Szukaj na tym blogu

wtorek, 11 października 2011

Nowe logo facebookowe

Facebooka strona kibica Górnika potrzebuje wyrazistości. Jako że mowa tu o koszykówce, a nie o Górniku Wałbrzych w całości, potrzebny był element nieco odmienny od oficjalnego loga, które z resztą różni się w zależności od punktu widzenia. Kibice identyfikują się z jednym logiem, włodarze z drugim. Powodów takiego obrotu sprawy jest wiele. Dodam tylko, że uwarunkowania prawne nie pomagają w tej sytuacji wcale. Dla kibiców GÓRNIK zawsze będzie jeden - nieważne czy jest piłkarski, czy koszykarski. Od strony formalnej nie wygląda to wszystko już tak różowo, bo oba klubu łączy oprócz nazwy niewiele.

Nowe logo zostało stworzone na potrzeby bloga, konta na facebooku oraz mojego widzimisię więc proszę nie przykładać do niego większej wagi. Moim planem było po prostu skupienie się na koszykarskiej stronie mocy :)

Logo kibicowskie tylko trochę przypomina te koszykarskie-oficjalne. A jak wygląda logo koszykarskie oficjalnie właśnie ? Wygląda tak:

Może się nam podobać lub nie, ale tak właśnie wygląda.

Przesiaduję teraz we Wrocławiu, co zamierzam skrzętnie wykorzystać. Jutro wybieram się do jaskini wroga, czyli do hali Orbita na mecz Śląska w ekstraklasie z Zastalem. Idę by popatrzeć, podpatrzeć, podłapać, porównać, ocenić. Wszystkiego po trochu.

W sobotę natomiast nasi grają w Siechnicach ligowy mecz z miejscowym KKS. Tak się składa, że Siechnice leżą pod Wrocławiem, więc chyba będę w stanie w sobotę się tam dostać (wrocławska linia podmiejska autobusów nr 900 zaprasza).

poniedziałek, 10 października 2011

Konto na facebooku

Ruszam z nowym projektem. Do blogu dołącza konto na facebooku. Plan jest jasny - szybkie, rzeczowe informacje na temat pojedynków wszystkich grup biało-niebieskich. Punkt widzenia pozostaje ten sam - kibicowski. Stronę postaram się wzbogacać zdjęciami, oraz wszystkim tym, co będzie użyteczne. Na facebooku będzie można także najszybciej (i najłatwiej) odnaleźć wpisy z bloga.

Na razie to tyle. Wszystko wyjdzie w praniu. Facebookowe konto jest tutaj.

sobota, 8 października 2011

Pan AA

Górnik Wałbrzych - Maximus Polkąty Kąty Wrocławskie 75:96

Górnik: Adranowicz 18, Murzacz 18, Łozowicki 13 (2x3), Wieczorek 13 (1x3), Maryniak 8, Grabka 3, Jaskólski 2, Hupało 0, Stopiński 0, Sulikowski 0, Mucha 0, Filipiak 0.

Trzecioligowy Górnik jest jak wymyślona budowa z klocków Lego. Elementy są nieustannie wymieniane - jeden dochodzi, drugi odchodzi, trzeci ma zostać rozpatrzony czy się nada, czy też nie, tymczasem element nr 1 (ten dopiero co wymieniony) może wrócić na swoje miejsce. Biało-Niebieska budowa została pozbawiona dwóch zawodników, którzy zawiesili swoje treningi w klubie. Oskara Pawlikowskiego i Damiana Pabisiaka zastąpili w składzie Aleksander Sulikowski (rocznik 1992, wychowanek Górnika, postać w zespołach młodzieżowych z tłumu się nie wybijająca) oraz on:

Ten pan z numerem 15 to nasz tytułowy "Pan AA". Anonimowy Alkoholik ? Aktywny Akwizytor ? Artysta-Anarchista ? Nie. Adam Adranowicz. Po prostu.

