Szukaj na tym blogu

czwartek, 25 grudnia 2014

Cyfrowy Górnik

"Po pierwszym kieliszku widzisz rzeczy takimi jakimi chciałbyś je zobaczyć. Po drugim widzisz rzeczy jakimi nie są. Na końcu widzisz rzeczy takimi jakimi naprawdę są i to jest najstraszniejsza rzecz na świecie".

Oscar Wilde


Choć powyższy cytat dotyczy absyntu, to może odnosić się także do statystyk ligowych. "Kieliszek" wystarczy zamienić na "spojrzenie". W przerwie świątecznej spojrzałem po raz kolejny na statystyki drugoligowego Górnika. Zrobiłem to kompleksowo, podsumowując dotychczasowe ligowe starcia biało-niebieskich w sezonie 2014/15. Poszukiwałem elementów, które są pozytywne oraz tych "najstraszniejszych na świecie".

D  - mecz u siebie
W - mecz na wyjeździe
Kolor zielony: najlepszy wynik
Kolor czerwony: najgorszy wynik

Co wynika z powyższej tabeli? 

Skuteczność za 2 była najsłabsza w meczu z Muszkieterami Nowa Sól. "Górnicy" te spotkanie wygrali, ale 37% trafionych rzutów nie powala na kolana. Przyczyną niskiej skuteczności był brak Piotra Niedźwiedzkiego, który z powodu choroby do Nowej Soli nie pojechał. Środkowy Górnika trafia w tym sezonie 57% z gry i jego brak w składzie w 2. kolejce miał duży wpływ na grę wałbrzyszan. "Niedźwiedź" jest najlepszym zbierającym zespołu i jego brak w pojedynku z Muszkieterami wpłynął na ilość zbiórek drużyny. Co ciekawe, wg oficjalnych statystyk PZKosz, nasi najgorzej zbierali w Lesznie (trzeba oczywiście pamiętać o tym, że drugoligowi statystycy też popełniają błędy).

Zespół biało-niebieskich przyzwoicie trafia za 3 (chociaż od porażki w Kaliszu Górnik w tym aspekcie wygląda coraz gorzej) oraz właśnie za 2. Wałbrzyszanie dobrze wyglądają na zbiórce oraz nieźle w ilości asyst w meczu.

Piętą achillesową są za to rzuty wolne. Nasi, o dziwo, najlepiej rzucali z linii w spotkaniu najtrudniejszym, bo z liderem z Kłodzka. Wynika z tego, że w momencie próby biało-niebiescy potrafili się zmobilizować. Pomimo jedynie 44% trafień z rzutów wolnych wałbrzyszanie wysoko pokonali Sudety, co może być dowodem na to, że poziom ligi mógłby być wyższy.


Do podsumowań statystycznych całego zespołu wrócę pod koniec rozgrywek. Tymczasem już za kilka dni Final Four Pucharu Polski w Wałbrzychu.

piątek, 19 grudnia 2014

Dom tymczasowy

Cieknący dach Barclays Center przerwał mecz Nets-Heat.

Miliard dolarów. Tyle kosztowała budowa znajdującej się na Brooklynie hali Barclays Center, gdzie w lutym odbędzie się Mecz Gwiazd ligi NBA.  Budowane przez dwa lata architektoniczne cudo otwarto w 2012 roku i od razu zaprosiło do siebie koszykarzy Nets wraz 17 732 kibicami, bo tylu widzów może oglądać tam mecze koszykówki.

Pieniądze to jednak nie wszystko. 1 miliard dolarów wcale nie spowodował, że lśniący obiekt stał się budowlą perfekcyjną. Otóż kilka dni temu, spotkanie pomiędzy Nets a Miami Heat przerwano na 32 minuty z powodu…przeciekającego dachu. Krople deszczu nad nowojorskim niebem nieproszone przedostały się na parkiet.

