Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurzepa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurzepa. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 stycznia 2014

Ucz się, ucz, bo nauka to potęgi klucz


Gdy staram się sięgnąć pamięcią do czasów dzieciństwa i przypomnieć sobie powiedzonka mojego taty, które po dziś dzień siedzą mi głowie, od razu myślę o: „Ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz”. Strasznie wyświechtane i niezwykle banalne powiedzenie, pomyślicie, ale to właśnie może dzięki niemu nigdy nie miałem większych problemów w szkole i za swoją największą wpadkę uważam zdobycie 0,5 punktu z kartkówki z matematyki w gimnazjum (na 16 możliwych do zdobycia). 

Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy miał ojca, który do znudzenia lubił rzucać tego typu hasła. Podczas ostatniego meczu Górnika z Siechnicami kibice skandowali „Gdzie jest Kurzepa?”, domagając się wpisania do protokołu meczowego najzdolniejszego juniora biało-niebieskich, od początku sezonu przegrywającego rywalizację o miejsce w składzie z weteranem Mariuszem Karwikiem, a ostatnio nawet z rzecznikiem wałbrzyskiej straży pożarnej, Pawłem Kalińskim.

Nieobecność Szymona Kurzepy w składzie seniorów tłumaczona jest jego niedociągnięciami w sferze edukacyjnej. Nasz niepokorny zawodnik zalicza na tym polu wpadki, co blokuje mu podobno miejsce w III lidze, ale w lidze juniorów szkolny performance nie odgrywa już żadnej roli, bo Szymon gra w każdym meczu.

Oderwijmy się na moment od naszego regionu. Jak wygląda sprawa edukacji koszykarzy za Oceanem?

Przeczytajcie:

Początkowo uważałem, że Daequan, nasz pierwszy rezerwowy ze śr. 10 pkt/mecz, zwariował opuszczając tak wcześnie uczelnię (po pierwszym roku – przyp.) Zmieniłem zdanie, gdy w jego pokoju w akademiku znalazłem pięciostronicowe wypracowanie ocenione na 0%. Na samej górze tylniej strony profesor napisał: „To oczywiste, że nie przeczytał Pan tej książki i przez to nie miał Pan pojęcia co trzeba zrobić w wypracowaniu. Pańskie zadanie zostało w całości wykonane nie na temat i nie ma żadnego związku z zajęciami. Proszę odwiedzić mnie w moim gabinecie jeszcze w tym tygodniu”.



Wciąż nie mogę uwierzyć, że profesor nie wykorzystał tej świetnej okazji i powstrzymał się od cytatu z filmu „Billy Madison”: „To, co tutaj wypisałeś to zbiór najbardziej idiotycznych wypocin, jakie w życiu czytałem. W tym całym bełkocie i niespójności wypowiedzi nie byłeś nawet blisko czegokolwiek, co można by podpiąć pod termin „racjonalna myśl”. Każdy, kto miał okazję to czytać w naszym instytucie, czuje się teraz głupszy. Wystawiam ci całe 0% i niech Bóg zlituje się nad twoją duszą”. (…) Usiłuję powiedzieć, że Daequan nie bardzo nadawał się do studiowania na wyższej uczelni i jego szybkie przejście na rynek pracy było prawdopodobnie dobrym pomysłem.

Ten długi cytat pochodzi z kapitalnej książki Marka Titusa „Don’t Put Me In, Coach", którą mam przyjemność teraz czytać. Tytuł jeszcze nie został przetłumaczony na język polski (i się chyba na to nie zanosi, bo rynek zbytu w RP na tytuły związane z amerykańską koszykówką akademicką jest zbyt mały), ale pozwoliłem sobie na chałupnicze tłumaczenie ciekawego fragmentu, traktującego o nauce. Opowiadającym jest oczywiście Titus, przyspawany przez cztery lata do ławki rezerwowych gracz świetnego uniwerku Ohio State, gdzie razem z nim występowali Greg Oden, Mike Conley, Evan Turner i …. wspomniany w tym fragmencie Daequan Cook.