Adam Adranowicz to urodzony w 1991 roku wychowanek Górnika. W zespołach młodzieżowych przechodził wszystkie szczebelki po to, by po ukończeniu wieku juniora starszego zostać na lodzie. W pierwszoligowym Górniku miejsca nie znalazł. Jego karierę ratowali działacze z Nowego Miasta, wypożyczając jego kartę zawodniczą.  U rywala zza miedzy się sprawdził, więc pewnie by w nim został, gdyby nie decyzja o wystartowaniu Górników w III lidze. Dość prędko jego karta zawodnicza została przyciągnięta z powrotem przez biało-niebieski magnez. Magiczna karta AA stała się obiektem westchnień obu wałbrzyskich klubów, doprowadzając do lokalnych przepychanek pomiędzy włodarzami. Zaporowa cena wykupu spowodowała rychły powrót Adranowicza do Górnika. No i bardzo dobrze, że wrócił.

Szybko się okazało, że Adranowicz to wulkan energii. Właściwie to WULKAN. Pomimo ledwie 200 cm wzrostu skakał najwyżej, a mentalnie miał 20 cm wzrostu więcej. Mam słabość do zawodników, którzy równie często co w pionie, znajdują się w parterze walcząc o piłkę. To jest właśnie legendarny "wałbrzyski charakter". Dla Adama był to pierwszy mecz w dopingowanym Górniku. Pomimo tego, że był najstarszym graczem w zespole (20 lat !) miał prawo się spalić. Nie spalił się, choć gorący był, raz po raz pokrzykując na kolegów. Pan AA - Ascetyczna Adrenalina. Adranowicz to sportowy asceta - cierpiał dla zespołu, bijąc się pod tablicami za trzech, biegając do kontr oraz nurkując w sytuacjach beznadziejnych po piłkę. Cholernie chciał wygrać. Na trybunach przecieraliśmy oczy ze zdumienia, oglądając go w grze. AA to odkrycie tego meczu. Po tym jak w końcówce opuścił parkiet, coś przy ławce rezerwowych trzasnęło, huknęło i jeszcze w dodatku strzeliło. Adam ze złości coś rozwalił. Tak bardzo był zmobilizowany.

Co można powiedzieć o tym meczu ? Nasi ponownie starli się z wymagającym rywalem, ponownie brakowało sił. Ja jednak już widziałem plusy. Oczywiście nie zabrakło fatalnych podań, błędnych decyzji, pudeł spod kosza czy niewytłumaczalnych strat. Do plusów dodać należy pomysł na grę. Coach Chlebda eksperymentował w obronie, a w trzeciej kwarcie konsekwentnie nakazał grać akcje pick&roll, co przynosiło świetne efekty. Kapitalnie po zasłonie do ataku rolował się właśnie Adranowicz, a szybka gra z kontry pozwoliła zniwelować stratę w trzeciej kwarcie nawet do 9 punktów. Chlebda uczy górniczą młodzież gry kombinacyjnej, co wychodzi coraz częściej. Hubert Murzacz utrzymuje dobry poziom gry już drugi mecz, a Szymon Łozowicki z minuty na minutę coraz odważniej rezygnował ze strachu w oczach na rzecz trafionych rzutów. Tydzień temu do kosza nie dorzucał, teraz trafił z dystansu dwa razy.

Nie zmienia to faktu, że dziury w składzie są bardzo widoczne. Brak rezerwowego rozgrywającego i - przede wszystkim - środkowego. Doszedł do składu Adranowicz, ale odejście Pawlikowskiego problem pogłębiło. Brakuje nam centymetrów, co skwapliwie wykorzystali rywale. Na szczęście skład wciąż nie jest zamknięty, a wysocy być może się pojawią. 

Choć na trybunach bywało przaśnie, a do najzagorzalszych kibiców dołączyły postaci nowe, których folklor nie bardzo wpasowywał się w koszykarski świat, liczba dopingujących kibiców była najlepsza od wielu miesięcy.

Biało-Niebieskim dziękujemy za walkę i czekamy na to, co się wydarzy w przyszłości.

Ten film już widziałem

KADECI: Górnik - Sudety Jelenia Góra 134:56

Górnik: Szymanowski 26, Kołaczyński 22, Szmidt 22, Krzymiński 15, Dargacz 12, Sumiński 7, Durski 6,  Jeziorowski 6, Jarosiński 6, Kowalski 4, Kłyż 3 (1x3), Smoleń 2. 