Hala dawnego OSiR-u w Wałbrzychu od dobrych kilku lat potrzebowała solidnego remontu, bo problem przeciekającego dachu jest tam znany. Hala przy ul. Wysockiego nie kosztowała jednak miliarda dolarów i stoi „nieco” dłużej niż dwa lata.   

Ograbienie Górnika przez pracowników budowy z hali stworzyło niemały problem. Mocno korzystająca z ośrodka w centrum Wałbrzycha biało-niebieska młodzież potrzebowała nowego domu.

Padło na halę na Piaskowej Górze (na zdjęciach).

Hala sportowa wtulonego w zabudowania domków jednorodzinnych Zespołu Szkół nr 4 (Gimnazjum Sportowe nr 11 oraz IV LO) przy ul. Sokołowskiego była wyborem oczywistym. To tam na co dzień trenuje i uczy się duża część górniczych koszykarzy. To tam istnieją klasy koszykarskie.

Hala nie jest bezpośrednio połączona ze szkołą, dlatego można do niej zajrzeć osobnym wejściem. Ze szkołą łączy ją jednak wąski, zadaszony przesmyk. Opisywana hala jest częścią małego ośrodka sportowego, bo sąsiaduje ze szkolnym basenem.

Obiekt przy ul. Sokołowskiego wydaje się idealnym miejscem do treningów młodzieży oraz polem do popisów dla starszych panów, pragnących pobiegać za piłką po pracy. Nie myślcie sobie jednak, że w ośrodku tym brak podstawowych elementów koszykarskiej przyzwoitości.

Kosze wraz z tablicą świetlną przybyły z zamkniętej w lipcu 2013 roku legendarnej hali przy pl. Teatralnym, przenośne nagłośnienie przywieziono za to z OSiR-u. Skromne, wciśnięte w niewielką przestrzeń pomiędzy drabinkami do ćwiczeń stoliki sędziowskie wydają się być miejscowe. Niewielka przestrzeń pomiędzy linią boczną boiska a ścianą/drabinkami pozwala za to poczuć dynamikę wydarzeń na parkiecie.


Kibic w hali przy ul. Sokołowskiego nie ma łatwo, bo z poziomu parkietu boisko jest zagrodzone wspomnianymi barierkami. Fani mogą oglądać za to mecze z podwieszonego nad barierkami balkonu, który ciągnie się przez całą długość boiska. Widoczność z balkonu jest w porządku, chociaż nie ma szans dojrzenia stolika sędziowskiego oraz ławki rezerwowych.

Przy Sokołowskiego młodzi „Górnicy” oraz „Górniczki” (?) pograją co najmniej do kwietnia 2015, bo przez tyle czasu będzie zamknięty OSiR (roboty mogą się przedłużyć).

I choć hala przy ul. Sokołowskiego, pomimo wymiarowego boiska i fajnych koszy, wciąż wygląda jak szkolna sala WF-u (tym przecież na co dzień jest), to jej dach wydaje się szczelny.


W tym elemencie przeskoczyła więc nie tylko remontowany OSiR, odchodzącą w zapomnienie „Teatralną”, ale i miliardową Barclays Center na Brooklynie.

sobota, 13 grudnia 2014

Koloryt wyższego szczebla

Udało się. Niedługo po uczcie wigilijnej, zaraz po świętach, Górnik zorganizuje Final Four Pucharu Polski PZKosz, gdzie powalczy o wielki finał z pierwszoligowymi rezerwami Rosy Radom, podczas gdy w drugiej parze grające na zapleczu Tauron Basket Ligi SKK Siedlce podejmą drugoligową Jamalex Polonię 1912 Leszno.

Nasi zetrą się więc z silniejszym zespołem z silniejszej ligi. Czym właściwie jest w tym roku ta 1.liga i kto tam gra? Zobaczmy.

O co grają?