Po roku na uczelni Ohio State, Cook zgłosił się w 2007 roku do draftu NBA, gdzie w pierwszej rundzie wybrali go Philadelphia 76ers, szybko oddając prawa do Miami Heat. W 2009 roku Cook wygrał konkurs rzutów za trzy podczas Meczu Gwiazd, a w 2012 roku był zmiennikiem w Oklahoma City Thunder, z którymi dotarł do finałów NBA. Tyle, jeśli chodzi o jego sukcesy. Ostatnio występował w Eurolidze i Eurocup, w ukraińskim Budyvielniku Kijów, gdzie po trzech miesiącach, czyli w połowie stycznia tego roku, podziękowano mu za usługi. Obecnie szuka klubu. W NBA Cook zagrał w 374 meczach, notując śr. 6.4 pkt i 36% skuteczności za 3 w sezonie regularnym i 3.0 pkt i 32% za 3 w playoffs. Gwiazdą nie został (nie zapowiadał się na nią), ale nie można raczej stwierdzić, że jego kariera to pasmo niepowodzeń. I to wszystko pomimo tego, że nie był „orłem” w szkole, choć porównywanie go z „orłem” to w tym przypadku duże nadużycie, bo raczej rzadko się zdarza zebrać 0% (czy tam 0 pkt) z wypracowania (mój najgorszy wynik to wspomniane 0,5 pkt z przeklętej matmy).

Tak to się robi w Ameryce.

Wsiądźmy teraz do komfortowego samolotu niemieckich linii Lufthansa i powróćmy po przesiadce w Niemczech do Rzeczpospolitej. Polskiego Daequana Cooka daleko szukać nie trzeba. Jeszcze cięższe przeboje na swojej wyjątkowo krętej edukacyjnej drodze miał Bartłomiej Ratajczak, który na ewentualny przydomek „orzeł” pracował bynajmniej nie w szkolnej ławie, ale na koszykarskich parkietach. Pal licho "Rataja". 

Jest jeszcze ktoś:

Nie zdałem w pierwszej klasie liceum i chyba to się nadal za mną ciągnie. Wszyscy dookoła namawiali mnie aby skupić się na grze w koszykówkę. O ile się nie mylę grałem już wtedy w drużynie seniorów, we wszystkich juniorach, juniorach starszych i tyle ile meczów było w tygodniu, tyle dni opuszczonych na lekcjach. Nauczyciele szybko pokazali mi gdzie jest moje miejsce. Od tamtej pory tak się wstydziłem, że nie potrafiłem rodzicom spojrzeć w oczy. I wtedy mi powiedzieli: „Widzisz, tylu ludzi chciało byś grał w koszykówkę, a ilu Ci pomogło w tak trudnym momencie?”. Potem jednak zrobiłem dwa kierunki, dwa fakultety i jestem magistrem. Wstyd zadziałał na mnie mobilizująco.    

To słowa niejakiego Rafała Glapińskiego (całość tutaj). RAFAŁA GLAPIŃSKIEGO. Tego samego, który stanowi o jakości trzecioligowego Górnika, a w przeszłości z powodzeniem (i w różnych barwach) zaliczył wszystkie pozostałe ligowe szczeble w polskiej koszykówce. „Glapa” miał swoje problemy w szkole, podobnie jak Kurzepa zaliczył „zimowanie” w liceum. Rafał szybko jednak się „ogarnął” i tego samego (oraz podobnej kariery zawodowej) trzeba życzyć Szymonowi. Wierzę, że Kurzepa dostanie swoją szansę jeszcze w tym sezonie, tak jak przed ponad dekadą zaufano "Glapie", choć w grę nie wchodziła przaśna III liga, a poważne rozgrywki na zapleczu ekstraklasy.

Nie każdy koszykarz radzi sobie w szkole. Nie każdy może stać się drugim Hubertem Radke z Rosy Radom, który robi doktorat. Tak to już jest. Problemy mieli i Cook, i Ratajczak, i Glapiński. Wszyscy jednak otrzymali swoją szansę w dorosłym baskecie. 