Kojarzycie te momenty, gdy siedzicie w fotelu przed telewizorem i natykacie się na film, który już widzieliście wiele razy i dobrze znacie jego zakończenie ? Na film, którego dalszy ciąg potraficie przywołać bez zastanowienia. Chodzi o film, który niczym was praktycznie nie jest w stanie zaskoczyć.

Takie odczucie miałem już po pierwszych "scenach" z meczu kadetów. Ten "film" już widziałem. Nasi chłopcy duszą rywali pressingiem na całym boisku, co często przywołuje przypuszczenia, że piłka potrzebuje czegoś w rodzaju magicznej "zielonej karty" by znaleźć się na bronionej przez biało-niebieskich połowie. Jest to film z gatunku 'dramat', bo rywal ma niemałe problemy z koordynacją na linii dłoń-piłka-nogi, co prowadzi do happy endu pod atakowanym przez Górników koszem. Najwyraźniej forma jeleniogórzan opadła wraz z liśćmi, które pod nogami zwiastują nadejście jesieni.

Wygrana ta, choć z zespołem mało wymagającym, musi cieszyć. Zwłaszcza w trwającym sezonie, który kibiców nie zamierza rozpieszczać. Sezonie bardziej przypominającego srogiego ojczyma z patriarchalnej rodziny, niż tatę-św. Mikołaja, który obdarowuje raz po raz prezentami w postaci zwycięstw ukochanej drużyny.

Tym bardziej, że złych wieści z klubu nie brakuje. Ale o nich wkrótce. Cieszmy się tym co jest.

czwartek, 6 października 2011

Koszykarski weekend

Siedzę w pokoju w akademiku we Wrocławiu. Jest godz. 21:30, a za oknem tańczą fajerwerki (poważnie !). Nie wiem z jakiej okazji, może z tej, że koszykarski Śląsk, na zaledwie kilka dni przed otwarciem sezonu Tauron Basket Ligi, ruszył wreszcie ze sprzedażą karnetów ? Żarty żartami, ale to nie jest blog wrocławski. W najbliższy weekend biało-niebiescy, zarówno ci mniejsi, jak i ci trochę więksi, wyjdą na parkiet w roli gospodarzy. Musisz na ich meczach być ! Ja będę - wsiadam w pociąg i przyjeżdżam.

Oto rozkład jazdy:

SOBOTA 8.10

Kadeci: Górnik - Sudety Jelenia Góra, godz. 11, hala pl. Teatralny

Czwarta ekipa w Polsce zaczyna sezon meczem u siebie z Sudetami. Zapowiada się ciekawa rywalizacja, a na naszych kadetów, którzy dopiero co zakończyli wiek młodzika, czeka wysoko zawieszona poprzeczka.

Mini-Koszykówka: Górnik - Gimbasket, godz. 13:30, hala pl. Teatralny

Zabawa w koszykówkę młodziutkich chłopaków, już określanych jako górnicza melodia jutra, a może nawet pojutrza.

III LIGA: Górnik - Maximus Polkąty Kąty Wrocławskie, godz. 17, hala OSiR

Kolejna próba sił dla juniorów Chlebdy w starciu z trudną rzeczywistością. Rywal o wiele łatwiejszy niż ten derbowy. Łatwiejszy nie znaczy jednak łatwy. Oj nie, nie, nieeeee...

NIEDZIELA 9.10

Młodzicy: Górnik - WKK II Wrocław, godz. 15, hala pl. Teatralny

DZIEŃ WYBORÓW ! Po wizycie w lokalu wyborczym bezzwłocznie udajemy się na halę. Przyznam się, że o zespole młodzików Górnika wiem tyle ile o systemie wyborczym w Kongo. Oczywiście częścią zespołu jest Bartłomiej Szmidt, który przewyższa rywali wzrostem (i nie tylko). Oglądanie go zdobywającego 50 pkt w meczu może być ekscytujące.

