na dzień dzisiejszy Adrianowi brakuje podkoszowego wsparcia. Wie to i on, i trener Chlebda, i kibice, i nawet pan grający na harmonijce, którego spotkałem w pobliżu hali. Wiele górniczych problemów powinien rozwiązać Adam Adranowicz, gdy tylko wróci do zdrowia. Niestety nastąpi to dopiero w przyszłym roku. Adranowicz zagrał tylko raz, pozostawiając po sobie piorunujące wrażenie. Jestem pewien, że jeszcze nie raz nas zaskoczy. I to piorunująco.
Naszym zależało na wygranej - to było widać i słychać. Hubert Murzacz po meczu był bliski łez. W swoim stylu miał okazję wąchać parkiet (w znaczeniu dosłownym), gdy jego ofiarność i waleczność kazała mu lądować w parterze. Bardzo dobre wstawki miał Sebastian Narnicki, który z każdym meczem gra lepiej. Właściwie cały sezon solidnie prezentuje się Paweł Maryniak, który - co ciekawe - lepiej gra w seniorach niż w przeszłości w zespołach młodzieżowych. Jeżeli jest tak pięknie to dlaczego jest tak źle ? Dlaczego znowu przegraliśmy ?
U trzech wyżej wymienionych koszykarzy można znaleźć sporo niedociągnięć. Cóż z tego. Dajmy im czas. To oni (plus Kacper Wieczorek) stanowią o jakości tego zespołu, to na ich rozwój liczymy najbardziej. Najlepiej zdobywać doświadczenie ucząc się na błędach.
Przed spotkaniem zbieraliśmy pieniądze, które mają sprawić, że długa lista życzeń pt. "By było lepiej" zostanie wyczyszczona. Kibice dość chętnie nas wspierali. Ci którzy nie wrzucili ani złotówki, będą mieli okazję się poprawić przy okazji następnego meczu (przypominam - dłuuuga lista życzeń :))
wtorek, 15 listopada 2011
www.gornik.walbrzych.pl
Znacie ten adres prawda ? Od kilku dni razem z Mattim pomagamy Duchowi w funkcjonowaniu tej kibicowskiej strony. Jak doskonale wiecie nasz klub nie ma oficjalnej witryny w sieci, więc duchowa strona jest - z resztą od dobrych kilku lat - najlepszym źródłem informacji o biało-niebieskim baskecie.
Zdajemy sobie sprawę z ograniczeń tej strony. Graficzna prostota wynika z kilku czynników.
Pierwszy czynnik - razem z Mattim nie posiadamy totalnie żadnych zdolności w projektowaniu stron internetowych (stąd moje "serdeczne" pozdrowienia dla pani R., której terror na lekcjach informatyki w liceum nie pozwolił rozwinąć skrzydeł oraz gratulacje dla polskiego systemu szkolnictwa w ogóle, gdzie lekcje informatyki wnoszą tyle co te religii).
Drugi czynnik - kasa, kasa, kasa. Zawsze jej brakuje. Tyczy się to także strony internetowej o której mowa. Istnieje ona z pasji administratorów, z prowadzenia jej nie mamy żadnych, ale to żadnych korzyści. Dlatego też jestem zdania, że owa witryna prezentuje się bardzo przyzwoicie biorąc pod uwagę brak środków na jej prowadzenie.
Do tej pory newsy pojawiały się z różną częstotliwością - raz szybciej, raz wolniej. Spokojnie. Pracujemy nad tym. Wychodzimy z założenia, że lepsza jest strona skromniejsza, ale często aktualizowana, niż piękna, ale bez duszy i świeżych newsów (pamiętacie oficjalną witrynę Górnika z czasów ekstraklasy ? Brrrr !!!!)
Mamy pełno pomysłów by ten cały mechanizm rozruszać. Ile z tego wyjdzie - czas pokaże. Zachęcamy do współpracy, a niektórych do dalszej współpracy - mowa oczywiście o przedstawicielach Rady Rodziców.
Zdajemy sobie sprawę z ograniczeń tej strony. Graficzna prostota wynika z kilku czynników.
Pierwszy czynnik - razem z Mattim nie posiadamy totalnie żadnych zdolności w projektowaniu stron internetowych (stąd moje "serdeczne" pozdrowienia dla pani R., której terror na lekcjach informatyki w liceum nie pozwolił rozwinąć skrzydeł oraz gratulacje dla polskiego systemu szkolnictwa w ogóle, gdzie lekcje informatyki wnoszą tyle co te religii).
