Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kk wałbrzych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kk wałbrzych. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 lutego 2014

Wspomnień czar. Ile się zmieniło?

Tomek mocno nacisnął na pedał gazu, rozpędzając swój pojazd na obwodnicy Wrocławia. Było całkiem ciepłe, słoneczne marcowe popołudnie 2012 roku, gdy pędziliśmy na południe na przekór przepisom ruchu drogowego. Przez szybę samochodu obserwowałem poetycki zachód słońca, będący zwiastunem, byłem o tym przekonany, przepięknego koszykarskiego wieczoru. Choć ich wtedy o to nie pytałem, to wiem, że pozostała trójka zagorzałych kibiców z tomkowego samochodu była na pewno podobnego zdania. Trzecioligowe derby Wałbrzycha pomiędzy Górnikiem a KK były naszym długo oczekiwanym wydarzeniem sezonu.

Teren wokół hali przy Pl. Teatralnym nie pozostawiał złudzeń, że da się gdzieś zaparkować. Stajemy więc za rogiem i biegiem rzucamy się w kierunku malutkiej hali sportowej, niegdyś rzeźni, dla której derbowy mecz Górnika z KK był, jak się później okazało,ostatnim momentem świetności w długiej, 65-letniej historii.

To, co wydarzyło się później, będę chyba pamiętał do końca życia.

„Teatralna” rozpostarła przed nami swoje wrota prowadzące na trybuny. Jeszcze przed wejściem do środka dobiegają do nas głosy z wewnątrz. Ogłuszający doping kibiców przyprawia mnie o ciarki. Gdy wkraczam na trybuny w połowie pierwszej kwarty, przeżywam szok. Tonący w morzu konfetti tłum kibiców zajmuje całą wolną przestrzeń. Na parkiecie zażarty pojedynek dwóch światów: młode wilki, reprezentujące odbudowującego się krok po kroku ze zgliszczy Górnika podejmują celujący w II ligę i złożony z weteranów KK Promet. Klub X, budowany przez lata w oparciu o tradycję, zmierzył się z klubem Y, powstałym z pasji do koszykówki oraz z poczucia zniesmaczenia polityką klubu X.

To nie był zwykły mecz. Koszykarze walczyli o panowanie w koszykarskim Wałbrzychu. Za jednymi murem stali kibice, za drugimi przemawiały wyniki. Nikt tego wieczoru nie zamierzał odpuścić. Były obelgi z trybun, była walka o każdą piłkę. Derby Wałbrzycha przypominały nieco nielegalny pojedynek bokserski gdzieś w ciemnym, zapomnianym przez Stwórcę zakamarku miasta. Pojedynek jakże nieistotny dla zewnętrznego świata, a jednocześnie śmiertelnie poważny dla wszystkich zgromadzonych w przestarzałym obiekcie. Pojedynek, gdzie jedni marzyli o zaciągnięciu do narożnika drugich w celu zadania serii powalających ciosów.


Młodość ostatecznie uległa doświadczeniu, choć prowadziła do przerwy. Porażka młodych Górników z KK 76:81 napawała w rzeczywistości optymizmem, bo choć nie udało się utrzeć nosa faworytom, to misja napędzenia strachu i zwyczajnego w świecie postawienia się będącego wtedy jedną nogą w II lidze KK Prometowi została wykonana pomyślnie. Rewanżu za ponad 50-punktową porażkę w pierwszej fazie sezonu nie było, ale wstydu także nie. Był postęp i nadzieja na lepsze czasy. To kibicom biało-niebieskich wtedy wystarczyło. Derby Wałbrzycha pozostaną najbardziej ekscytującym meczem Górników od czasu piątego meczu playoffs I ligi 2007, gdy w Wałbrzychu poległo Sportino Inowrocław z Krzysztofem Szubargą i Łukaszem Wichniarzem w składzie (Tak, dla mnie bardziej ekscytującym niż wygrana z Turowem, Śląskiem i Asseco Prokomem w Ekstraklasie).

I jeszcze cytat z derbowego wpisu na blogu:

Gdy wracałem po meczu do domu, zobaczyłem zamyślonych trenerów Smaglińską i Młynarskiego kierujących się w stronę opustoszałej ul. Nowy Świat. Było w tym coś refleksyjnego. Duet trenerski zmierzał wydawałoby się donikąd, a uliczna pustka odzwierciedlała to, czego zespołowi Prometu brakuje najbardziej - oddanych kibiców. Pusto, ciemność... Zastanawiem się, dokąd zmierza ten klub. Jaka jest jego przyszłość? 