Juniorzy: Górnik - WKK Wrocław, godz. 17, hala pl. Teatralny

24 h po meczu w III lidze lwia część zespołu zagra równie trudne spotkanie - tym razem w rozgrywkach juniorskich. Czy wytrzymają ? Czy starczy im paliwa na równorzędną walkę z mocarzami młodzieżowej koszykówki w Polsce ? Mi na pewno starczy ochoty by ten mecz zobaczyć.

wtorek, 4 października 2011

To i owo, ale zawsze GÓRNIKOWO

W sobotę juniorzy Górnika nie dali rady KK w III lidze. Porażka 62:110 ujmy nie przynosi, bo rywal silny, a Górnik jest na początku swojej drogi. Po spotkaniu wśród kibiców padały głosy, że ta "droga" może być bardziej kręta i wyboista niż się wszystkim wydaje. No i rzeczywiście szosa jest dziurawa, mokra, ośnieżona i co tam jeszcze sobie wymyślicie.

Ten, kto bacznie przyglądał się sobotnim zmaganiom biało-niebieskich, na pewno zauważył, jak wąskim składem grali nasi. Brak przyzwoitej rezerwowej opcji na pozycji rozgrywającego spowodował kataklizm w wyprowadzaniu piłki. Szymon Łozowicki, nominalny obrońca, w dwóch pierwszych próbach przeprowadzenia akcji z własnej połowy na tą atakowaną dwukrotnie piłkę tracił, nie radząc sobie z pressingiem rywali. Nasi dali z siebie wszystko, ale granie wąskim składem spowodowało zmęczenie liderów. 

Zaraz po meczu na parkingu przy hali "Blady" z Klubu Kibica mówił o tym, jak ciężki sezon czeka nie tylko zawodników Górnika, ale i kibiców. Skłamałbym pisząc, że do porażek KSG nie przywykłem po ostatnich dwóch trudnych sezonach w I lidze. Teraz ma być jeszcze gorzej. Jeszcze sromotniej. Doskonale wiemy jaka jest sytuacja w klubie, ale porażka boli w każdych okolicznościach. Jest z tym trochę jak z zahaczeniem kolanem o taboret, czy krzesło - choć nie wiem co zawsze zaboli. 

"Blady" utwierdzał nas w przekonaniu, że "chłopaki się zajadą", grając zarówno w trzeciej lidze, jak i w juniorach. Bingo. Dzień po klęsce z KK, Górnicy pojechali do Kłodzka na mecz z Nysą w lidze juniorów. Zakończyło się wiktorią gospodarzy 63:59 (15:5,19:12,22:19,7:23). Popatrzcie na kwarty. Drzemka w pierwszej połowie kończy się tragicznie. Szalona pogoń kończy się niepowodzeniem. Nasi nie są drużyną od Nysy gorszą. Ba, na stronie kłodzkiego zespołu wybuchła niemała euforia, bo ogranie wałbrzyszan nie jest tam codziennością...

Czyżby nasi podeszli do tego spotkania, jak to mawiał mój tata, "wypompowani" ?

Coś w tym jest. 

W tym meczu punktowali: Murzacz 27, Łozowicki 13,Pawlikowski 7,Ciuruś 6,Pabisiak 2,Mucha 2 , Stopiński 2.

Ok, w tym meczu nie zagrali Maryniak (15 pkt z KK), Wieczorek (13) i Grabka (2). Nie zagrali jednak dlatego, że wiek juniora już przekroczyli. Szansę dostali za to inni. Nie zmienia to faktu, że nasi juniorzy byli w Kłodzku faworytem. Chłopcy Chlebdy z każdym kolejnym meczem wyciągają lekcje. Na razie bardzo bolesne. 

Sezon zaczęli także młodzicy (rocznik 1998). Gracze Tadeusza Pogorzelskiego mieli łatwego rywala. Pokonali Gimbasket Wrocław 113:51. Pewnie w ogóle bym o tym nie pisał, gdyby nie wyczyn Bartlomieja Szmidta. Nasz środkowy zdobył aż 49 punktów, co zasługuje na uwagę w każdej kategorii wiekowej. Szmidt pochodzi z Gorc, trenuje drugi sezon, z rok starszymi kolegami zajął w kraju 4. miejsce, a rówieśników zdecydowanie przewyższa pod względem wzrostu. Ostatni taki punktowy wyczyn biało-niebieskiego koszykarza oglądaliśmy także w kategorii młodzików. Było to dwa lata temu, gdy w jednym z pogromów 62 pkt zdobył Dawid Kołkowski. Wyczyn Dawida był większy, bo Kołkowski nie jest graczem podkoszowym. 

