Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Gdy pozostało gdybanie

Było blisko. Niewiarygodnie blisko. Koszykarski Olimp, jakim dla wałbrzyskich "prometeuszy" z KK Wałbrzych niewątpliwie jest II liga, nigdy wcześniej nie był równie osiągalny. Tym razem zabrakło jednego zwycięstwa. Katem wałbrzyszan okazała się ich zmora z sezonu regularnego. Z perspektywy całego sezonu "prometeusze" przegrali z nimi dwa z trzech spotkań, a jedyne zwycięstwo miało miejsce na własnym parkiecie, przychodząc w ostatnich sekundach (80:76). Dziś na nazwę WSTK Wschowa, koszykarze KK Prometu Wałbrzych reagują jedynie alergicznie.

Wałbrzyskim "prometeuszom" pozostało usiąść na ławce w parku przy zachodzącym słońcu i zastanawiać się: "co by było, gdyby nie ta kontuzja ?"

Kuba Kołodziej to jeden z liderów KK. Ze średnią 17,7 pkt w 16 meczach sezonu zasadniczego należał do wyróżniających się zawodników zespołu. Jego nieobecność w decydujących spotkaniach sezonu z powodu kontuzji musiała mieć wpływ na końcowy wynik arcyważnego meczu z WSTK. 

Kolejny rok, kolejne rozczarowanie KS Dark Doga/Górnika Nowe Miasto/KK/KK Prometu Wałbrzych. Mówi się, że "do trzech razy sztuka". Michał Borzemski i spółka już wiedzą, że to totalna bzdura, która z prawdą ma niewiele wspólnego.

Przedsezonowe wzmocnienia rzeczywiście posunęły KK do przodu, bo tak blisko awansu jeszcze wałbrzyszanie nie byli. Końcowy efekt transferów nie jest jednak satysfakcjonujący. KK pozostaje w III lidze, a my już ostrzymy sobie zęby na kolejne ekscytujące derby. 

Nie będę owijał w bawełnę. Widziałem może z trzy spotkania KK w tym sezonie (nie licząc tych z biało-niebieskimi), do tego nie bardzo śledziłem ich wyniki. Doceniam to, co udało się KK w tak krótkim czasie zbudować, ale dostrzegam też to, czego nie udało się tam stworzyć. Nie życzę im źle, bo przecież są z Wałbrzycha i w przeszłości wielu z nich było kojarzonych z Górnikiem. Trzymałem kciuki za ich awans. Nie wyszło. Co teraz ? Czwarte podejście ? Ile jeszcze tych szans KK będzie potrzebować ?

WSTK Wschowa była organizacyjnie lepiej przygotowana na grę w II lidze, a osiągnięty awans zmniejsza szansę na przejście zdolnych 19-latków do Górnika (o czym się w kuluarach mówiło).

czwartek, 19 kwietnia 2012

Odnalezione

Myślałem, że zaginęły. Wraz z upływem czasu i zmianą telefonu pogodziłem się z ich stratą. Żałowałem bardzo, bo tego typu sportowe pamiątki nabierają wartości z każdą zmianą kalendarza. Zwłaszcza, gdy pamiątka, o której teraz skrobię ten wpis, przywraca piękną, biało-niebieską chwilę. O co właściwie chodzi ? O filmiki z meczu nagrane telefonem komórkowym pewnej fińskiej marki. Jakiego meczu ? Pojedynku juniorów Górnika z sezonu 2010/11, tego jakże pamiętnego widowiska, gdy nasz górniczy kopciuszek ograł sensacyjnie Śląsk Wrocław. 

Był 5 grudnia 2010, wtedy pierwszoligowy Górnik walczył dzielnie o utrzymanie, a kibice nie mieli pojęcia o już wtedy kilkumiesięcznych zaległościach w wypłatach. Nasi juniorzy zmierzyli się na "Teatralnej" z ekipą Jacka Krzykały. Wedle oczekiwań, szybko tracili dystans do rywala, a w pewnym momencie strata sięgnęła 16 punktów. Od czego jest jednak wałbrzyska waleczność i szósty gracz w postaci żywiołowej publiczności. Biało-Niebiescy, niesieni naprawdę ogłuszającym dopingiem (nie pamiętam czegoś takiego w "Teatralnej", no może w trakcie derbów było równie głośno), pokonali Śląska 78:77 ! W Górniku w tamtym meczu zagrali dzisiejsi seniorzy m.in. Hubert Murzacz, Paweł Maryniak i Kacper Wieczorek, który z 41 pkt na koncie stał się katem wrocławian. Z resztą na pytanie o najbardziej pamiętny mecz w karierze, w naszej serii wywiadów "Poznaj Górnika", chłopaki zgodnie odpowiadali: mecz ze Śląskiem w juniorach !