1.liga to najwyższy szczebel rozgrywek Polskiego Związku Koszykówki i drugi najwyższy szczebel w Rzeczpospolitej (po organizowanej przez Polską Ligę Koszykówki Tauron Basket Lidze, potocznie zwaną ekstraklasą).

O co grają pierwszoligowcy? Celem zawodów nie jest awans do ekstraklasy, bo ten można otrzymać jedynie po podpisaniu kontraktu z PLK, który trafia pod nos zwycięzcy rozgrywek oraz zespołów ze sporą wartością marketingową (drużyny z większych miast lub po prostu te, które zasłużyły się w historii polskiego basketu). Dla wielu klubów z zaplecza elity kontrakt z PLK bardziej przypomina jednak cyrograf, bo wymogi finansowo-organizacyjne są niestety często dla najlepszych zespołów 1. ligi nie do przeskoczenia. Najgorsi z 1. ligi spadają do 2. ligi, ale tylko w teorii, bo dzięki potężnej sile „dzikiej karty” mogą sobie miejsce w lidze zachować.

Kto tam gra?

Na dzień dzisiejszy w tabeli 14 ekip przewodzi Miasto Szkła Krosno, dawniej znane jako MOSiR Krosno. Za plecami lidera od lat solidny ligowiec, jakim jest PTG Sokół Łańcut. Na trzeciej pozycji uznana marka – Stal Ostrów Wielkopolski, której na ogonie siedzi Legia Warszawa. Mecze beniaminka ze stolicy (oraz wąsy a’la lata 70.trenera Piotra Bakuna) można oglądać w Orange Sport. Zespół Legii, ze swoją historią, marką, bazą kibiców oraz marketingową siłą Warszawy i środkowego drużyny, Cezarego Trybańskiego, musi być celem polowania działaczy PLK. Zresztą słusznie, bo Tauron Basket Liga bez ekipy ze stolicy jest jakby uboższa.

Za czołową czwórką mamy Spójnię Stargard Szczeciński. Prowadzona przez Aleksandra Krutikowa (trener Sportino podczas legendarnych pojedynków z Górnikiem o awans do PLK) drużyna przeszła spore przemeblowanie organizacyjne, które wyszło zespołowi na dobre. Duża w tym zasługa nie tylko trenera, ale i nowej, bardzo prężnie działającej pani prezes Beaty Radziszewskiej, która postawiła na nogi konający klub. Spójnia, czyli dawny ekstraklasowy Komfort, to kawał historii polskiej koszykówki, który fajnie byłoby zobaczyć w elicie. Może kiedyś…

Na szóstej lokacie usadowił się pruszkowski Znicz, który trzy lata temu pomachał Górnikowi na pożegnanie 1. ligi podczas „uroczystego”, „taczkowego” meczu. W Pruszkowie się nie przelewa, dlatego też klub chyba całkiem nieźle czuje się w szarej strefie ligowej przeciętności.

Co tam Znicz… Skromniej jest w bydgoskiej Astorii. Siódmy zespół ligi w ostatnich latach balansuje pomiędzy 1.a 2.ligą. W tym roku postanowiono dać szansę lokalnej młodzieży, a dokładniej brązowym medalistom Mistrzostw Polski Juniorów 2014 (Fatz, Kutta, Łucka), wspartej kilkoma znanymi ligowymi wyjadaczami (Dymała, Prostak, Laydych, Szyttenholm).

Ósme miejsce, ostatnie dające playoffs, zajmuje w tym momencie ACK UTH Rosa Radom, którą zapewne lepiej poznamy podczas wałbrzyskiego Final Four. Rezerwy kandydata do medalu mistrzostw Polski składają się częściowo z Mistrzów Polski U-20 z tego roku.

Dolne rejony tabeli otwiera beniaminek, czyli GKS Tychy. W Mistrzu 2. ligi 13/14 dominują gracze z regionu śląskiego (Deja, Marceli Dziemba, Basiński, Markowicz), ale wyraźnego lidera ze świecą szukać.