No dobra, i co z tego ? Ano to, że Kołkowskiego w Górniku już nie ma, bo do siebie ściągnął go Śląsk. Co się stanie ze Szmidtem ? Chłopak ma wzrost, ma też możliwości - gra w kadrze wojewódzkiej z rok starszymi zawodnikami. W regionie jest znany. Mam złe przeczucia. Wy też ?

niedziela, 2 października 2011

Derby, derby i po derbach

KK Wałbrzych – Górnik Wałbrzych 110:62

„Młody panie, duch twój jest zbyt zuchwały, zważywszy twe lata. Widziałeś okrutne dowody mocy tego człowieka. Gdyby oczy twoje mogły spojrzeć na ciebie, a rozsądek twój pomógł ci w poznaniu siebie, obawa przed tą przygodą doradziłaby ci bardziej równorzędnego przeciwnika. Prosimy cię, dla twego własnego dobra, abyś poniechał tej próby i zechciał się ocalić.”

Nie są to słowa tajemniczego doradcy, skierowane do trenera Chlebdy przed starciem z rywalem zza miedzy. Jest to cytat mający kilkaset lat i pochodzi z jednej z komedii Shakespeare’a. Niemniej jednak, nie brakuje analogii pomiędzy wydarzeniami z soboty, a tymi z czasów, gdy po planecie stąpał autor „Romea i Julii”. „Ten człowiek” od „okrutnych mocy” to Kuba Kołodziej, który był nie do zatrzymania dla biało-niebieskich, kończąc spotkanie z 37 punktami. Trener próby „nie poniechał”, a Górnicy zagrali w młodziutkim składzie po raz pierwszy w III lidze.

Ostatnio pisałem, że nasi w dorosłych rozgrywkach nie raz odbiją się od ściany. Nie myliłem się. Momentami wyglądało to tak, jakby Górnicy chcieli przebić mur scyzorykiem. Nie ich wina. Przewaga fizyczna była zbyt wielka. Odczuli to wszyscy nasi zawodnicy, a najbardziej Hubert Murzacz, który raz po raz leżał na parkiecie, staranowany przez rywali.


Wynik mówi wyraźnie kto był lepszy. Z drugiej strony, w grze biało-niebieskich momentami było widać pomysł. Nasi starali się grać szybko, kombinacyjnie, odważnie, co czasami się udawało. Gdy tylko starczało sił (pierwsza kwarta), gra tej wałbrzyskiej młodzieży mogła się podobać. Niestety z każdą kolejną minutą siły opadały, a składne akcje zastępowały nieprzygotowane rzuty w 4-5 sekundzie akcji. Wyszło na jaw to, czego obawialiśmy się najbardziej, czyli brak dobrych zmienników oraz brak argumentów pod tablicami.