Jak będzie z Szymonem Kurzepą?

niedziela, 26 stycznia 2014

Trochę werwy przed długim okresem przerwy


(11-1) Górnik Wałbrzych - (2-10) KKS Siechnice 83:53 

Z pieśnią na ustach, zmierzaliśmy wąską uliczką na parking do naszego minibusa, dźwięk samochodowego klaksonu zaburzył nasze śpiewy. Białe kombi na wrocławskich blachach zatrzymało się koło nas. Siedzący za kierownicą starszy pan opuścił szybę i powiedział: „Wygracie tą ligę na pewno. Nie jestem od was, ale wam kibicuję, w końcu jesteśmy z tego samego regionu. Powodzenia w barażach!”

Blog „Górnicy”, 11.11.2013

To zadziwiające, ale już po pięciu kolejkach starszy pan z kombi oczyma wyobraźni widział biało-niebieskich w barażach o awans do II ligi. Było to po wygranej Górnika w Siechnicach 102:84. Lwia część wałbrzyskich entuzjastów koszykówki potrzebowała dwóch kolejnych miesięcy by przyznać temu tajemniczemu facetowi rację. 

KKS Siechnice, skromnego klubiku z najlepszym strzelcem ligi, 23-letnim Damianem Oswaldem, nie wolno lekceważyć. Przekonałem się o tym podczas obserwacji naszych w starciu w podwrocławskiej mieścinie. Niech was nie zmyli końcowy wynik - Górnicy zaczynali czwartą kwartę z jedynie pięcioma punktami przewagi. Teraz było zresztą podobnie – chwila rozluźnienia w drugiej kwarcie przyniosła serię punktową gości i trzy celne rzuty dystansowe Oswalda, przybliżające KKS do remisu.  

Na całe szczęście to nasi lepiej atakowali „deskę” i stosowali bardzo ciekawe wstawki wysokiej obrony na całym boisku i od linii środkowej (Rick Pitino byłby dumny). Te wysokie podwajania (i potrajania) przynosiły przechwyty, kontry i punkty. Nie wiem czy jest to związane z niezbyt przekonywującą jakością gry sobotniego rywala, czy może po prostu z progresem w organizacji gry wałbrzyszan, ale Górnik wyraźnie poprawił komunikację. Jest mniej strat, więcej zespołowych akcji, a i piłka sprawnie krążyła po obwodzie, niczym zawodowa groupie koszykarzy NBA po hotelowym korytarzu..  

W drodze powrotnej do domu, w głowach koszykarzy z Siechnic (a raczej z Wrocławia, nie oszukujmy się) zapewne kołatały różne myśli:

  1. Przegraliśmy z liderem. Nie ma się czego wstydzić, tym bardziej, że przyjechaliśmy bez trenera.
  2. Fajna ta hala w Wałbrzychu (Oswald: „Noo…Tylko obręcze jakieś takie sztywne”)
  3. Tyle śniegu to ostatnio widzieliśmy rok temu. Było to… też chyba w Wałbrzychu.

Szkoda jedynie, że ostatni mecz naszych koszykarzy przed 1,5 miesięczną przerwą przyciągnął niewielu kibiców. Niska temperatura za oknem kazała widocznie pozostać w domu. Kibice uznali, że ciepło domowego ogniska rozgrzewa lepiej niż boiskowa postawa Górników. Jak to powiedział Silvio z Klubu Kibica, facet od photoshopa miałby sporo roboty by zapełnić trybuny Aqua-Zdroju.