Drugi czynnik - kasa, kasa, kasa. Zawsze jej brakuje. Tyczy się to także strony internetowej o której mowa. Istnieje ona z pasji administratorów, z prowadzenia jej nie mamy żadnych, ale to żadnych korzyści. Dlatego też jestem zdania, że owa witryna prezentuje się bardzo przyzwoicie biorąc pod uwagę brak środków na jej prowadzenie.
Do tej pory newsy pojawiały się z różną częstotliwością - raz szybciej, raz wolniej. Spokojnie. Pracujemy nad tym. Wychodzimy z założenia, że lepsza jest strona skromniejsza, ale często aktualizowana, niż piękna, ale bez duszy i świeżych newsów (pamiętacie oficjalną witrynę Górnika z czasów ekstraklasy ? Brrrr !!!!)
Mamy pełno pomysłów by ten cały mechanizm rozruszać. Ile z tego wyjdzie - czas pokaże. Zachęcamy do współpracy, a niektórych do dalszej współpracy - mowa oczywiście o przedstawicielach Rady Rodziców.
poniedziałek, 14 listopada 2011
Teatralnie, kameralnie = nadzwyczajnie ?
Sobotni mecz Górnika ze Śląskiem w ramach rozgrywek III ligi odbędzie się w hali przy pl. Teatralnym. Lokalizacja najważniejszego w tym sezonie meczu naszych seniorów wydaje się kontrowersyjna, pełna wad. Paradoksalnie, wybór wysłużonej hali w miejsce niewiele mniej wysłużonego OSiR-u ma sporo zalet.
Kwaśny wyraz twarzy był moją reakcją na wiadomość, że zagramy na "Teatralnej".W jednej chwili, trzecioligowa przaśność zaatakowała ze zdwojoną siłą. Starałem sobie przypomnieć ostatni ligowy mecz seniorów w tej hali. Bezskutecznie. Wypełniona wilgocią, prawie 40-letnia "Teatralna" to relikt przeszłości. Niedziałające głośniki, brak ogrzewania, dziurawy dach, ciasnota i ... wilgoć, wilgoć, wilgoć. Zastanawiałem się jakie plusy przynosi pojedynek biało-niebieskich z trójkolorowymi w tej hali-staruszce ?
Plusów - jak się okazało - nie brakuje. "Teatralna" to żywa historia klubu. Może i ciasna, przestarzała, wadliwa, ale za to obok wilgoci wypełniona sentymentem. Może i zapuszczona, nieatrakcyjna, ale wierna. Górnik zawsze może na nią liczyć. Tak jak teraz. Gdy OSiR zdradziecko nie potrafił znaleźć czasu dla biało-niebieskich, "Teatralna" przygarnęła naszych pod swoje wysłużone skrzydła.
To właśnie w "Teatralnej" znajduje się obecnie remontowana siedziba klubu. "Teatralna" to górniczy dom. Właściwie jest jak nasz ukochany Górnik - wiecznie z problemami, zawsze czegoś jej brak. Pomimo tego kochamy ją tak jak Górnika.
"Teatralna" to także wachlarz możliwości dla kibiców. Jej gabarytowa skromność powoduje to, że łatwo ją wypełnić. Głęboko wierzę, że w sobotę cała hala wypełni się kibicami po brzegi. Nawet po brzegi brzegów. Wierzę, że "Teatralna" stanie się ponownie gorąca, że ponownie pozwoli naszym koszykarzom wzbić się na wyżyny możliwości. Tak jak miało to miejsce przed dwoma laty gdy młodzicy Górnika pod dogrywce ograli Śląsk 106:103 w thrillerze. Tak jak przed rokiem gdy juniorzy pokonali trójkolorowych po nieprawdopodobnym dreszczowcu 78:77.
W przeciwieństwie do OSiR-u, hala przy placu Teatralnym powala akustyką. Nawet kilkuosobowy doping potrafi być donośny, o czym sam przekonałem się nie raz. Jest to istotne tym bardziej teraz, gdy górnicy grają w folklorystycznej III lidze, a kibiców na mecze przychodzi tak jakby mniej.
W sobotę będzie kameralnie - to pewne. Osobiście wierzę w to, że będzie również nadzwyczajnie. Początek meczu o 13:30.