Spotkanie to z resztą jest laureatem moich Złotych Kilofów w kategorii NAJBARDZIEJ EMOCJONUJĄCY MECZ 2011 (Złote Kilofy 2012 już niebawem !). Pisałem o tym tutaj.

Z góry przepraszam za jakość filmików, ale były nagrywane pod wpływem emocji. Zwróćcie uwagę na ilość kibiców. Przypominam, że to był mecz JUNIORÓW. Trudno w Polsce o większa frekwencję na meczach młodzieży. A mówią, że Wrocław Kocha Koszykówkę... Pfff.




piątek, 13 kwietnia 2012

Ogólnopolski Turniej Kibiców w Łańcucie

Piątek trzynastego w gruncie rzeczy nie jest taki zły. Dziś na poczcie Mattiego pojawiło się oficjalne zaproszenie na Ogólnopolski Turniej Kibiców w Łańcucie ! Oferta gry w tym turnieju to wielkie wyróżnienie dla kibiców Górnika Wałbrzych. Wiele szanowanych w kraju klubów zaproszenia na tą imprezę nie dostało. 

Zgłoszenia trwają do 21 kwietnia, ale Matti potrzebował jedynie... 20 minut na zastanowienie, czy biało-niebiescy powinni zagrać czy nie. 

To kapitalne uczucie wiedzieć, że ktoś o nas pamięta i w jakiś tam sposób docenia nasz fanatyzm, pomimo tego, że górniczy zespół szwęda się gdzieś po peryferiach profesjonalnej koszykówki.

Oczywiście relacja z turnieju szczegółowo znajdzie się na blogu.

CHCESZ FAJNIE SPĘDZIĆ CZAS I ZAGRAĆ Z NAMI ?

Jeżeli tak, szczegóły są tutaj 

ZAPRASZAMY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!.

środa, 11 kwietnia 2012

1 na 1 - odcinek 2


Kibice wracają do dyskusji. Razem z Mattim widzieliśmy lwią część pojedynków biało-niebieskich w ostatnim sezonie, będąc przy okazji dość blisko samego klubu. Czas na drugie wydanie słownych konfrontacji posezonowych. Konfrontacji dodajmy międzymiastowych. Wrocław vs.Opole (swoją drogą niezły paradoks - piszemy o wałbrzyskiej koszykówce z perspektywy naszego chwilowego, zamiejscowego zameldowania). Lecimy.

 Największe zaskoczenie biało-niebieskiego sezonu 2011/12?

Matti
administrator www.gornik.walbrzych.pl
student Politechniki Opolskiej

In plus: KIBICE GÓRNIKA I "TEATRALNA"
:
Ciężko wybrać jedną rzecz in plus. Ten sezon był praktycznie cały in plus zaczynając od gry młodych Górników, a kończąc na postawie kibiców biało-niebieskich. Ja wybrałem właśnie kibiców oraz fakt gry na "Teatralnej". Sądzę, że ta hala jest nam pisana i naprawdę smutno będzie ją opuścić, gdy będziemy przenosić się do Aqua Zdroju. Mam tylko nadzieję, że nowa hala będzie także szczęśliwa dla naszych koszykarzy - jak kiedyś hala przy pl. Teatralnym, oraz że na nowym obiekcie będziemy mogli liczyć na taką akustykę jak na "Teatralnej". Najbardziej zaskoczony jestem jednak postawą nas wszystkich, czyli kibiców wałbrzyskiego Górnika. 
Przeważnie jest tak, że degradacja o ligę powoduje w zespołach koszykarskich marazm na trybunach. Kibiców jest mniej, o dopingu nie wspominając. A co dopiero degradacja o dwie ligi - do najniższego poziomu w Polsce. Mimo to, nam kibicom Górnika wyszło to na dobre. Nasz młyn wzrósł do poziomu jakiego od czasów gry w esktraklasie w Wałbrzychu nie było. Hala pękała w szwach na wszystkich meczach Górnika, o derbach nie wspominając. A jak przypomnę sobie nasz doping to wciąż mam gęsią skórkę. Cała ta otoczka meczów była lepsza niż w niejednym klubie ekstraklasy. W końcu także ruszyliśmy się na wyjazdy, zaliczając wszystkie, oprócz meczu w Zielonej Górze. Tak, to był świetny sezon, a nowy będzie jeszcze lepszy.