#10 H. Murzacz – dobry występ. Na trybunach dało się słyszeć zawistne głosy pod jego adresem. Niesłusznie. On nie jest w tej drużynie po znajomości, co udowodnił na boisku. Wypruwał flaki by przejąć piłkę, nurkował po nią do parteru. Trafiał z dystansu, półdystansu i – co najważniejsze – z linii rzutów wolnych. Zdarzały mu się rzecz jasna wielkie pomyłki, zwłaszcza w dogrywaniu piłek. 19 pkt w meczu.
#13 P. Maryniak – dzień wcześniej na konferencji prasowej dziennikarze usłyszeli o nim po raz pierwszy. Teraz chyba zapamiętają to nazwisko na dłużej. Kapitan zespołu zaimponował grą w obronie, co zmuszało Mateusza Myślaka do popełnienia dwukrotnie błędów kroków. Sfrustrowany rozgrywający rywali dostał nawet przewinienie techniczne. Paweł wykorzystywał swoją szybkość, zdobywał punkty po kombinacyjnych akcjach. Szybko się okazało, że jest jedyną opcją na pozycji rozgrywającego, bo gdy tylko usiadł na ławce, gra zespołu posypała się całkowicie. „Maryna” oczywiście jest jeszcze bardzo chimeryczny. Raz nie trafił z dwutaktu w kontrze, innym razem dwukrotnie spudłował spod kosza (ale agresywnie zebrał piłkę, w końcu trafiając). Występ bardzo na plus. Brawa za agresywność i pewne wyprowadzanie piłki. 15 pkt.
#9 K. Wieczorek – bardzo mnie zaskoczył. Wcześniej pisałem o nim, że trafia wyłącznie spod kosza, że nie ma nic więcej do zaoferowania. Bardzo się pomyliłem, bo Wieczorek trafił 3x3 ! Do rzutów z dystansu był zmuszony, bo naszym brakowało siły przebicia, by pod kosz się przedostać. Odbijał się rywali, nie było mu łatwo w walce pod koszem. 13 pkt.
#11 S. Łozowicki – to był dla niego trudny debiut. Pierwsze koty za płoty. Kołodziej raz po raz go mijał w każdy możliwy sposób. Zdeprymowany tym Łozowicki oddawał potem zerwane rzuty z dystansu, które często mijały się czy to z obręczą, czy to z tablicą. Ostatecznie trafił za trzy raz. W jednym z wejść pod kosz został zablokowany. Mecz z KK był dla niego bardzo dobrą lekcją na przyszłość. O to chyba z resztą w wystawianiu tej młodzieży w III lidze chodzi. O naukę. 5 pkt.
#15 O. Pawlikowski – widać u niego problemy z koncentracją. Wydaje się, że przegrał ten mecz w głowie. Miał problemy ze złapaniem piłki, które były do niego dogrywane. Nabrał masy w porównaniu z poprzednim sezonem. Na KK było to za mało. Dajmy mu czas. 4 pkt.
#8 D. Grabka – w juniorach niczym nie zachwycił. W tym meczu zachwycił już na początku, trafiając z faulem. Znajomi pytali mnie: "Kto to?". Dla jednego kolegi on zawsze będzie już nie Damianem Grabką, a Damianem Gróbką. Później nie było już tak pięknie. 2 pkt.
#5 S. Jaskólski – najmłodszy w zespole. Grał krótko, raz wykończył akcję spod kosza, raz spudłował niekryty z półdystansu w trzeciej sekundzie akcji, po zbiórce w ataku. 2 pkt.


Pozostali zawodnicy grali krótko, nie wnosząc zbyt wiele do gry. D. Pabisiak (2 pkt, rzut z półdystansu), I. Hupało, M. Stopiński i absolutny debiutant w meczu koszykówki, trenujący w klubie od sierpnia T. Filipiak (jego nogi są grubości długopisu i wydają się podatne na złamania niczym gałąź  z suchego lasu) byli tłem dla widowiska.



Na boisku nie brakowało napięcia. Iskrzyło na linii zawodnik – zawodnik (wzburzona nerwowość Mariusza Karwika oraz Myślaka), zawodnik-kibic (ostre słowa w kierunku Karwika ze strony kibiców KSG) oraz kibic-kibic (nawoływanie „podejdź bliżej” oraz gwizdy w kierunku obu stron). Licznie zgromadzona na hali publiczność wyraźnie wspierała i jednych, i drugich. Czy to nam się podoba, czy nie (mi osobiście NIE) koszykarski Wałbrzych ma już dwie twarze. Kibice KK są niezorganizowani, ale są i ich obecność na trybunach dało się zauważyć. Alergię na kolory biały i niebieski widać w szczególności w zawodnikach KK, którzy w większości mają bardzo niemiłe wspomnienia z klubem o nazwie „Górnik”. Szczególnie zmobilizowany wydawał się wspomniany wcześniej Kołodziej, który jest wychowankiem Górnika, ale szansy gry nigdy nie dostał (dlaczego ?), choć parę lat temu pamiętam go w składzie pierwszoligowego zespołu, gdy trenerem był Andrzej Adamek.

Następny mecz u siebie w sobotę, z Maximusem Kąty Wrocławskie. Mówi się, że Górnik podejdzie do tego spotkania bogatszy o trzy nazwiska. Zobaczymy. Na pewno do meczu przystąpi bogatszy w doświadczenia. I o to chodzi.