Kwaśny wyraz twarzy był moją reakcją na wiadomość, że zagramy na "Teatralnej".W jednej chwili, trzecioligowa przaśność zaatakowała ze zdwojoną siłą. Starałem sobie przypomnieć ostatni ligowy mecz seniorów w tej hali. Bezskutecznie. Wypełniona wilgocią, prawie 40-letnia "Teatralna" to relikt przeszłości. Niedziałające głośniki, brak ogrzewania, dziurawy dach, ciasnota i ... wilgoć, wilgoć, wilgoć. Zastanawiałem się jakie plusy przynosi pojedynek biało-niebieskich z trójkolorowymi w tej hali-staruszce ?
Plusów - jak się okazało - nie brakuje. "Teatralna" to żywa historia klubu. Może i ciasna, przestarzała, wadliwa, ale za to obok wilgoci wypełniona sentymentem. Może i zapuszczona, nieatrakcyjna, ale wierna. Górnik zawsze może na nią liczyć. Tak jak teraz. Gdy OSiR zdradziecko nie potrafił znaleźć czasu dla biało-niebieskich, "Teatralna" przygarnęła naszych pod swoje wysłużone skrzydła.
To właśnie w "Teatralnej" znajduje się obecnie remontowana siedziba klubu. "Teatralna" to górniczy dom. Właściwie jest jak nasz ukochany Górnik - wiecznie z problemami, zawsze czegoś jej brak. Pomimo tego kochamy ją tak jak Górnika.
"Teatralna" to także wachlarz możliwości dla kibiców. Jej gabarytowa skromność powoduje to, że łatwo ją wypełnić. Głęboko wierzę, że w sobotę cała hala wypełni się kibicami po brzegi. Nawet po brzegi brzegów. Wierzę, że "Teatralna" stanie się ponownie gorąca, że ponownie pozwoli naszym koszykarzom wzbić się na wyżyny możliwości. Tak jak miało to miejsce przed dwoma laty gdy młodzicy Górnika pod dogrywce ograli Śląsk 106:103 w thrillerze. Tak jak przed rokiem gdy juniorzy pokonali trójkolorowych po nieprawdopodobnym dreszczowcu 78:77.
W przeciwieństwie do OSiR-u, hala przy placu Teatralnym powala akustyką. Nawet kilkuosobowy doping potrafi być donośny, o czym sam przekonałem się nie raz. Jest to istotne tym bardziej teraz, gdy górnicy grają w folklorystycznej III lidze, a kibiców na mecze przychodzi tak jakby mniej.
W sobotę będzie kameralnie - to pewne. Osobiście wierzę w to, że będzie również nadzwyczajnie. Początek meczu o 13:30.
piątek, 11 listopada 2011
Przyjeżdżają Trójkolorowi
Już 19 listopada nasi zagrają kolejny ligowy mecz we własnej hali. W ramach rozgrywek III ligi biało-niebiescy podejmą trójkolorowych, czyli zielono-biało-czerwonych. Jeżeli nadal nie załapaliście o kogo chodzi, to powiem po prostu WKS Śląsk Wrocław.
Wrocławska ekipa to młodzieżówka drugoligowego Śląska, który pewnym krokiem zmierza do I ligi. Ten zespół to bastion Macieja Zielińskiego - prezesa jedynego, wg tamtejszych fanatycznych kibiców, słusznego Śląska (niesłuszny, "farbowany" ich zdaniem Śląsk gra w ekstraklasie, a pomysłodawcą projektu "złego" WKS jest Przemysław Koelner).
Przeglądam skład młodego Śląska, który zobaczymy za tydzień w Wałbrzychu. Zespół, który wygrał dotychczas dwa z pięciu meczów (w tym ostatnio 16 pkt z Siechnicami) żongluje zawodnikami z grup młodzieżowych oraz tymi, którzy w II lidze zbyt wiele nie grają. Z Siechnicami Śląsk do wygranej poprowadził 19-letni obrońca Wojciech Leszczyński - na co dzień trenujący z drugoligowcem. Warto pamiętać o tym, że Leszczyński oraz wielu z grających obecnie na trzecim froncie wrocławian w tym roku sięgnęło po Mistrzostwo Polski Juniorów Starszych. Z graczy, którzy grali w finale w Wałbrzychu możemy ujrzeć Maksyma Kulona (jego brat Norbert gra już w WKS-ie drugoligowym), Aleksandra Raczka, Łukasza Kubika, Pawła Nowickiego oraz - być może - środkowego Tomasza Bodzińskiego i obrońcę Kacpra Kowalskiego (obaj drugoligowy Śląsk). Dziewiętnastego listopada nie ujrzymy natomiast innych złotych medalistów jak choćby Jarosława Zyskowskiego oraz Kacpra Sęka (ekstraklasowy Śląsk) i wspomnianego Norberta Kulona. W Śląsku nie występuje już także inny medalista - Michał Zygadło, który tak bardzo pokaleczył naszych celnymi rzutami z dystansu jako gracz KKS Siechnice.