In minus: ZAANGAŻOWANIE MIASTA W KOSZYKARSKIEGO GÓRNIKA

Co z tego że Pan prezydent Szełemej był na meczu z Gimbasketem, skoro za słowami nie idą czyny. Oczywiście poczekamy do nowego sezonu i dokładnie będziemy patrzyli na Pana prezydenta, czy dorzuci  pieniędzy koszykarzom. W ogóle niezrozumiałe jest dla mnie to wszystko. Dlaczego sponsorzy i miasto wspierają kluby typu Victoria PWSZ Wałbrzych czy KK Promet Wałbrzych ? (z całym szacunkiem dla tych klubów). Postanowiłem sam się przekonać i pójść na ich mecze. Siatkarska Victoria - poziom gry żenujący, nie było widać nawet cienia walki wałbrzyskich siatkarzy. Na trybunach troszkę lepiej (ale tylko troszkę) - trzech kibiców z dwoma bębnami, trzema trąbkami i transparentem (dopingujący na siedząco). Atmosfery to nie robi. KK Promet Wałbrzych - ich mecze mimo że na boisku mają poziom, o tyle na trybunach przypominają stypę lub pogrzeb. Brakuje tylko by cała hala była ubrana na czarno. Cisza, zero dopingu i mniej ludzi niż na koszykarskim Górniku. Jak jest na spotkaniach koszykarzy biało-niebieskich można się przekonać przychodząc na mecze. Doping od początku do końca grupy fanatyków, większość ludzi na hali w biało-niebieskich barwach, atmosfera ekstraklasy. 
Dlatego jak mam zrozumieć to, że ktoś woli dawać kasę na drużyny, na meczach których nic się nie dzieję, niż na ekipę gdzie hala żyje meczem od początku do końca. Przykłady można mnożyć w całej Polsce (np. "ładowanie" pieniędzy w drużyny piłkarskie typu Termalica Nieciecza czy Kolejarz Stróże). No cóż, może chociaż w Wałbrzychu ktoś pójdzie po rozum do głowy.
Dominik:
administrator www.gornik.walbrzych.pl
student Uniwersytetu Wrocławskiego

In plus: SZYBKI PROGRES MŁODYCH KOSZYKARZY GÓRNIKA, FORMA STOCHMIAŁKA

Tuż przed rozpoczęciem sezonu byłem na konferencji prasowej, na której przedstawiono biało-niebieską młodzież. Juniorzy i juniorzy starsi mieli za zadanie ogrywać się w III lidze ku chwale Górnika, gdzie "ogrywać" było jedynie eufemizmem dla "zbierać baty". Nasza młodzież była wyraźnie stremowana, a zebrani na sali lokalni dziennikarze potrafili rozpoznać ze składu jedynie Huberta Murzacza. Początek sezonu i wysoka porażka z KK Wałbrzych nie wróżyła najlepiej. Kto wie, jakby się to wszystko skończyło, gdyby do składu nie powrócił Adrian Stochmiałek. Doświadczony wychowanek Górnika od razu został kapitanem i pierwszoplanową postacią zespołu. "Arni" był katalizatorem dla rozwoju naszej młodzieży, samemu zaliczając najlepszy sezon w karierze. Ktoś powie, że to tylko III liga, ale statystyki naszego Kefo i tak są godne pozazdroszczenia: śr. 23,4 pkt w 14 meczach. Gdy biało-niebieski okręt tonął lub osiadał na mieliźnie, kapitan Górnika był jednoosobowym kołem ratunkowym, spokojną przystanią która - gdy tylko było to możliwe - ratowała zespół Chlebdy z opresji. Kefo to żywy przykład na to jak dużo dzieli I ligę od III. Z końca pierwszoligowej ławki Stochmiałek stał się liderem, wybawicielem i cennym wsparciem podkoszowym w jednym. "Arniego" docenili też kibice, wybierając go najlepszym sportowcem regionu w plebiscycie Nowych Wiadomości Wałbrzyskich.
Z drugiej strony sam "Arni" meczu nie wygra. Rozwój naszej młodzieży widać gołym okiem. Marny początek sezonu (bilans 0-5) nijak ma się do drugiej części rozgrywek, gdy to nasi na przełomie stycznia i lutego wygrali  4 z 5 meczów, w tym z liderem z Siechnic. Duży krok do przodu zrobili Kacper Wieczorek, Paweł Maryniak oraz Szymon Jaskólski, a z każdym meczem lepiej prezentowali się wracający do czynnego uprawiania sportu Sebastian Narnicki oraz Dawid Wrona.