Podobny problem mają w kolejnym beniaminku, Pogoni Prudnik, która jest 10. W klubie przed sezonem skupiono się bardziej na rewitalizacji herbu, niż na wzmocnieniach. Liderem punktowym w Prudniku jest więc doświadczony były gracz Śląska i Nysy Kłodzko Artur Grygiel – bardzo dobry strzelec, ale raczej w 2. lidze.

Bez fajerwerek w składzie kolejnego w zestawieniu GTK Gliwice. Nową jakość w zespole miał wnieść wypożyczony ze Śląska Wrocław Norbert Kulon, ale ten po trzech meczach, oprócz bardzo dobrych śr. 5 asyst, ma spore problemy z rozregulowanym celownikiem (szokujące 19% z gry!!!!).

Następny zespół to kolejny przedstawiciel województwa śląskiego. Zagłębie Basket Sosnowiec, podobnie jak opisywane powyżej prudnicka Pogoń i gliwicki GTK, do 1.ligi dostał się tylnimi drzwiami, dzięki zaproszeniu z PZKosz. Zagłębie to uznana na koszykarskiej mapie marka, ale na powrót elity do Sosnowca chyba się nie zanosi. I to pomimo kilku głośnych nazwisk w kadrze (Mordzak, Kitzinger a.k.a. Kosiński, Milewski, Piechowicz).

Pierwszoligowe dno to na dzień dzisiejszy SKK Siedlce i AZS Politechnika Poznań. Pierwszy z tych zespołów zobaczymy niedługo w Wałbrzychu (Final Four Pucharu Polski). Kibice na pewno ucieszą się z ponownego spotkania z „uwielbianym” pod Chełmcem Danielem Wallem, który rzuca punkty w tym sezonie właśnie dla Siedlec. Z kolei Politechnika to najsłabszy kadrowo zespół 1. ligi, który jest pewniakiem do spadku. Tak samo było zresztą przed rokiem, ale wtedy poznaniacy, po heroicznych bojach, zachowali byt.

Ligowi liderzy

Najlepszym punktującym ligi jest Marcin Dymała z Astorii (17.8 pkt w 11 meczach). Zaraz za nim w klasyfikacji są Szymon Rduch (Sokół, 17.5 pkt) oraz Dariusz Oczkowicz (17.2 pkt, Miasto Szkła). Najlepiej w 1. lidze zbierają weteran Rafał Bigus (Spójnia, 10.8 zb), Wojciech Fraś (Gliwice, 8.6 zb) oraz Cezary Trybański (Legia, 8.4). Liderem asyst jest mający przeszłość w ekstraklasie Łukasz Wilczek z Legii (śr. 7.8 as w 10 meczach), drugi jest 20-letni Jakub Schenk z Radomia (5.6), trzeci – grający trener Michał Baran (5.1, Miasto Szkła).

Biało-Niebieski ślad


1.liga to też nazwiska niegdyś związanie z Górnikiem. W liderze z Krosna ważne role mają wychowankowie Górnika: Marcin Salamonik i Damian Pieloch. Ten pierwszy notuje 15.0 pkt, 6.0 zb i 3.2 as, ten drugi – 8.6 pkt i świetne skuteczności rzutowe: 60% za 2,  44% za 3. W Legii gra Mateusz Bierwagen (14.8 pkt, 5.5 zb), w Spójni 37-letni Marcin Stokłosa (9.4 pkt, 4.3 as), a w Tychach Marcin Wróbel (5.9 pkt, 5.5 zb).

środa, 10 grudnia 2014

Wzbogacona blogosfera

Polska blogosfera to tysiące blogów. Blogów hobbystycznych, komercyjnych, płytkich, głębokich, zapomnianych, żywych, pisanych przez celebrytów i zwykłych szaraków. Czasem trudno jest oddzielić jakość od ścierwa, bo jakość dla różnych ludzi ma różne definicje. Jeden (jedna?) uwielbia modowe wpisy szafiarek, drugi, zamiast przeglądać kilkanaście zdjęć tej samej panny w różnych stylizacjach i dodatkach woli coś przeczytać.