Blog "Górnicy", 8.03.2012

Pomimo marcowej wygranej w derbach rozmyślałem na blogu o przyszłości KK Prometu. Już wtedy wielu z nas przecież było przekonanych, że Wałbrzych jest za ciasny na dwie koszykarskie drużyny. Wiele mogło się zmienić, gdyby KK Promet awansował do II ligi po barażach, które ostatecznie zrobiły młodemu wałbrzyskiemu klubowi wielkiego psikusa (sygnał ostrzegawczy dla Górnika 2013/14).

Awansu ostatecznie nie było. Pieniędzy na dwa kluby także. Jedni i drudzy postanowili więc zacisnąć zęby i w palącym lipcowym słońcu podpisać porozumienie o połączeniu. Tak powstał dobrze nam znany twór KK Górnik Wałbrzych. Ile zatem, po prawie dwóch latach, Górnika w KK Górniku, a ile KK Prometu w KK Górniku? Ile zmieniło się w wałbrzyskiej koszykówce od pamiętnych derbów? Oceńcie sami:




poniedziałek, 5 marca 2012

Spacer po linie

Kuba Kołodziej trafił w ostatniej sekundzie za trzy w kontrowersyjnych okolicznościach, dając tym samym remis KK Prometowi Wałbrzych w meczu z Maximusem Kąty Wrocławskie. Remis otworzył szansę na zwycięstwo w dogrywce, którą to szansę "prometeusze" skrzętnie wykorzystali. Sobotni triumf podtrzymał nadzieje KK na wygranie rywalizacji w lidze, która przedłuża szansę na awans do II ligi. Nie widziałem tego meczu, ale ogrom wysiłku włożony w zainkasowanie dwóch punktów potwierdza jedynie, że w tym zespole coś solidnie zgrzyta. Z perspektywy biało-niebieskich okularów na nosie nie ma chyba lepszego momentu by rozegrać derby. OK, wciąż to nie Górnik jest faworytem środowego starcia, ale biorąc pod uwagę koszmarne męki KK (Pamiętacie ich mecz ze Wschową ? Męki !) iskierka nadziei tli się jakby mocniej.


Koszykarze Prometu najwyraźniej gustują w sportach ekstremalnych, bo ostatnie mecze ze Wschową i ten sobotni z Maximusem potwierdzają tylko ich zamiłowanie do spacerów po linie. Przytłoczeni koniecznością odnoszenia zwycięstw, ograniczeni brakiem możliwości potknięcia, które skreśla jakiekolwiek szanse na awans, "prometeusze" negatywnie zaskakują. Rzutami na taśmę udało się ograć Wschowę i Maximus. Balans po cienkiej linie jest szalenie niebezpieczny, a w środę lwia część publiczności szarpiąc za tą nieszczęsną linę będzie wyprowadzać z równowagi i ściągać podopiecznych Ewy Smaglińskiej i Mieczysława Młynarskiego ku ziemi.

Największym rywalem KK na świetlistej drodze, prowadzącej do baraży jest wspomniana ekipa ze Wschowy, z którą ... Górnicy grają w sobotę. Ha ! Ale się ułożyło. Biało-Niebiescy przejęli spektakl, stając się reżyserem finałowej sceny.

Pytanie na najbliższe dni jest proste: Jak długo jeszcze KK Wałbrzych utrzyma się nad przepaścią ?

piątek, 2 marca 2012

Czas na rewanż




 (7-9) Górnik Wałbrzych - (11-3) KK Promet Wałbrzych
 środa, 7.03 - pl. Teatralny, godz. 18

Jeśli jest noc, musi być dzień, jeśli łza – uśmiech.

              Jan Twardowski

Zaczęło się od łzy. 

Pomimo tego, że było piękne wrześniowe popołudnie, spuściliśmy głowy w geście rozpaczy, bezradności. Jedne z ostatnich ciepłych promieni słońca 2011 roku nijak miały się do naszego nastroju. Znaleźliśmy się w bardzo posępnym, mrocznym miejscu. Czuliśmy się jak ofiary napadu rabunkowego w ciemnej uliczce.

Zaczęło się od nocy.