B. Nowicki

In minus: BŁAŻEJ NOWICKI NIE DLA GÓRNIKA

Nie wiem, kto pierwszy wpadł na pomysł namówienia Błażeja do wznowienia kariery. Na pewno swoje trzy grosze w tej kwestii dołożył Matti, wiercąc prezesowi Murzaczowi dziurę w brzuchu by ten zadzwonił do Nowickiego. Gdy się okazało, że coś jest rzeczywiście na rzeczy, poinformowaliśmy o tym na oficjalnej stronie klubu. Wydawało się wtedy, że do powrotu Błażeja pozostał mały krok - znalezienie mu pracy (Górnik jako klub trzecioligowy składa się z "darmowych" graczy, z wyjątkiem Adriana Stochmiałka). Tak blisko, a jednak tak daleko. Znalezienie stałego źródła zarobku dla Nowickiego w naszym eldorado okazało się ponad możliwości działaczy - raz nie pasowała pensja, innym razem godziny pracy. 
Wielka szkoda, nawet jeżeli Błażej wróciłby bez jakiejkolwiek formy. Jego 205 cm na pewno przydałoby się pod koszem, a i z doświadczenia (31 lat, wicemistrz Polski juniorów starszych) można by zrobić użytek (patrz: Tomek Filipiak). Dla mnie osobiście powrót Nowickiego miał wymiar sentymentalny. Mój pierwszy kontakt z wałbrzyską koszykówką na zawsze będzie kojarzony z jego grą w biało-niebieskim trykocie. Błażej mógł stać się ciekawym spoiwem pomiędzy dzisiejszym Górnikiem a tym dawnym, już nieco zapomnianym. Szkoda. Zwłaszcza wtedy, gdy pominie się aspekt dyscyplinarny - tak bardzo niegdyś związany z Błażejem.

piątek, 6 kwietnia 2012

Wesołych Świąt !!!

Nienawidzę tego okresu. Nie chodzi rzecz jasna o Święta Wielkanocne. Nie znoszę tej koszykarskiej posuchy, związanej z końcem rozgrywek. Nic się nie dzieje, nie ma czego komentować, a dla największych zapaleńców jest to cios niemal śmiertelny. Kibice usychają jak paproć bez wody. Szkoda, że nie jesteśmy kibicowskimi kaktusami...

Cóż... Pozostaje skoncentrować się na szeregu podsumowań, co też nie jest proste, gdy brakuje szczegółowych statystyk, a cała ocena polega na zawodnej pamięci (wracając na święta z Wrocławia zapomniałem zabrać kluczy do wałbrzyskiego mieszkania... nie liczcie więc za bardzo na moją pamięć). Razem z Mattim pracujemy nad drugim odcinkiem "1 na 1, czyli dwa punkty widzenia obręczy" oraz nad posezonowym wywiadem z naszym biało-niebieskim coachem.

By ograniczyć wam rozczarowań, o każdym nowym wpisie będę informować na www.gornik.walbrzych.pl, gdzie teraz możecie znaleźć sporo info o naszych piłkarzach (dobra robota Mattiego, bo ja się nie znam, nie chodzę i nie śledzę). Dzięki ciągłym niusom o wciąż grających w sezonie 2011/12 piłkarzach nasza strona "oddycha", a nie dogorywa. Razem jakoś przez tą biało-niebieską suszę przejdziemy.

Tymczasem chipsy przyszły święta !