Swoje słabsze momenty mieli też ci, którzy pomimo sopli pod dachami i lodem pod stopami, dotarli do hali. Nie wiem czy pamiętacie, ale w przeszłości koszykarze Górnika cierpieli na tzw. „syndrom trzeciej kwarty”, gdy to po dobrej pierwszej połowie notowali fatalne przestoje w trzeciej części meczu. Było to ponad dekadę temu, w czasach gdy Rafał Glapiński stylizował się na Allena Iversona, trenerem był obecny komentator Polsatu Sport News, Grzegorz Chodkiewicz, a najlepszym skrzydłowym zespołu był Litwin o imieniu Tadas. W dzisiejszym trzecioligowym ciemnogrodzie syndrom zmutował się i przeniósł na trybuny. To właśnie w trzeciej kwarcie górniczy „młyn” od kilku meczy świeci pustkami. Jeżeli jesteście przesądni i wierzycie w horoskopy, układ gwiazd i tego typu niestworzone rzeczy, wińcie syndrom. Jeżeli za to twardo stąpacie po ziemi, obwiniajcie barek z alkoholem w hotelowej restauracji obok hali.

GÓRNICY W AKCJI:

#13 Borzemski – w miejsce kontuzjowanego Mateusza Myślaka wychodzi w pierwszej piątce. Pudłował z dystansu i półdystansu. Przy każdej próbie piłka ocierała się lekko o obręcz, tak jakby „Borzem” rzucał nieco za lekko. Z racji służbowych obowiązków, przywykł do koszy osirowskich.
#6 Fedoruk – w drugiej połowie wyszedł w eksperymentalnej piątce razem z Maryniakiem, Krzymińskim, Ratajczakiem i Glapińskim. Wiek tej piątki graczy:  21, 21, 17, 23, 32 – tak młodego zestawienia w biało-niebieskich trykotach nie widzieliśmy od pamiętnego sezonu 2011/12 i występów Młodych Wilków Chlebdy  w pierwszym sezonie w III lidze. „Fedor” niczym nie zachwycił, raz kompletnie zaspał w ataku, gdy zamiast walczyć o zbiórkę, wrócił do obrony, zakładając, że ma miejsce zagranie z linii bocznej. Nie wiem ile w tym jego „zasługi”, ale był członkiem tej piątki, która dała Siechnicom podgonić wynik i zniwelować stratę na 26:22.
#18 Glapiński – „Bez niego wszyscy byśmy zginęli”. To słowa T. z Klubu Kibica po kolejnej dobrej akcji „Glapy”. Ok, Glapiński był ponownie najlepszym strzelcem zespołu, ale w jego grze bynajmniej nie chodzi o punkty, a o decyzyjność, ustawianie zagrywek i kreowanie kolegów. Lider biało-niebieskich, jednoosobowy filar podtrzymujący dość kruchą górniczą konstrukcję przed trudnymi czasami barażowych wichur i huraganów.
#19 Iwański – na trybunach niektórzy kpili z jego mocno przylegającego do ciała kostiumu z długim rękawem (ktoś tam powiedział, że „Iwan” prawdopodobnie wstydził się udostępniać swój tatuaż). Okazuje się, że w folklorystycznej III lidze pozwalają pod koszulką mieć dosłownie wszystko. Nikt by chyba nie zauważył, gdyby następnym razem „Iwan” wyszedł na parkiet w bluzie, kurtce lub prochowcu. Pomijając stylizacje naszego pierwszego środkowego, początek meczu w jego wykonaniu był mało zachwycający, bo zaczął się od dwóch pudeł spod kosza i bólu oka, który znokautował jego duch walki. Później Iwański robił co do niego należy, czyli wychodził na pozycję i czekał na podanie pod dziurę, które zamieniał na punkty.
#9 Józefowicz – koszmarnie wszedł w mecz, pudłując pierwsze pięć rzutów, co prędko  zliczyli jego najzagorzalsi fani z trybun. Jakoś tak w drugiej kwarcie odnalazł swój rzut dystansowy, kończąc mecz z czteroma „trójkami”. „Reguła Józefowicza” mówiąca, że na Aqua-Zdroju da się seryjnie trafiać za trzy działa! W rzutach zza linii 6,75 m wygrał bezpośredni pojedynek z Damianem Oswaldem z Siechnic w stosunku 4:3.
#14 Karwik – dość krótki występ, oparty bardziej na wyprostowaniu kości niż próbie prostowania wyniku.
#5 Kaliński – jeszcze rok temu był w zarządzie klubu, ostatnio postanowił reaktywować swoją karierę w III lidze. Z zawodu: strażak, z metryki: niespełna 38-latek. Troszkę z nie swojej winy stał się przykładem wałbrzyskiego modelu wprowadzania zdolnych juniorów do pierwszej drużyny.
#17 Krzymiński – najdłuższy występ w sezonie. Raz wbił się w „pomalowane”, prosto w gąszcz rąk rywali, co nie skończyło się dobrze. Innym razem udanie wykończył akcję w szybkim ataku. W kolejnym zagraniu nie zdążył w kontrze do podania „z głębi pola”. Wielu twierdzi, że stało się tak z powodu tej jego czupryny, która stawia zbyt duży opór powietrzu. Cóż, nieważne ile byś trenował, praw fizyki nie oszukasz. 
#10 Maryniak – sporo boiskowych minut ubranych we wpadki (patrz niżej) i przebłyski. W jego przypadku, co by nie napisać, wszystkim zgromadzonym w pamięci pozostaną upokarzające go pompki, które wykonywał na polecenie trenera w trakcie meczu.
#8 Narnicki – ulubieniec najzagorzalszych kibiców spotkał się z potępieniem trenera po spudłowaniu prostego lay-upa, który kosztował go powrót na ławkę. Nieco później, w duecie z „Maryną”, nie trafiali w jednej akcji sam na sam z koszem. Chwilę później ”Chudy” ratował twarz nurkowaniem po piłkę pod krzesełka ławki gości. Tyle jeśli chodzi o jego niedociągnięcia. Narnicki dobrze podwajał w obronie na całym boisku, skutecznie kończył akcje po szybkim przejściu do ataku i nawet trafił za trzy.
#20 Olszewski – w zastępstwie nieobecnego Stochmiałka wyszedł w pierwszej piątce. Chyba za bardzo wziął do siebie swój nowy pseudonim „Garbajosa” bo zdarzało mu się powygłupiać i rzucać do kosza z poza „pomalowanego”. 
#11 Ratajczak – gorzej nie mógł wejść w mecz, bo nie złapał trzech pierwszych podań i spudłował kilka rzutów. Szukał rehabilitacji w oczach kibiców, trenerów i kolegów, gdy podjął próbę wykończenia alley-oopa. Ostatecznie z najlepszej górniczej akcji od co najmniej trzech sezonów nic nie wyszło. Choć w ataku Ratajczak jest wciąż pokryty rdzą, to w obronie robi niezłą robotę. Jego skoczność bardzo przydaje się przy zbiórkach na zarówno atakowanej jak i bronionej tablicy.   
#XXX Kurzepa? - nasz najzdolniejszy junior (choć nie najpokorniejszy) jest wciąż poza składem, co zaowocowało ułożoną w formie pytania chóralną przyśpiewką ze strony kibiców. Szymon jest zgłoszony do rozgrywek i od trzecioligowego składu oddzielają go jedynie pewne drobnostki (niepotrzebne skreślić):