Młodsza część zawodników Śląska pamięta za to fascynujący mecz z Górnikiem w hali przy pl. Teatralnym z ubiegłego sezonu, gdy nasi juniorzy - grając przy ogłuszającym dopingu - wygrali w dramatycznych okolicznościach 78:77. W tamtym niezapomnianym meczu udział wzięło kilku grających dziś w III lidze biało-niebieskich. Dla naszych punktowali Wieczorek 41, Murzacz 15, Pawlikowski 9, Borkowski 4, Maryniak 4, Dudka 3, Pabisiak 2, Świątkowski 0, Lewandowski 0, Hupało 0, Łozowicki 0, Grabka 0 (grubą czcionką koszykarze, którzy wciąż są w klubie).
Tak teraz sobie myślę - fajnie byłoby powtórzyć atmosferę z tamtego grudniowego popołudnia 2010 roku. Czy się uda - zobaczymy. W Klubie Kibica jak na razie gardeł jedynie ubywa, a naciąg do bębna odmówił posłuszeństwa, co dało się zauważyć podczas ostatniego spotkania ze Spartakusem.
niedziela, 6 listopada 2011
Bo „życie bywa przewrotne”, czyli koszykarskie anomalia.
Wrocław
„Życie bywa przewrotne” – takimi słowami trener Chlebda skwitował komentarz mojego kolegi Matiego na temat nieprawdopodobnej ilości fauli popełnionych przez graczy Gimbasketu. Górnik pewnie wygrał we Wrocławiu z ekipą Roberta Kościuka 90:54, a pięciu z dziewięciu koszykarzy gospodarzy opuściło parkiet przedwcześnie z powodu przewinień.
![]() | |
| Artyr Mucha w roli boiskowego statysty, czyli gramy 4 na 4 |
Schludną, nowiutką halę wrocławskiej Akademii Medycznej oraz mój dwudziestokilkupiętrowy akademik dzieli zaledwie jeden przystanek tramwajowy. Z tego powodu wypadu na mecz biało-niebieskich nie mogłem sobie odmówić. No i tego wypadu nie żałuję wcale, bo byłem świadkiem najbardziej kuriozalnego meczu jaki widziałem w życiu.
Zaczęło się od niejasności o której godzinie to spotkanie się rozpocznie. Na początku była mowa o 17:30, później o 17:15. Ostatecznie stanęło na 17:00, co rzecz jasna nie przeszkodziło w rozpoczęciu widowiska o 17:05. Tak to się robi w III lidze. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że te godzinowe manipulacje to było dopiero preludium do późniejszych koszykarskich anomalii.
Na mecz ponownie wyciągnąłem mieszkającego pod Wrocławiem brata (podobnie było w Siechnicach). Tym razem do nas dołączyło dwóch przedstawicieli Klubu Kibica, którzy – podobnie jak ja – w tym sezonie zmienili adres pobytu, co silnie utrudnia uczęszczanie na biało-niebieskie mecze. Tymi kibicami są Tomek, który pracuje obecnie we Wrocławiu oraz Mati – student Politechniki Opolskiej.
W pierwszej połowie do śmiechu nam nie było i nie chodzi tu o wynik, który nasi kontrolowali właściwie od początku do końca. W drugiej kwarcie nasz obrońca Sebastian Narnicki, który w meczu z Gimbasketem zadebiutował w pierwszej piątce kosztem Szymona Łozowickiego, uległ dość poważnie wyglądającemu urazowi. Ofiarnie ratując piłkę przed opuszczeniem parkietu, zanurkował po nią w metrową przestrzeń, prosto w deski okalające przymocowane do ściany grzejniki. Sebastian rozciął skórę na wysokości nadgarstka. Polała się krew, a cała sytuacja z perspektywy trybun wyglądała groźnie. Na szczęście Narnicki wrócił do gry po przerwie, a kontuzjowany nadgarstek „ozdobiły” trzy szwy.