Wasz bloger życzy wam:

Zdrowych, ciekawych Świąt Wielkanocnych
Wielu biało-niebieskich jaj
I nielimitowanego obżarstwa



piątek, 30 marca 2012

Wszystko zostaje w rodzinie

Jerzy Sterenga to symbol początków naszego klubu. Pan Jerzy obok gry w Górniku zaliczył występy w reprezentacji Polski. Jego wnuczkowie to (licząc od najstarszego) Marcin, Maciej i Michał. Cała trójka w swoim czasie rzecz jasna reprezentowała biało-niebieskich. Marcin grał w Górniku najdłużej, bo jeszcze przed rokiem stanowił o sile pierwszoligowej ekipy z Wałbrzycha. Maciej ze starszym bratem spotkał się na parkietach I ligi w tzw. erze "przedekstraklasowej", a sam Michał występował kiedyś chociażby w Sudetach Jelenia Góra, czyli w obecnym klubie Marcina. W 2000 roku Maciej i Michał Sterenga sięgnęli z Górnikiem po wicemistrzostwo Polski juniorów starszych, a ich kolegami z zespołu byli Marcin Kowalski, Rafał Glapiński, Błażej Nowicki i obecny trener minikoszykówki w Wałbrzychu Marcin Ewiak. 

Trudno w Górniku o bardziej zasłużony klan rodzinny od rodziny Sterengów.

Dziś ze świecą szukać pojedynków biało-niebieskich, czy to w III czy w I lidze, na których nie ujrzelibyśmy żony coacha Chlebdy. Z wysokości trybun mocno wspiera męża. Razem z nią tacie (i rzecz jasna Górnikowi) kibicuje Alan, który już z resztą stawia pierwsze kroki w biało-niebieskim trykocie.Gang trenera Chlebdy jest w pełni "skażony" koszykówką, ale to nie on w górniczym środowisku jest najliczniejszy. 

W tej materii góruje rodzina Szmidtów.

przy bębnie Janusz Szmidt
"Zespół" Szmidtów jest czteroosobowy: Bartek (młodzicy, kadeci) i Adam (minikoszykówka) trenują w klubie, mama zajmuje się pomocą medyczną na meczach, a tata jest   przykładem charyzmatycznego człowieka-instytucji.

Janusz Szmidt to postać nietuzinkowa. Jako biało-niebieski działacz debiutował w momencie przystąpienia do zespołu młodzików jego syna, Bartka. Od razu mocno zaangażował się w działalność Rady Rodziców, która zrzesza - jak sama nazwa wskazuje - rodziców chłopaków trenujących w klubie z pl. Teatralnego. Świetna organizacja Półfinału Mistrzostw Polski Młodzików 2011 w Wałbrzychu to w dużej mierze jego zasługa. Część nagród, które można było wygrać podczas tamtej imprezy załatwił pan Janusz, a ja sam wygrałem jedną z nich (wizyta u fryzjera w Gorcach). W sezonie 2011/12 pan Szmidt odpowiadał za organizację pojedynków młodzików. Nie myślcie sobie jednak, że to człowiek jednowymiarowy. 

Obok roli organizatora jest też charakternym kibicem. Na meczach młodzików i kadetów głośno mobilizował Bartka, który akurat stawał na linii rzutów wolnych. Jego głośne, ojcowskie "Przyłóż !" roznosiło się po całej hali. Indywidualne pokrzykiwania uzupełniał dopingiem dla całej drużyny, często przyłączając się do najzagorzalszych kibiców. Pan Szmidt nie boi się krzyknąć głośniej, a najlepiej czuje się w roli "bębniarza". Pan Janusz to osoba bardzo kontaktowa, zawsze otwarta na współpracę i dyskusję na temat wszystkiego, co łączy się z wałbrzyskim basketem. W pewnym sensie, jest człowiekiem od wszystkiego, bo łączy w sobie zadania pozornie nie mające ze sobą nic wspólnego. To on opłaca sędziów, zakłada i ściąga banery reklamowe, a nawet podsyła na naszą stronę internetową www.gornik.walbrzych.pl wieści z biało-niebieskiego świata. W ocenie gry starszego syna jest obiektywny, a często nawet krytyczny.