- oceny w szkole (hmm... serio?)
- poprawa relacji na szczeblu wewnątrzklubowym 
- 37-letni Kaliński
- 36-letni Karwik
- niepisana reguła jednego juniora w składzie (patrz: Maciek Krzymiński)
- hierarchia w zespole juniorów (przed Kurzepą wydaje się, że wciąż wieksze szanse ma inny zdolny junior, Damian Durski, który zresztą siedział już na ławce podczas meczu z WKK II we Wrocławiu)
- jednoczesna grypa żołądkowa wszystkich podkoszowych Górnika (odpukać)
- gigantyczna asteroida uderzająca w ziemię i pozbawiająca życia 80% ludzkości

Z bilansem Górnika jest trochę jak z moją nową, zimową czapką. Czapka wymykała mi się z kieszeni bądź rękawa kurtki już parokrotnie, ale zawsze (czasem przy pomocy życzliwych osób) znajdywała drogę powrotną na moją głowę. Podobnie jest z wygranymi biało-niebieskich, które kilka razy w tym sezonie o mało się naszym nie wymknęły, gdyby nie ktoś „życzliwy”, a raczej sportowo nadprogramowy (pozdrowienia dla „Glapy”). Tym razem nasi wygrali pewnie, co w tym sezonie zbyt często się nie zdarzało.