Nasi mieli swoje przedmeczowe kłopoty. Wciąż kontuzjowany jest Adam Adranowicz, który do gry wróci dopiero po nowym roku. Nafaszerowany antybiotykami grał Hubert Murzacz, a problemy z lewą ręką nękały Pawła Maryniaka. Paradoksalnie to ci dwaj ostatni byli najjaśniejszymi punktami Górnika (odpowiednio 21 i 19 pkt). „Marynę” dodatkowo motywował także trener Chlebda, który na zwijającego się z bólu naszego rozgrywającego pokrzykiwał „Nie cackaj się !”. Nieco w cieniu młodszych kolegów pozostał za to Adrian Stochmiałek (10 pkt), który do spotkania nie podszedł chyba maksymalnie skoncentrowany.
Bez wątpienia ten mecz był wyjątkowy. Jedyny w swoim rodzaju. Wszystko za sprawą… przewinień. W połowie czwartej kwarty Maciej Kościuk postawił swojego ojca w bardzo trudnej sytuacji, bo jako piąty w swoim zespole opuścił boisko przez faule. W Gimbaskecie pozostało jedynie czterech koszykarzy zdolnych do gry, co wywołało nasze kibicowskie spory jak to wszystko się dalej potoczy. Wykluły się trzy opcje: zagrają 4 na 5, 4 na 4, czy może 5 na 5 bez względu na ilość fauli ostatniego z graczy, który powinien zejść. Obstawiałem trzecią opcję, bo kiedyś takiego meczu byłem świadkiem. Tym razem przeważyła opcja nr 2. Nasi zachowali się fair, wystawiając do walki co prawda piątkę graczy, ale jeden z nich pełnił rolę boiskowego statysty, koszykarskiego manekina, który marznął w okolicach środkowej linii boiska. Tym piątym kołem u wozu był Artur Mucha, który tylko czasami łapie się do składu meczowego. Tym razem – w meczu anomalii – stał w centrum widowiska. Dosłownie i w przenośni. Od kibiców siedzących na trybunach różnił go tylko strój sportowy – wpływ na grę za to miał taki jak my, czyli żaden.
Było to pierwsze zwycięstwo naszych w sezonie. Kolejny mecz z młodzieżą Śląska Wrocław u siebie. Powinno być ciekawie.
czwartek, 3 listopada 2011
Teraz Gimbasket
Gimbasket Wrocław - Górnik Wałbrzych sobota 5.11, 17:00
Po kilku trudnych do przełknięcia porażkach nasi mają wreszcie szansę się odkuć. Najbliższy mecz biało-niebiescy rozegrają we Wrocławiu z Gimbasketem, ekipą która jak na razie także dostaje baty. Okres biczowania zostaje zawieszony. W hali Akademii Medycznej przy ul. z Brudzewa jeden z młodych zespołów nareszcie wygra.
Czym jest Gimbasket ? Jest to gimnazjum oraz liceum sportowe, które - jak czytamy na oficjalnej stronie - łączy u młodzieży rozwój zarówno sportowy jak i naukowy. Inicjatorem ośrodka jest nie byle kto. Robert Kościuk to postać w polskiej koszykówce rozpoznawalna, nawet zasłużona - były reprezentant Polski, uczestnik Mistrzostw Europy, czterokrotny Mistrz Polski ze Śląskiem Wrocław, jeden z rekordzistów pod względem ilości występów w Ekstraklasie.
Aż prosi się by pisać o sukcesach tego młodego zespołu. W końcu nie może być inaczej, gdy projektem dowodzi człowiek o takiej wizytówce. A jednak. Różowo od strony sportowej drużyna Kościuka nie wygląda. Projekt istnieje od 2003 roku, a sukcesów czy to na arenie rozgrywek młodzieżowych, czy tym bardziej na arenie ligi seniorów ze świecą szukać.
Gimbasket w mieście przegrywa rywalizację nie tylko ze Śląskiem, ale i (a może przede wszystkim) z WKK Wrocław. Ekipa Kościuka to dwa górnicze akcenty, właściwie to epizody. W obecnych składzie Gimbasketu mamy Bartłomieja Gadzinę (ur 1992), który swego czasu w Górniku niczym, oprócz patyczkowatych nóg windujących wzrost na grubo ponad 2 m, się nie wyróżnił. Ponadto, dwa lata temu w przedsezonowych sparingach wracający do I ligi zespół biało-niebieskich kierowany przez Grzegorza Chodkiewicza testował inny produkt szkółki Kościuka - Filipa Gładkiego (ur.1990). Szybciej niż szybko okazało się jednak, że dla tego obwodowego wrocławskiego gracza I liga to znacznie za wysokie progi.