Blog powinien wiązać się z pasją. Nawet jeżeli nie można na niej zarobić. Powinien być lustrzanym odbiciem wnętrza blogera. Kierując się tą definicją stworzyłem swojego bloga. Tą samą definicją kierowała się przy zakładaniu swojego bloga Grażyna Kulesza-Szypulska.

„Ciocia Grażynka” to wierny fan Górnika od lat wielu. Choć los rzucił ją na drugi koniec Polski to ma biało-niebieskich bliżej serca niż większość z nas. O jej pasji pisałem już zresztą wcześniej.


Teraz zapraszam na jej bloga. Tematyka różnorodna.

środa, 3 grudnia 2014

John

Otrząśnięta z Wielkiego Kryzysu Ameryka lat 40. XX wieku stawiała opór Nazistom w Europie oraz bariery rasowe przed własnymi obywatelami. Ameryką lat 40. rządziły uprzedzenia i segregacja. Czarnoskórzy Amerykanie, zwani wtedy częściej „Kolorowymi”, byli zmuszani do siadania na końcu autobusu i uczęszczania do oddzielnych (gorszych) szkół.

trener McLendon
John McLendon kochał koszykówkę, ale jego „kolorowy” odcień skóry nie dał mu minut na parkiecie w barwach prestiżowej uczelni Kansas. John miał jednak sporo szczęścia. Otóż w Kansas niejaki James Naismith wyciągnął do niego pomocną dłoń i pomógł ukończyć studia na Uniwersytecie Iowa. Ten sam Naismith był znany z jeszcze jednego - na początku lat 90. XIX wieku w Massachusetts powiesił wiadro po brzoskwiniach na drzewie i dał początek koszykówce.

Po studiach McLendon zamierzał rozwijać swoją koszykarską pasję. W 1941 roku, w złotych czasach segregacji rasowej, powołał pierwszą czarnoskórą drużynę koszykówki na malutkim uniwersytecie w Karolinie Północnej. Jego praca na małej uczelni została w pewnym sensie doceniona przez wielki, uznany, w całości biały uniwersytet Duke. Włodarze Duke zaprosili McLendona do swojego sztabu szkoleniowego podczas jednego z meczów. Był jednak jeden warunek: McLendon musi usiąść w białej marynarce pracownika obsługi hali by nie rozzłościć niezbyt tolerancyjnej publiczności faktem obecności „kolorowego” na ławce trenerskiej. Zażenowany propozycją McLendon szybko odmówił i wrócił do pracy ze swoją grupą na North Carolina College of Negroes. Razem ze swoim zespołem pokonał Duke w tzw. „sekretnym meczu” – pierwszym w historii koszykówki starciu białych i czarnoskórych.  

Kto wie jak wyglądałaby dzisiejsza koszykówka bez zapału Johna McLendona w walce o równouprawnienie. Czarnoskóry Wilt Chamberlain trafił przecież do NBA z uniwersytetu Kansas – tego samego, w którym lata wcześniej odmówiono gry McLendonowi. To właśnie z programu szkoleniowego McLendona dla czarnoskórych trenerów lekcje wyniósł Clifton Herring – człowiek, który w szkole średniej odstawił na boczny tor samego Michaela Jordana, budując tym samym jego niezłomny charakter, który po latach poznali rywale w najlepszej lidze świata i który wyniósł MJ’a na szczyty szczytów.