W marcu (końcówka sezonu w regionie) i kwietniu (baraże) ciąg dalszy emocji. 

piątek, 17 stycznia 2014

Zmiany, zmiany, zmiany...


W Górniku poważnie myślą już o zbliżających się wielkimi krokami barażach. Stąd pomysł wzmocnień zespołu pod koszem. Do biało-niebieskich powracają dwaj wychowankowie: Bartłomiej Ratajczak i Piotr Niedźwiedzki. Obok nich, na treningu znaleźli się Paweł Kaliński i Szymon Kurzepa. Cała czwórka została zgłoszona do rozgrywek, co wcale nie oznacza, że w komplecie w nich wystąpi. Dwa lata temu Górnik zgłosił do gry Błażeja Nowickiego, który ostatecznie do Wałbrzycha nie wrócił. Na dzień dzisiejszy największe szanse gry ma Ratajczak.

Ratajczak, foto kosz.doral.pl
Jednak to powrót Niedźwiedzkiego jest sporą sensacją. Zmagający się ostatnio z olbrzymi kłopotami zdrowotnymi wicemistrz świata U-17 wraca do gry po ponad rocznej przerwie. Popularny „Mydło” został zmuszony do zawieszenia swojej kariery z powodu problemów z sercem. Teraz powraca do wyczynowego sportu by pomóc Górnikowi w walce o II ligę. Niedźwiedzki wciąż jest graczem WKK Wrocław, a w Górniku będzie grał na zasadzie wypożyczenia. Jego powrót do gry to na razie spora niewiadoma. Niedźwiedzki na razie ma spore zaległości treningowe i nadwagę.

Ratajczak z kolei rzadko dostawał szansę na pokazanie swoich umiejętności w drugoligowym Doralu Nysa Kłodzko, dlatego na pewno liczy na odbudowanie się w trzecioligowym Górniku.

Do rozgrywek zgłoszeni zostali także Paweł Kaliński i Szymon Kurzepa, chociaż im o miejsce w meczowej dwunastce może być trudno. Szeroka kadra Górnika liczy obecnie aż 17-18 graczy, dlatego też jest z czego wybierać. 

Kaliński to 37-letni skrzydłowy, którego ostatnio mogliśmy oglądać jedynie w lidze amatorskiej w zespole IBIS Hotel (grał tam razem z zawodnikiem Górnika, Mariuszem Karwikem). W przeszłości występował w trzecioligowym Górniku Nowe Miasto, a w sezonie 2011/12 był członkiem zarządu Stowarzyszenia Górnik Wałbrzych 2010.

Kurzepa to nasz najzdolniejszy junior. Niespełna 18-letni koszykarz jest wychowankiem Górnika Nowe Miasto Wałbrzych, ma też za sobą wypożyczenie do młodzieżowego zespołu Turowa Zgorzelec. Do Górnika Kurzepa trafił w 2012 roku, po połączeniu KK Wałbrzych (grali jako Górnik Nowe Miasto w lidze młodzieżowej) z Górnikiem. W tym sezonie Kurzepa w lidze juniorów w 9 meczach notuje śr. 21.0 pkt (ani razu nie zdobył mniej niż 10 punktów). Grający na pozycji silnego skrzydłowego/środkowego junior występuje też w Wałbrzyskiej Amatorskiej Lidze Koszykówki „Aqua-Zdrój”, gdzie po 7 kolejkach notuje śr. 18.4 pkt i 8.0 zb.