W tym sezonie Gimbasket uległ kolejno WSTK Wschowa (- 28 pkt), KK Wałbrzych (-58), Maximusowi (-35) i Siechnicom (-24).
Jedno manto za drugim. Brak nadziei na choćby nawiązanie równorzędnej walki przez zespół, gdzie najbardziej znanym graczem jest... Maciej Kościuk - znany tylko dlatego, że jego ojciec jest trenerem. Uwagę zwraca jednak wysoka porażka nawet z Siechnicami.
Dla porównania - wyniki Górnika: z KK Wałbrzych (-48), z Maximusem (-21), z Siechnicami (-9), z Zastalem (-20), ze Spartakusem (-60).
Wniosek z tego taki, że nasza niska porażka z Siechnicami stawia nas w roli faworyta. Tak jakby, bo trudno mówić o faworycie w meczu dwóch dołujących zespołów najniższej klasy rozgrywkowej w Polsce.
Obie ekipy poczuły krew. Żądza pierwszego zwycięstwa w sezonie powinna sprawić, że we Wrocławiu zobaczymy iskry. Będzie się działo, będzie się kurzyć. A gdy opadnie bitewny kurz... nasi wrócą do domów z tarczą. Trzymajmy za to kciuki.
Po kilku trudnych do przełknięcia porażkach nasi mają wreszcie szansę się odkuć. Najbliższy mecz biało-niebiescy rozegrają we Wrocławiu z Gimbasketem, ekipą która jak na razie także dostaje baty. Okres biczowania zostaje zawieszony. W hali Akademii Medycznej przy ul. z Brudzewa jeden z młodych zespołów nareszcie wygra.
| Robert Kościuk z czasów gry w Śląsku |
Aż prosi się by pisać o sukcesach tego młodego zespołu. W końcu nie może być inaczej, gdy projektem dowodzi człowiek o takiej wizytówce. A jednak. Różowo od strony sportowej drużyna Kościuka nie wygląda. Projekt istnieje od 2003 roku, a sukcesów czy to na arenie rozgrywek młodzieżowych, czy tym bardziej na arenie ligi seniorów ze świecą szukać.
Gimbasket w mieście przegrywa rywalizację nie tylko ze Śląskiem, ale i (a może przede wszystkim) z WKK Wrocław. Ekipa Kościuka to dwa górnicze akcenty, właściwie to epizody. W obecnych składzie Gimbasketu mamy Bartłomieja Gadzinę (ur 1992), który swego czasu w Górniku niczym, oprócz patyczkowatych nóg windujących wzrost na grubo ponad 2 m, się nie wyróżnił. Ponadto, dwa lata temu w przedsezonowych sparingach wracający do I ligi zespół biało-niebieskich kierowany przez Grzegorza Chodkiewicza testował inny produkt szkółki Kościuka - Filipa Gładkiego (ur.1990). Szybciej niż szybko okazało się jednak, że dla tego obwodowego wrocławskiego gracza I liga to znacznie za wysokie progi.
W tym sezonie Gimbasket uległ kolejno WSTK Wschowa (- 28 pkt), KK Wałbrzych (-58), Maximusowi (-35) i Siechnicom (-24).
Jedno manto za drugim. Brak nadziei na choćby nawiązanie równorzędnej walki przez zespół, gdzie najbardziej znanym graczem jest... Maciej Kościuk - znany tylko dlatego, że jego ojciec jest trenerem. Uwagę zwraca jednak wysoka porażka nawet z Siechnicami.
Dla porównania - wyniki Górnika: z KK Wałbrzych (-48), z Maximusem (-21), z Siechnicami (-9), z Zastalem (-20), ze Spartakusem (-60).
Wniosek z tego taki, że nasza niska porażka z Siechnicami stawia nas w roli faworyta. Tak jakby, bo trudno mówić o faworycie w meczu dwóch dołujących zespołów najniższej klasy rozgrywkowej w Polsce.
Obie ekipy poczuły krew. Żądza pierwszego zwycięstwa w sezonie powinna sprawić, że we Wrocławiu zobaczymy iskry. Będzie się działo, będzie się kurzyć. A gdy opadnie bitewny kurz... nasi wrócą do domów z tarczą. Trzymajmy za to kciuki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