John McLendon zmarł w 1999 roku, ale jeszcze za życia zdążył zobaczyć swoje nazwisko w galerii sław koszykówki.*

------

W wałbrzyskiej koszykówce ma obecnie miejsce segregacja kibiców na tych, którzy wierzą i wspierają oraz na tych, co gardzą i nienawidzą. Jako administrator gornik.walbrzych.pl miałem tę nieprzyjemność usuwać sporo niepochlebnych komentarzy w kierunku biało-niebieskich koszykarzy, opartych wyłącznie na zawiści, z której nie płynęło żadne zaproszenie do merytorycznej dyskusji. Nie każdemu podoba się świetny ligowy bilans 9-1 (jedyna porażka po walce w Kaliszu, o końcowym wyniku meczu decydowała pojedyncza, ostatnia akcja spotkania). Dla wielu „Górnicy” są dzisiejszym Johnem McLendonem w białej marynarce faceta z obsługi przy ławce trenerskiej Duke: mimo sporych osiągnięć są postrzegani jako niewarci wyrazów uznania przedstawiciele drugiej kategorii.


* Opis na podstawie książki Rolanda Lazenby'ego "Michael Jordan. The Life" (biografia Michaela Jordana, w wersji pl - "Michael Jordan. Życie")

wtorek, 25 listopada 2014

Sprzeciw rankingowi "Polityki"

Dziś nieco mniej koszykarsko, a nieco bardziej społecznie. Nie wiem czy wiecie, ale w najnowszym numerze "Polityki" dziennikarze z Warszawy uznali Wałbrzych za miasto, w którym żyje się NAJGORZEJ. Tak... Wałbrzych zajął OSTATNIE miejsce w szczegółowym rankingu polskich miast. Pod uwagę brano m.in. zadowolenie z życia, jakość edukacji, stopę bezrobocia, czy estetykę miasta. W rankingu znalazło się 66 miast, od mniej więcej 50 000 mieszkańców w górę.


W Warszawie najwyraźniej nie słyszeli o podnoszeniu się Wałbrzycha z kolan i o tym, że znane w całej Polsce z "Biedaszybów" i kupczenia głosów miasto zmienia się na lepsze. Jako rodowity Wałbrzyszanin jestem oburzony artykułem w "Polityce". Ty drogi czytelniku, jako osobnik z Wałbrzychem związany, też powinieneś czuć się oburzony. Nie możemy pozwolić ludziom zza warszawskiego biurka oczerniać nasze miasto na podstawie demonów przeszłości. Wałbrzych ma diabelską przeszłość, ale teraźniejszość i przyszłość jawią się w jaśniejszych kolorach. 






Z tego też miejsca zachęcam do wylania z siebie lokalnego patriotyzmu i zalania skrzynki mailowej "Polityki" pozytywnym obrazem Wałbrzycha. Pomysłodawcą tej akcji jest oddział PTTK Ziemi Wałbrzyskiej:


"A więc ogłaszamy akcję! A co! Niech wiedzą że Wałbrzych to zupełnie coś innego niż przedstawiają! Pokażmy jako mieszkańcy promocję tego co nasze i piękne! Że Wałbrzych, który pokazuje tygodnik "Polityka" to ułamek tego co najgorsze co można zobaczyć w każdym jednym mieście....UWAGA! oto akcja! na meila tygodnika POLITYKA polityka@polityka.pl zachęcamy do wysyłania zdjęć naszego pięknego Wałbrzycha! Niech zobaczą jaka jest nasza odpowiedź na ranking miast wg ich redakcji  Kto się piszę na kontrofensywę za to co na zdjęciu?  Zasypmy redakcję zdjęciami z naszego miasta i okolicy  Udostępniajcie niech nas będzie dużo  ot darmowa kampania promocyjna miasta  DO DZIEŁA! "

Wymuśmy na "Polityce" sprostowanie, bo zmieniający się Wałbrzych, choć daleko mu do ideału, nie zasłużył na dziennikarski lincz.

niedziela, 23 listopada 2014

(Nie)zwykły facet

 (9-0) Górnik Wałbrzych - (4-5) Sokół Międzychód 70:63


Kolejne ligowe starcie „Górników” trudno w rzeczywistości określić jako „kolejne”. Mecz z Sokołem był wyjątkowy, bo oznaczał jednorazowy powrót do zasłużonej, choć wysłużonej hali przy ul. Wysockiego.