Piotr Niedźwiedzki

Rok ur. 1993
Wzrost: 211 cm
Pozycja: Środkowy
 

Kluby:

 do 2008 - Górnik Wałbrzych (zespoły młodzieżowe)
2008-2011 - WKK Wrocław (II liga, zespoły młodzieżowe)
2011-2012 - Śląsk Wrocław (Ekstraklasa)
2012-2013 - Kotwica Kołobrzeg (Ekstraklasa)
2014-          Górnik Wałbrzych (III liga)


Kilka faktów z kariery Niedźwiedzkiego:

4. miejsce w Mistrzostwach Europy U-16 z reprezentacją Polski (2009) 10.9 pkt, 7.4 zb
Wicemistrzostwo Świata U-17 (2010), w turnieju: śr. 7.1 pkt, 4.4 zb
6. miejsce w Mistrzostwach Europy U-18 (2011), śr. 10.2 pkt, 5.4 zb
7. miejsce w Mistrzostwach Świata U-19 (2011), śr. 9.4 pkt, 5.6 zb
45 meczów w Ekstraklasie
MVP Meczu Gwiazd Basketball Without Borders 2010 - turnieju rozgrywanego pod egidą NBA dla 50 najlepszych młodych koszykarzy Europy.
Mistrz Polski juniorów starszych 2012 (z WKK) - 18 pkt i 7 zb w finale z Treflem Sopot, 65:53
Mistrz Polski juniorów 2011 (z WKK) - 31 pkt i 11 zbiórek w finale z Treflem Sopot, 77:74
Wicemistrz Polski kadetów 2009 (z WKK)

Najlepszy sezon w rozgrywkach ligowych: 2011/12, WKK Wrocław (II liga)

11/12 – 14 meczów, śr. 26.3 min, 15.5 pkt, 10.4 zb, 59/89 za 2 (66%), 1/10 za 3 (10%), 17/30 za 1 (57%)

Ostatni sezon w grze: 2012/13, Kotwica Kołobrzeg (Ekstraklasa)

12/13 – 14 meczów, śr. 14.0 min, 5.4 pkt, 3.3 zb, 50% za 2, 23% za 3, 48% za 1.

Ostatni oficjalny mecz: 14.11. 2012, AZS Koszalin – Kotwica Kołobrzeg 77:61 (Ekstraklasa), Niedźwiedzki: 17 minut, 7 pkt, 5 zb.

Rekordy w ekstraklasie:
Punkty: 12 (w Kotwicy, 6.10. 2012, vs Jezioro Tarnobrzeg, 94:90)
Zbiórki: 8 (w Śląsku, 5.01. 2012, vs. ŁKS Łódź, 71:49)
Bloki: 3 (w Śląsku, 11.01.2012, vs. Trefl Sopot, 77:85)
Minuty: 27 (w Kotwicy, 30.09.2012, vs. Anwil Włocławek 69:81)

CHARAKTERYSTYKA GRACZA na portalu POLISHHOOPS.PL - czytaj TUTAJ

Bartłomiej Ratajczak

Rok ur. 1991
Wzrost: 197 cm
Pozycja: Skrzydłowy

Kluby:

2009-2011 – Górnik Wałbrzych (Ekstraklasa, I liga)
2011-2012 – KK Promet Wałbrzych (III liga)
2012-2014 – Doral Nysa Kłodzko (II liga)
2014 -        -  Górnik Wałbrzych (III liga)


W Kłodzku w II lidze:

12/13 – 19 meczów, śr. 13.4 min, 4.4 pkt, 3.6 zb  31/74 za 2 (42%), 1/14 za 3 (14%), 19/28 za 1 (68%)
13/14 – 10 meczów, śr. 9.1 min,  4.0 pkt, 1.9 zb,  12/31 za 2 (39%), 0/0 za 3, 16/25 za 1 (64%)


Kilka faktów z kariery Ratajczaka:

4 epizody w ekstraklasowym Górniku (2008/09)
31 meczów w I lidze w Górniku (2009-11)
Zwycięzca III ligi dolnośląsko-lubuskiej z KK Wałbrzych 2011-12 (16 meczów, śr. 13.4 pkt – drugi strzelec zespołu za K. Kołodziejem)
Baraże o awans do II ligi 2011/12: 6 meczów, śr. 25.2 min, 9.0 pkt, 2.7 zb
29 meczów w II lidze w Nysie Kłodzko (2012-14)