Bartka Szmidta znacie dobrze. Imponujący warunkami fizycznymi wychowanek biało-niebieskich ma ledwie 14 lat, a w dopiero co zakończonym sezonie był członkiem ekipy młodzików i kadetów. Ponadto, urodzony w 1998 roku Szmidt występuje w kadrze wojewódzkiej rocznika 1997, a swojej kategorii wiekowej był najlepszym strzelcem rozgrywek. W kwietniu Bartek wspomoże młodzików wrocławskiego Śląska w walce o półfinał mistrzostw Polski. O ile kierunek jego wypożyczenia może być kontrowersyjny, to każda możliwość grania w tym wieku jest na wagę złota. 
 

wtorek, 27 marca 2012

1 na 1 - odcinek 1


Rozpoczynamy z Mattim nasz nowy cykl. Już na starcie różnimy się poglądami. I dobrze. Oto pierwsza poruszona przez nas kwestia.

Kto w zespole Górnika poczynił największy postęp ?


Matti 
administrator oficjalnej witryny koszykarskiego Górnika, 
ekspert od spraw kibicowskich, młynowy, student Politechniki Opolskiej

- Adrian Stochmiałek - kiedy mówi się o największych postępach w zespole to od razu myśli ciągną do młodych zawodników. Owszem wielu (jeśli nie wszyscy nasi młodzi zawodnicy) zrobili postęp, ale dla mnie osobiście zdecydowanie największy postęp zrobił Adrian Stochmiałek. Kefo przeobraził się z zawodnika, który w I lidze nie znaczył nic, z zawodnika bez obrazy "bezjajecznego" w zawodnika, który przewodził całej hordzie młodych biało-niebieskich wojowników. Ktoś powie, to tylko III liga, tam grają sami amatorzy. Lecz nawet w takiej lidze trzeba umieć sobie poradzić.A Adrian poradził sobie niesamowicie.W trudnych momentach potrafił jednym zagraniem poderwać całą publiczność to fenomenalnego dopingu, jednym blokiem zniszczyć psychikę rywala i pokazać że za jego plecami jest tłum fanatyków w biało-niebieskich barwach, który stanie za jego drużyną murem. Co parę sezonów zmienia się w naszej ekipie taki koszykarz, który potrafi w pojedynkę porwać Górników do walki. Kiedyś takimi zawodnikami byli Wojciech Kukuczka, Marcin Stokłosa, Kris Clarkson, JJ Montgomery, Adam Waczyński, Łukasz Muszyński czy Marcin Sterenga. Teraz jest Adrian Stochmiałek i tak jak wcześniej wspominałem radzi sobie fenomenalnie. Chwała mu za to że w tych trudnych chwilach dla ekipy biało-niebieskich (które mam nadzieję już minęły) pozostał w Górniku i pomógł w tym, żeby ten utytułowany klub nie zginął. Dlatego więc uważam, że największy postęp, w porównaniu z zeszłym rokiem zrobił Adrian Stochmiałek.
Dominik
autor bloga i programów meczowych "Górnicy", 
administrator oficjalnej witryny koszykarskiego Górnika, student Uniwersytetu Wrocławskiego

- Paweł Maryniak. Nie był to łatwy wybór, bo praktycznie każdy z biało-niebieskich, którego mogliśmy oglądać w akcji w sezonie 2011/12 zrobił krok do przodu. Kacper Wieczorek zaczął trafiać z dystansu, a najmłodszy w zespole Szymon Jaskólski pokazał, że nie boi się nikogo. W porównaniu jednak z rozgrywkami juniorskimi, największy progres wykonał "Maryna". Pamiętam jego mecze w zespołach młodzieżowych, gdzie dobre spotkania przeplatał bardzo słabymi, często nie zdobywając nawet punktów. Nasz rozgrywający nauczył się efektywnie wykorzystywać swoją szybkość i dynamikę, stabilizując przy okazji formę. Nie bez przyczyny przed sezonem trener Chlebda zrobił z niego kapitana zespołu (do momentu powrotu Stochmiałka), a zebrani w sali konferencyjnej dziennikarze nie potrafili rozpoznać nazwiska "Maryniak" z tłumu. Dziś już chyba na dobre nauczyli się tego nazwiska. Paweł na boisku zawsze daje z siebie naprawdę wszystko, czego dowodem były koszmarne skurcze w wyjazdowym meczu w Kątach Wrocławskich, eliminujące go w trzeciej kwarcie z meczu . O postępie "Maryny" z resztą pisałem już wcześniej. Pawłowi dzielnie kibicuje jego starszy brat, który jest nie tylko wiernym kibicem biało-niebieskich, ale i autorem baneru tego bloga.