Wynik był niczym wyrok. 60:110. Wychodząc z hali powtarzaliśmy sobie: "Nadzieja umiera ostatnia". Nie było nam łatwo, bo nasza ukochana biało-niebieska gromada sięgnęła dna. A raczej narodziła się na nowo z popiołów bezradności i niewypłacalności. Jak to trzeźwo przyznał prezes: "Były lata tłuste, czas na chude". Ale żeby aż tak !? Przegrywamy w trzecioligowym debiucie z lokalnym rywalem.  Rywalem, który po parkietach biega dopiero od trzech lat, którego personalia opierają się na niegdyś biało-niebieskich najemnikach, których drogi z naszym klubem bezpowrotnie się rozminęły. Rebeliancka grupa KK Wałbrzych rozniosła naszą nieopierzoną młodzież w pył. Byliśmy jak raniona antylopa zewsząd otoczona drapieżnikami w samym środku sawanny. Bez szans na ucieczkę. Nie zrodziliśmy się z popiołów niczym feniks. Takie historie to tylko w bajkach. Stawiliśmy czoła rzeczywistości.

Od tego wrześniowego popołudnia minęło pół roku. Po bolesnych ranach w postaci porażek z takimi tuzami koszykówki jak WSTK Wschowa, Maximus Kąty Wrocławskie czy KKS Siechnice przyszło ukojenie. Ukojenie w postaci zemsty. Blizny goją się szybko, a po nocy zawsze jest dzień. Po łzie zawsze przychodzi uśmiech. 

Odmienieni, wzmocnieni podkoszowym talizmanem wychodzimy na prostą. Uśmiech pierwszy raz pojawił się po pokonaniu u siebie lidera ze wspomnianych Siechnic. Od tego czasu czterokrotnie na pięć podejść kończymy pojedynek bynajmniej nie na tarczy. Do naszej ukochanej choć wysłużonej hali-staruszki zagląda coraz więcej kibiców. Byliśmy na dnie. Widzieliśmy na własne oczy rozpacz, a kostucha była na wyciągnięcie ręki. Od dłuższego czasu płyniemy jednak na drugą stronę Styksu. Wracamy do świata żywych. 

Mija pół roku, a nadzieja jak się nas trzymała, tak trzyma. Do rewanżowego pojedynku z wałbrzyskimi "prometeuszami" nie podchodzimy już ze straconej pozycji. Jesteśmy świadomi swojej siły, ale i słabości. Zagramy z determinacją, wiarą w końcowy sukces. Piszę "my", bo jako kibice identyfikujemy się biało-niebieskimi nie tylko w momencie ich iście feniksowego zrywania się do lotu. Jesteśmy z Górnikiem od czasu popiołów. Będziemy z Górnkiem też w środę, gdy to jeszcze raz staniemy za nim murem w - co by nie mówić - trudnym pojedynku.

Żarty dawno się skończyły. Spotkania lokalnych drużyn nie jawią się jako przyjacielskie. Nie mogą takie być. Jedni z drugimi spotykają się na różnych polach, czasami podkopują swoje pozycje, łapią za topory wojenne lub tworzą "wilcze doły" po nocach. Ulepione z terminarza już przed rokiem (młodzicy !) derby Wałbrzycha w koszykówce zredefiniowały nasze pojęcie tego terminu. Derbami przestały być pojedynki ze Śląskiem, teraz gdy myślimy o derbach, przed oczami stają nam "prometeusze".

Nasi środowi rywale zagrają z ostrzem na gardle. By jeszcze raz dotknąć czubkiem palca Olimpu w postaci trzecioligowych baraży, nie mają prawa się potknąć. Zbyt często już w tym sezonie dopieszczony personalnie zestaw zawodników zawodził, potykał się w najmniej oczekiwanym momencie. Ten rok miał być dla nich łatwiejszy, przyjemniejszy. W środę wszystko postawią na jednej szali. Wóz albo przewóz. Awans albo dogorywanie w nadziei, że na ich domowych meczach stypę zastąpi sportowa atmosfera.

W środę pasjonaci zmierzą się pasjonatami. Zakochani w koszykówce biało-niebiescy podejmą nie mniej zakręconych na jej punkcie czerwono-czarnych. Koszykówka doczekała swojego derbowego święta. Choć u nas rozczłonkowana i dwubiegunowa, Wałbrzych ją kocha.