Dla mnie dawny OSiR jest miejscem szczególnym, bo początkiem pasji do koszykówki, która po latach, w Nowy Rok 2011, pokierowała mnie w kierunku stworzenia tego bloga. Obiekt przy ul. Wysockiego sentymentem darzy zresztą niemal każdy, bo miejsce te jest źródłem emocji dla koszykarzy, działaczy i kibiców.  Stos wspomnień związanych z przytulnym OSiR-em powoduje, że nowoczesna hala w kompleksie Aqua Zdrój dla wielu pozostaje zimna, obojętna i nijaka.

Niewielkie gabaryty OSiR-u budują niepowtarzalną atmosferę na trybunach, w której nawet najspokojniejszy fan może wpaść w kibicowski szał. W przeszłości tego szału nie brakowało stąd halę szybko ochrzczono „Kotłem”. Mało kto spodziewał się jednak potrzeby wzniecenia ognia na trybunach w starciu z Sokołem Międzychód. Górnik przecież siedzi na ligowym tronie, a w Międzychodzie ostatnio zamiast dobrze grać w koszykówkę jedynie się kłócili i wskazywali palcami na winnych niepowodzeń.

Okazało się, że w zespole z Wielkopolski wszystko zmierza w dobrym kierunku, bo drużyna Sławomira Szulczyka stawiła „Górnikom” opór i stała się pierwszą ekipą zdolną do spowolnienia wałbrzyskiej maszyny do zdobywania punktów i zaliczania double-double, Piotrka Niedźwiedzkiego. Gdy Maszyna szwankowała, biało-niebiescy prędko potrzebowali substytutu, który zapewni rezultaty podobne do tej osiąganej przez naszą Maszynę.

I tu pojawił się Rafał Niesobski.

Przed sezonem Górnicy na gwałt potrzebowali wzmocnienia na pozycji rzucającego obrońcy. Jeszcze nie tak dawno nie wkomponowali się w układankę reaktywowani Maciej Łabiak i Kuba Kołodziej, a skuteczność zatracił gdzieś Bartłomiej Józefowicz.  Na pozycji rzucającego obrońcy pojawiła się dziura, którą wypełnił dopiero Niesobski.

Facet gra w Górniku od początku sezonu, a wiemy o nim tyle, co nic. Niesobski od startu rozgrywek przechadza się w cieniu dyskutującego z sędziami Niedźwiedzkiego i lubiącego budować show Bartłomieja Józefowicza. Niesobski nie jest za dobry w gestach w kierunku kibiców, do dziś nie doczekał się pseudonimu od fanów, ale zna się za to na umieszczaniu piłki w koszu. Robi to z resztą po cichu od 1. kolejki, bo jest drugim strzelcem zespołu. Oślepieni blaskiem talentu Niedźwiedzkiego czy pochłonięci śledzeniem kolejnych asyst wychowanka i kapitana Rafała Glapińskiego, kibice nie bardzo zważali na wyciszonego Niesobskiego.

Ten ceniący sobie przesiadywanie na tylnym siedzeniu gracz przesiadł się za kierownicę w chwili, gdy górniczy pojazd zmierzał w stronę urwiska. Awaria Maszyny Niedźwiedzkiego przestała mieć znaczenie, bo Niesobski zdobył 29 punktów i pokierował Górnika w stronę kolejnej wygranej.


Zwykły facet stał się bohaterem w momencie, gdy potrzebował tego zespół. Jeden z kibiców nazwał go nawet wałbrzyskim Rayem Allenem. Biorąc pod uwagę boiskowe wyrachowanie i jakieś dziwne wyciszenie w trakcie meczu, dużo się nie pomylił.